Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Zmień język:

2022/2023 ANWIL WŁOCŁAWEK

Apetyty po poprzednich rozgrywkach urosły, ale trudna sytuacja gospodarcza i polityczna na całym świecie sprawiała, że budowa składu była jeszcze większym wyzwaniem. Sztab szkoleniowy postawił na sprawdzone nazwiska. Mocną informacją był transfer Josha Bostica - zawodnik nie ukrywał, że chce zostać Rottweilerem, a sztab szkoleniowy cenił jego umiejętności koszykarskie oraz doświadczenie. Przedłużono umowę z Lukem Petraskiem i Marcinem Woronieckim, pod obręcz wrócił mistrz sprzed lat - Josip Sobin, a jego wsparciem miał być Dawid Słupiński, który stawiał w Anwilu pierwsze kroki w ekstraklasie. Wprawdzie pożegnano Kyndalla Dykesa, ale w jego miejsce do Włocławka przyleciał Phil Greene IV, w przeszłości zawodnik Trefla i Arki. Ciekawie zapowiadał się też transfer pierwszego Estończyka w historii klubu - Janariego Joesaara. Obowiązujące kontrakty mieli Kamil Łączyński, Michał Nowakowski i Maciej Bojanowski, rotację uzupełnili natomiast Daniel Dawdo, Bartosz Łazarski i Jakub Sołtys.

Na ostatni taniec zdecydował się również Szymon Szewczyk. Utytułowany środkowy w drużynie był do końca roku, a z kibicami w Hali Mistrzów pożegnał się w swoim stylu - w pucharowym spotkaniu najpierw mocno zablokował rywala z Cypru, a następnie przymierzył za trzy ze swojej klepki. 

Wracając jednak do początku rozgrywek - w pierwszym meczu Hala Mistrzów przeżyła powrót do przeszłości. Z okazji 30 lat w ekstraklasie klub zorganizował spotkanie drużyny z sezonu 1992/1993. Obchody tego wydarzenia przerosły najśmielsze oczekiwania. Wielkie zainteresowanie, bogate opakowanie i duża nuta nostalgii. Łzy płynęły strumieniami. Humory dopisywały też w związku z boiskową inauguracją sezonu - Anwil dominował nad Eneą Zastalem BC (trzeba dodać, że obie drużyny zmierzyły się równo 30 lat po debiucie Rottweilerów w ekstraklasie - wtedy rywalem włocławian również byli zielonogórzanie). W następnej kolejce zawodnicy trenera Przemysława Frasunkiewicza nie dali szans bieniaminkowi z Łańcuta (85:67), a wszystkie oczy zwróciły się na spotkanie z WKS-em Śląskiem Wrocław - aktualnym mistrzem Polski.

Powiedzieć, że wyczuwalny był klimat Świętej Wojny sprzed lat, to nie powiedzieć nic. Kosz za kosz, blok za blok, faul za faul - pojedynek stał na wysokim poziomie. W pewnym momencie zdarzyło się coś, co wyrwało drużyny z transu - Janari Joesaar doznał poważnej kontuzji. Jak się później okazało, uraz był na tyle poważny, że wyróżniający się Estończyk musiał zapomnieć o powrocie do gry w tym sezonie. Anwil spotkanie ze Śląskiem przegrał, a za 48 godzin pojechał na derby do Bydgoszczy. Tam po dogrywce uległ Astorii. Kolejny mecz ligowy to porażka z Legią Warszawa. Nastrojów nie poprawiło też spotkanie z PGE Spójnią - kolejny wyrównany pojedynek, ale niestety także przegrany. Trzeba było reagować. Zespół wzmocnił Lee Moore, w tamtym momencie jeden z najlepszych obwodowych w Energa Basket Lidze. Amerykanin, który zaczął sezon w Łańcucie od razu odnalazł się w drużynie. Świetnie mijał, był zabójczy w końcówkach (rozstrzelał trójkami MKS na wyjeździe) i odmienił oblicze Anwilu.

Rottweilery zaliczyły serię sześciu zwycięstw z rzędu w PLK. Łącznie z europejskimi pucharami (o których w dalszym fragmencie) Rottweilery zwyciężyły w 11 z 12 spotkań. Ekipa była rozpędzona, ale również zmęczona po dalekich wojażach. Dołek w pewnym momencie musiał przyjść. Wydawało się, że przedświąteczna porażka z Treflem Sopot była tylko małym wypadkiem przy pracy. Ekipa miała szansę na zwycięstwo, ale Andrzej Pluta junior, na oczach seniora oglądającego mecz z trybun, trafił trójkę na zwycięstwo.

A skoro o legendarnym zawodniku mowa - jego wizyta w Hali Mistrzów nie była przypadkowa. Należy wspomnieć o akcji ESENcja Drużyny 30-lecia, czyli zabawie dla kibiców, która towarzyszyła klubowi przez cały sezon. W wakacje przeprowadzono głosowanie - kibice mieli ułożyć swoje ulubione składy z ostatnich trzech dekad. Klucz wyboru? Dowolny. Drużyna złożona wyłącznie z zawodników mistrzowskich ekip, zespół łączący lata 90. z najnowszymi czasami… Dziesiątki kombinacji, setki zgłoszeń. Ostatecznie 10 koszykarzy z największą liczbą głosów wybrano do „Drużyny 30-lecia”. Na tym jednak zabawa się nie kończyła. Poszczególni zawodnicy przyjeżdżali do Włocławka, udzielali wywiadów, spędzali czas z kibicami, zasiadali na trybunach na Hali Mistrzów… Żeby oddać skalę przedsięwzięcia wystarczy przytoczyć nazwiska, które pojawiły się po latach we Włocławku: Gerrod Henderson, Jeff Nordgaard, Michał Ignerski, Tomasz Jankowski czy wspomniany wcześniej Andrzej Pluta. To była pierwsza akcja o takiej skali nie tylko w historii klubu, ale całej koszykarskiej Polski. W Drużynie 30-lecia znaleźli się też m.in. Josip Sobin oraz Kamil Łączyński, aktywni zawodnicy Anwilu. 

Anwilu, który przełomu roku nie mógł zaliczyć do udanych. Porażka z Treflem była pierwszą z… sześciu z rzędu. Mecz z Rawlplug Sokołem Łańcut przelał czarę goryczy. Zdecydowano się na rozstanie z Joshem Bosticiem, który nie był już zawodnikiem, jakiego w Polsce zapamiętano. Amerykanin był daleko od dyspozycji z sezonu, w którym dominował ligę - choć starał się na różne sposoby, forma nigdy nie wróciła. Wkrótce na jego miejsce zatrudniono Victora Sandersa. Zawodnik z doświadczeniem z EuroCupu czy BCL, który we Włocławku otrzymał czystą kartę. Jego impakt na ekipę nie był może natychmiastowy, ale gdy złapał rytm i odnalazł swoje miejsce, rozkochał w sobie fanów. Pod koniec stycznia postawiony pod ścianą Anwil wygrał w europejskich pucharach z Keravnos BC. Za chwilę przyszła też wygrana z WKS-em Śląskiem Wrocław na wyjeździe. Szał radości włocławskich fanów niósł się donośnie po uciszonej Hali Stulecia. Nie byłoby pierwszej domowej porażki rywali bez świetnej dyspozycji Phila Greene’a IV. Osiem trójek i pełna dominacja w ataku? Jak najbardziej! Amerykanin po przyjściu Lee Moora oraz zmianie roli na boisku wszedł na wyższy poziom i utrzymywał stabilną formę tygodniami.

Rottweilery przeplatały z kolei świetne występy (wygrana w ćwierćfinale Suzuki Pucharze Polski z ostrowianami czy heroiczna walka z Treflem Sopot dzień później), słabszymi spotkaniami. Zniżka formy na początku marca bolała, bo w oczy drużyny zajrzało widmo braku awansu do play-off. Na szczęście do niczego takiego nie doszło. Ekipa trzymała się razem mimo ciężkich chwil i w momencie największej próby sprostała wyzwaniu. Wygrana w derbach z torunianami i bydgoszczanami, pewne zwycięstwo nad MKS-em, dominacja z GTK czy ogranie Trefla na wyjeździe… Gdy w Hali Mistrzów ograna została Arka, wszyscy odetchnęli. Play-off bez włocławian to w końcu nie play-off! 

Ćwierćfinał Rottweilerom przyszło grać z Kingiem Szczecin. Przeciwnicy do tamtego momentu nie zaznali smaku półfinału, ale mieli w składzie aktualnego MVP ligi, Andrzeja Mazurczaka i drużynę pełną twardych zawodników. Nie dziwiło więc, że pierwsze starcie powędrowało na konto gospodarzy, którzy zajęli 2. miejsce po rundzie zasadniczej. Kolejny mecz padł jednak łupem włocławian. Świetnie grał Malik Williams. Młody center rozkręcał się powoli, ale sukcesywnie. Przeszedł drogę od gracza, którego wielu kibiców nie widziało w zespole, do koszykarza kluczowego w rotacji, mocnego w obronie i zabójczego w ataku. To jednak nie on był bohaterem kluczowej akcji omawianego spotkania. Trener Przemysław Frasunkiewicz rozrysował, jak mają wyglądać ostatnie sekundy, a egzekutor Victor Sanders wziął sprawy na swoje barki i trafił na zwycięstwo! Anwil wracał do Hali Mistrzów, by zamknąć rywalizację. Pierwsze starcie padło łupem szczecinian, ale po raz kolejny postawione pod ścianą Rottweilery zebrały się w sobie i po raz kolejny wyrównały stan serii. Piąty pojedynek, rozgrywany w Szczecinie, był kluczowy. Niestety, Anwilowi zabrakło skuteczności. King ostatecznie zawędrował na sam szczyt, włocławianie skończyli na siódmym miejscu. Sezon przyniósł jednak gigantyczny sukces…

Występ w FIBA Europe Cup celowo został odłożony na koniec. Ta historia zasługuje bowiem na swoją opowieść. Anwil w fazie grupowej trafił na fińskie Karhu Basket, portugalski Sporting CP i węgierski Egis Kormend. Warto zaznaczyć fenomenalne zwycięstwo w Lizbonie, czy dominację nad Egis, rywalem znanym z lat 90. Druga runda rywalizacji przyniosła starcia z niemieckim Brose Bamberg, cypryjskim Keravnos BC i rumuńską CSM CSU Oradeą. Rottweilery nie były faworytami do awansu, ale dzięki pewnej grze na wyjazdach i mocnej postawie w Hali Mistrzów awansowały do ćwierćfinału. Tam spotkały naszpikowany gwiazdami Gaziantep.

Turków kilka tygodni przed pierwszym pojedynkiem dotknęła olbrzymia tragedia - trzęsienie ziemi. Przez jakiś czas nie było pewności, czy zmierzą się z Rottweilerami. Ostatecznie przystąpili do gry, ale Rottweilery zaprezentowały wyższy poziom. W Turcji dominowały nad rywalami i sprawiły sensację! Półfinał Anwil - Karhu był dość niespodziewany. We Włocławku Anwil otworzył serię wynikiem 90:71, a w Kauhajoki po prostu dokończył dzieła. Finał europejskich pucharów rozpalał wyobraźnię. Anwil znalazł się na tym etapie po raz pierwszy w 30-letniej historii klubu. Walka z francuskim Cholet Basket zapowiadała się ekscytująco. I faktycznie taka była! Phil Greene IV trafiał nieprawdopodobne trójki, Kamil Łączyński i Luke Petrasek świetnie współpracowali, Victor Sanders brał na siebie ciężar akcji, a cała ławka rezerwowych dawała z siebie więcej niż sto procent wchodząc na parkiet.

Anwil wygrał oba spotkania - najpierw 81:77 u siebie, a następnie 80:78 na wyjeździe. Tytuł MVP zgarnął wspomniany Greene IV. Po raz pierwszy polski klub zdobył europejskie trofeum tej rangi. Anwil Włocławek przeszedł do historii! Udowodnił, że można rywalizować jak równy z równym z ekipami, które mają dużo wyższe budżety i grają na co dzień w mocniejszych ligach. Jedyne, czego potrzeba, by było to możliwe, to… charakter Rottweilera.

Miejsce po sezonie: 7

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 7 (17/13)

FIBA Europe Cup: Mistrzostwo

Zespół: Maciej Bojanowski, Daniel Dawdo, Phil Greene IV, Kamil Łączyński, Bartosz Łazarski, Lee Moore, Michał Nowakowski, Luke Petrasek, Victor Sanders, Dawid Słupiński, Josip Sobin, Jakub Sołtys, Malik Williams, Marcin Woroniecki. 

Trenerzy: Przemysław Frasunkiewicz, Grzegorz Kożan, Piotr Blechacz.