Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

2016/2017 ANWIL WŁOCŁAWEK

Minione rozgrywki zakończyły się dobrym wynikiem – włocławianie uplasowali się na czwartej pozycji i powrócili do ścisłej czołówki Polskiej Ligi Koszykówki. Obecność w strefie medalowej po dwóch latach przerwy była w dużej mierze zasługą trenera Igora Milicicia. Dzięki solidnej pracy swojej jak i zespołu, Chorwat zrealizował stawiany przed nim cel – kwalifikację do play-off.

Przed rozgrywkami ważne kontrakty mieli Michał Chyliński, Kamil Łączyński oraz Robert Skibniewski. Naturalnie trener Milicić rozpoczął budowę składu od graczy z polskim paszportem. Okres transferowy Anwil zainaugurował angażem Pawła Leończyka. Szkoleniowiec włocławian liczył na efektywność oraz wszechstronność silnego skrzydłowego, który z powodzeniem mógł grać także na pozycji numer pięć. Drugim elementem w układance Milicicia został Kacper Młynarski – były zawodnik i lider Siarki Tarnobrzeg. Jako kolejny umowę z klubem parafował Josip Sobin – rodak trenera, podobnie jak Leończyk nie jest typem zawodnika efektownego, ale za to jest szalenie efektywny, zwłaszcza kiedy gra tyłem do kosza i wykorzystuje swoje manewry. Sobin radził sobie na parkietach silnych lig: chorwackiej i hiszpańskiej, co było dobrym prognostykiem na przyszłość.

Zaangażowanie, poświęcenie dla zespołu, wysoka boiskowa inteligencja oraz skuteczność Fiodora Dmitriewa zaowocowały przedłużeniem współpracy z Rosjaninem oraz powierzeniem mu opaski kapitańskiej. Igor Milicić na pozycję numer trzy szukał kogoś, kto poprzez swoją skoczność i sprawność włączy się w walkę na tablicach. Takie oczekiwania spełnił Toney McCray – Amerykanin w swojej grze wykazywał się atletyzmem i wszechstronnością w obronie, bowiem mógł kryć rywali na czterech pozycjach. Pozycję rezerwowego centra Chorwat obsadził prawdziwym wieżowcem – mierzącym 215 centymetrów reprezentantem Słowacji Borisem Bojanovskym. Wakat na obwodzie zapełnił amerykański strzelec Tyler Haws. Amerykanin posiadał doświadczenie z hiszpańskiej ligi ACB, a w NCAA dał się zapamiętać jako typowy scorer. Tak zbudowany skład pozwolił trenerowi spełnić założenia przedsezonowe – dodanie do gry większej mobilności i atletyzmu. Postawiono na wszechstronnych graczy – wielu z nich mogło z powodzeniem grać na dwóch pozycjach. Taki dobór koszykarzy miał zapewnić coś więcej niż tylko udział w play-off – wszak klubowe hasło na te rozgrywki brzmiało: „Razem po medal”.

Trener włocławian Igor Milicić był zadowolony z przebiegu tych przygotowań - stwierdził, że okres przed sezonem został przepracowany lepiej, niż miało to miejsce ubiegłego lata. Jak co roku próbą generalną przed rozgrywkami był Kasztelan Basketball Cup, gdzie Anwil pokazał swoją siłę - najlepiej rzucającym za trzy zawodnikiem został Łączyński, a puchar Kasztelana powędrował w ręce Rottweilerów.

Udane poprzednie rozgrywki oraz ciekawie skompletowany skład spowodowały, że Anwil znów był poważnym kandydatem do medalu. W zestawieniach najciekawszych wzmocnień pojawiały się nazwiska Sobina i Hawsa. Ponowną modę na koszykówkę odzwierciedlała rekordowa liczba sprzedanych karnetów. Początek rozgrywek nie należał jednak do udanych – Anwil co prawda wygrał z Kingiem i Miastem Szkła, ale poległ w starciu z Polpharmą oraz MKS-em. Bilans dwóch zwycięstw i dwóch porażek zmusił włodarzy do wzmocnienia składu. Do rotacji dokooptowano Nemanję Jaramaza – zawodnika mogącego grać na wszystkich pozycjach obwodowych. W kolejnym spotkaniu z Energą Czarnymi Anwil uległ słupszczanom, ale to był początek poprawy gry. Ze świetnej strony pokazywał się Sobin – typowy center, który  w swoim wachlarzu do perfekcji miał opanowane manewry podkoszowe, z których skrzętnie korzystał trener Milicić. Szybko swój kredyt zaufania zaczął spłacać Jaramaz – Serb miał wymierny wpływ na poprawę gry zespołu.

W grudniu włocławianie grali na miarę swoich możliwości – porażkę ze Stelmetem można było przeboleć, ale zwycięstwa z Siarką i BM Stalą dawały nadzieję na lepszą grę. Tego samego miesiąca nastąpiły korekty w składzie – przed meczem z Siarką Anwil opuścił Skibniewski, którego zastąpił James Washington, a w wyniku przedłużającej się absencji Bojanovsky’ego kontrakt reprezentanta Słowacji został rozwiązany. Po kadrowych roszadach Rottweilery uległy Rosie, ale później Anwil był jak rozpędzona lokomotywa, której nie zdołał zatrzymać Polski Cukier czy mistrz kraju Stelmet BC. W marcu (na miesiąc przed fazą play-off) zakontraktowano Mateusza Bartosza, który wzmocnił polską rotację przed najważniejszymi spotkaniami sezonu. Po tym transferze Anwil nie przegrał już meczu w sezonie zasadniczym i tę część rozgrywek zakończył na pierwszym miejscu. Ponadto włocławianie pokazali się z bardzo dobrej strony w Pucharze Polski, w którym zajęli drugie miejsce.

Sezon zasadniczy można podsumować jako bardzo udany mając na uwadze nie tylko pierwsze miejsce, ale także formę jaką Rottweilery prezentowały na finiszu tej części rozgrywek. Włocławianie zanotowali 12 zwycięstw pod rząd, pokonując między innymi Stelmet BC, PGE Turów czy BM Slam Stal. Anwil po raz pierwszy od 21 lat wygrał rundę zasadniczą, a Hala Mistrzów została zdobyta przez rywala tylko raz (bilans 15:1).

W pierwszej rundzie play-off Anwil trafił na Czarnych Słupsk – zespół borykający się z problemami finansowymi i organizacyjnymi, ale nie tylko Czarni mieli kłopoty. W ostatnim spotkaniu rundy zasadniczej kontuzji nabawił się Michał Chyliński. Uraz ten wykluczył Polaka do końca sezonu i zawęził rotacje zawodników miejscowych do liczby czterech graczy.

W pierwszym meczu Czarni pokonali Anwil we Włocławku 82:72. Nie takiego obrotu spraw spodziewali się kibice włocławskiego klubu. Zawodnicy trenera Milicicia zrehabilitowali się jednak w kolejnym spotkaniu, które wygrali po emocjonującej końcówce 72:70. Rywalizacja przeniosła się do Słupska, gdzie to w trzecim meczu bohaterem został Kamil Łączyński, który trafił kluczową trójkę dającą prowadzenie na pół minuty do końcowej syreny. Włocławianie co prawda wygrywali w serii dwa do jednego, ale Czarni pokazali, że tanio skóry sprzedać nie zamierzają.   „Wynik 2:1 nic nie znaczy. Gra się do trzech zwycięstw i wszystko jest otwarte” - przestrzegał przed ferowaniem wyników trener Milicić. Jak się później okazało te słowa znalazły swoje potwierdzenie. Kolejne spotkanie padło łupem słupszczan i decydujące starcie miało odbyć się w meczu numer pięć. Anwil w tym starciu zaprezentował się zbyt słabo, Czarni Słupsk tę słabość wykorzystali i mogli cieszyć się z awansu do półfinału.

Zawód, gorycz porażki, smutek, rozczarowanie – te uczucia towarzyszyły kibicom, zawodnikom i trenerom po zakończonym sezonie. Wszystko wskazywało, że to Anwil wyjdzie z ćwierćfinałowej serii zwycięsko, jednak sport nie jest taki prosty – ktoś się cieszy, a ktoś płacze i tym razem niestety padło na Anwil.

 

Miejsce po sezonie: 5

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 1 (25/7)

Zespół: Marcel Afeltowicz, Mateusz Bartosz, Boris Bojanovský, Michał Chyliński, Szymon Ćwikliński, Fiodor Dmitrijew, Dorian Frontczak, Aleksander Griszczuk, Tyler Haws, Nemanja Jaramaz, Rafał Komenda, Paweł Leończyk, Kamil Łączyński, Bartosz Matusiak, Toney McCray, Kacper Młynarski, Robert Skibniewski, Josip Sobin, James Washington.

Trenerzy: Igor Milicić, Marcin Woźniak, Grzegorz Kożan