Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

2001/2002 ANWIL WŁOCŁAWEK

W kolejny sezon drużyna włocławska wchodziła z ogromnymi nadziejami. Zresztą nie tylko zawodnicy, sztab szkoleniowy i działacze włocławskiego klubu głośno mówili o swoich aspiracjach. Także kibice widzieli w zespole przyszłego mistrza Polski. Nadzieje zdały się potwierdzać przedsezonowe sparingi Anwilu. Drużyna bez problemu wygrała dość mocno obsadzony turniej w Brnie pozostawiając w pokonanym polu pierwsze reprezentacje Czech i Węgier, oraz olimpijską kadrę Jugosławii. Dwukrotnie Anwil wygrał też i to na wyjeździe ze stałym uczestnikiem Euroligi, etatowym wtedy Mistrzem Niemiec, zespołem Alby Berlin. Co prawda w sopockim turnieju zespół zajął trzecie miejsce przegrywając w półfinale z Śląskiem Wrocław, ale szybko zrewanżował się mistrzom Polski pokonując ich w charytatywnym spotkaniu w Kępnie.

Prym we włocławskiej drużynie odgrywali nowi zawodnicy, zakontraktowani na zbliżający się sezon. Ze Slovakofarmy pozyskano utytułowanego reprezentanta Słowacji Marka Andruskę, z Broceni młodego, utalentowanego (MVP młodzieżowych Mistrzostw Europy) Armandsa Skele, z Bałkanów doświadczonych i ogranych w niejednej lidze Lukę Pavicevicia, Mladana Silobada i Gorana Savanovicia. Z francuskiego finalisty Pucharu Saporty przybył do Włocławka Jeff Nordgaard. Jednak największą sensację w polskim baskecie wzbudziło pozyskanie czarnoskórego Amerykanina Eda O'Bannona, mającego za sobą udane występy w NBA oraz białoruskiego centra Aleksandra Koula ściągniętego z ligi tureckiej. Oczywiście w drużynie pozostali Igor Griszczuk, reprezentacyjny obrońca Roman Prawica, oraz dwaj młodzi wychowankowie włocławskiego klubu Marcin Cieślak i Robert Witka. Skład ten miał wreszcie zagwarantować włocławianom zdobycie mistrzowskiego tytułu. Tym bardziej, że swoje mecze zespół rozgrywał w nowo otwartej hali, nazwanej "Halą Mistrzów". Trenerem, tak jak w końcówce ubiegłego sezonu pozostał Stevan Tot mający asystenta w osobie Djuro Cusicia.

Początek rozgrywek nie należał do najbardziej udanych. Mimo wszystko jednopunktowe porażki w Sopocie i Pruszkowie można było wliczyć w koszta. Pożegnano się wtedy z niespełniającym pokładanych w nim nadziei Luką Paviceviciem i wypożyczono na jego miejsce nowego play-makera, Amerykanina z włoskim paszportem, Matta Santangelo. Chociaż w debiucie Matt był jednym z wyróżniających się zawodników Anwilu, nie uchronił zespołu od przykrej porażki z Degustą Malfarb w Ostrowie. Nad trenerem Totem zbierały się czarne chmury. Po porażce w Słupsku nastąpiła kompromitacja na własnym, dotychczas zwycięskim parkiecie gdy w piętnastej, przełożonej kolejce ligowej Anwil uległ Noteci Inowrocław, uważanej za jeden z dwóch najgorszych teamów w lidze.

Stało się jasne, że po świąteczno-noworocznej przerwie zespół będzie miał nowego trenera. Został nim Aleksandar Petrović, znana postać w świecie koszykówki nie tylko na Bałkanach. Jako zawodnik wielokrotny mistrz Jugosławii, następnie trener odnoszący sukcesy z chorwacką Ciboną. Także selekcjoner kadry tego kraju. Prywatnie brat tragicznie zmarłego Drażana Petrovića, chyba najlepszego w ostatnich latach koszykarza w Europie. Petrović zaczął nieźle, ale nie ustrzegł się przykrych porażek m.in. z ostatnią w tabeli tarnowską Unią oraz z Degustą na własnym parkiecie. Pierwszą fazę rozgrywek skończył więc Anwil dopiero na czwartym miejscu w tabeli.

W drugiej rundzie pomimo dwukrotnego pokonania Trefla i Degusty Malfarb oraz zwycięstwa we Wrocławiu, zespół niewiele poprawił swoją pozycję plasując się przed fazą play-off oczko wyżej. O tyle było to cenne, że pozwalało w półfinale uniknąć spotkań z odwiecznym rywalem, drużyną Śląska Wrocław. W międzyczasie we Włocławku powitano kolejnych zawodników. Na miejsce kontuzjowanego Koula sprowadzono z Grecji chorwackiego centra Hrvoje Henjaka, natomiast dla odciążenia Matta Santangelo Vladimira Anzulovicia. Jak niecelne były te transfery niech świadczy fakt, że Anzulović rozegrał w lidze tylko dziesięć spotkań, natomiast z Henjakiem pożegnano się po jego piątym ligowym meczu.

W pierwszej rundzie play-off w czterech zaciętych i stojących na niezłym poziomie spotkaniach Anwil planowo uporał się z Blachami Pruszyński Pruszków. Kolejnym przeciwnikiem zespołu był sopocki Prokom Trefl. Po pierwszym wyjazdowym zwycięstwie Anwil mimo prowadzenia przegrał drugie spotkanie, ale przywożąc do Włocławka korzystne 1-1 wciąż był zdecydowanym faworytem. Po pierwszym meczu w Hali Mistrzów nie było chyba kibica, który postawiłby na awans sopocian do finału. Anwil wygrał bowiem pewnie 86:64. Tymczasem, w czwartym spotkaniu, włocławianie roztrwonili szesnastopunktową przewagę i na decydujące starcie musieli udać się do Sopotu. Po bezbarwnym i co najsmutniejsze przegranym spotkaniu włocławską drużynę czekała walka o trzecie miejsce w lidze. Nie takie były oczekiwania i to chyba sprawiło, że zespół nie był skoncentrowany na walce przegrywając brązowe medale w piątym, decydującym meczu we Włocławku. Degusta Malfarb Stal okazała się najbardziej niewygodnym przeciwnikiem Anwilu w całym sezonie. Na dziewięć rozegranych spotkań wygrała aż pięć.

Podsumowując sezon należy stwierdzić, że znów gra włocławian nie zaspokajała apetytów kibiców. Zawiódł zwłaszcza Koul, który miał zapewnić Anwilowi skuteczną walkę pod koszami. Nie podołali zadaniu również Anzulović i Henjak. Roman Prawica zbyt często miewał wahania formy, a młody Skele nie zawsze mógł wziąć na siebie odpowiedzialność w konstruowaniu akcji. Tak na dobrą sprawę, to nie zawiódł tylko Ed O'Bannon, notabene czołowy snajper ligi, Jeff Nordgaard oraz Igor Griszczuk, który po raz kolejny potwierdził wysoką klasę i w wielu meczach mimo dość zaawansowanego jak na sportowca wieku okazał się prawdziwym liderem zespołu.

Mimo, że sezon wszyscy kończyli w minorowych nastrojach, nie należy zapominać, że Anwil odniósł największy jak dotąd sukces w polskiej klubowej koszykówce męskiej awansując do półfinału Saporta Cup. Po drodze wyeliminował m.in. utytułowany zespół Panioniosu Ateny. Być może walka na dwóch frontach przyczyniła się do takiego finału ligi. W każdym bądź razie nie po raz pierwszy zespół pokazał, że potrafi skutecznie rywalizować nawet z teoretycznie silniejszymi od siebie rywalami, jednak głównie na niwie europejskich pucharów.

Miejsce po sezonie: 4

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 4

Zespół: Marek Andruska, Vladimir Anzulović, Marcin Cieślak, Igor Griszczuk, Hrvoje Henjak, Aleksander Koul, Jeff Nordgaard, Ed O'Bannon, Luka Pavicević, Roman Prawica, Matthew Santangelo, Goran Savanović, Mladjan Silobad, Armands Skele, Robert Witka

Trenerzy: Stevan Tot, Aleksandar Petrović, Djuro Cusić (asystent)

W drugim rzędzie od lewej: Djuro Cusić, Stevan Tot, Roman Prawica, Robert Witka, Mladjan Silobad, Aleksander Koul, Marek Andruska, Ed O'Bannon, Marek Konieczny, Arkadiusz Krygier

W pierwszym rzędzie od lewej: Luka Pavicević, Goran Savanović, Igor Griszczuk, Marcin Cieślak, Marcin Twierdziński, Armands Skele, Jeff Nordgaard, Robert Jabłoński