Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Kamil Łączyński: Najważniejszy mecz w sezonie

Piątek, 27 Kwietnia 2018, 14:30, Jacek Jaskólski

- Trzeba wyrzucić z głowy to, co było i wystartować w drugim spotkaniu z myślą, że gramy najważniejszy mecz w sezonie – mówi Kamil Łączyński po zwycięstwie z PGE Turowem.

Jacek Jaskólski: Po dzisiejszym spotkaniu zadowala gra na tablicach – mieliście dwa razy więcej zbiórek w ataku niż PGE Turów, a przecież mają oni w swoich szeregach atletycznych zawodników z ciągiem na zbiórkę.

Kamil Łączyński: To prawda. Wiedzieliśmy, że musimy być bardzo zdeterminowani przy nerwowych sytuacjach czy niecelnych rzutach. Wiadomo, że te nerwy są i trzeba je opanować. Mogły się zdarzyć niecelne rzuty i fajnie, że graliśmy agresywnie na zbiórce w ataku, bo to dawało ponowienia. To cieszy i mam nadzieję, że nie był to przypadek tylko pewien standard w naszej grze.

Zapewniliście sobie pewien komfort psychiczny przed sobotnim spotkaniem, bo teraz PGE Turów musi wygrać, jeśli chce myśleć o awansie.

- Wydaje mi się, że oni cały czas startują z pozycji „underdoga”. Sytuacja jest taka, że to my gramy u siebie i musimy bronić przewagi swojego parkietu, dlatego wychodzimy na drugi mecz w pełni skoncentrowani, tak samo jak przyszliśmy dzisiaj. Przeanalizujemy jeszcze te błędy, jakie popełniliśmy w pierwszym meczu. Trzeba wyrzucić z głowy to, co było i wystartować w drugim spotkaniu z myślą, że gramy najważniejszy mecz w sezonie.

ZWYCIĘSKIE ZBIÓRKI. 1:0 DLA ANWILU!

Mówi się, że play-off to czas doświadczonych graczy, ale dobry występ zanotował debiutant Jaylin Airington. Amerykanin zapisał przy swoim nazwisku 14 punktów na znakomitej skuteczności (66,7 procent za dwa, 50 procent z dystansu) oraz trzy asysty. Jak ocenisz jego rozwój w obecnych rozgrywkach?

- Jaylin jest bardzo pokorną osobą, która chętnie przyjmuje wszystkie informacji. Jest bardzo pracowity i oddany temu co robi. Trener Milicić wierzył w niego i widział w nim potencjał od samego początku przygotowań. Najpierw Jaylin był na try-oucie, ale go przeszedł i teraz spłaca kredyt zaufania. Na pewno jest jednym z naszych czołowych graczy, ale nie tylko w ataku, bo nie tylko potrafi punktować, ale jest również świetnym obrońcą. Play-off to rzeczywiście najczęściej czas weteranów, ale on jako pierwszoroczniak pokazuje, że to tylko teoria. Bo każdy kto jest ambitny i ma w sobie dużo woli walki, jest w stanie grać na wysokim poziomie.

Świetnie zatrzymaliście Stefana Balmazovicia – 20 procent celnych rzutów z gry to nie jest „jego” skuteczność.

- Nastawiliśmy się na niego. Wiadomo, że to czołowa postać PGE Turowa i przygotowaliśmy się na tego gracza. Balmazović jest groźny i z dystansu, i w grze tyłem do kosza, dlatego niewątpliwie powstrzymanie go jest kluczem do odniesienia zwycięstwa. Wykonaliśmy dobrą robotę w pierwszym spotkaniu i trzeba zrobić wszystko, żeby tę robotę wykonać w kolejnych meczach.

Na minus jednak obrona na obwodzie – daliście sobie rzucić dziewięć trójek.

- To prawda. PGE Turów to najlepiej rzucający za trzy zespół ligi w sezonie zasadniczym. Średnia około 41 procent to świetny wynik, ale liczba celnych rzutów w sezonie też jest bardzo wysoka. Staraliśmy się ten element wykluczyć, no ale umówmy się – oni też są mądrymi zawodnikami, którzy wiedzą jak wykorzystać nasze słabe strony. Jak będą nam rzucali dużo trójek, ale będziemy wygrywać mecze – biorę to w ciemno.

JAKUB WOJCIECHOWSKI PO MECZU

Mówi się, że Quinton Hosley to gracz na play-off. Dziś poniekąd było to widać – Amerykanin robi mnóstwo niewidocznych rzeczy, a na pochwałę zasługuje aż siedem asyst i dziewięć zbiórek.

- No tak, dużo grał na piłce i w sytuacjach kiedy krył go Balmazović, Quinton miał przewagę penetrując z obwodu. Jest to zawodnik ograny, wiadomo, że przyszedł tu właśnie po to, aby pomóc w takich trudnych meczach. Mam nadzieję, będzie grał tak dalej. Jeżeli była taka sytuacja, że krył go niższy gracz, to graliśmy tyłem do kosza i wykorzystywaliśmy przewagę siły fizycznej oraz wzrostu. Quinton to mądry gracz. Niewątpliwie jego zbiórki, atletyzm i uniwersalność na pewno będą nam pomagały.

Co byś poprawił przed następnym, sobotnim meczem?

- Wydaje się, że straty. Popełniliśmy 14 strat, a ja razem z Ivanem Almeidą aż dziewięć. To bardzo dużo. Ogółem jednak nasza gra była niezła – mieliśmy 51 procent skuteczności za dwa, 37 za trzy, wolne też w granicach 92 procent. To dobre, lub bardzo dobre wskaźniki. Graliśmy także bardzo zespołowo, o czym świadczy 19 asyst. Do poprawy zawsze się coś znajdzie – na przykład błędy w obronie, ale też nie szukajmy dziury w całym. Nie jest źle – mamy wygrywać mecze, a nie grać niewiarygodnie widowiskową i zjawiskową koszykówkę. Chodzi o to, żeby wygrywać – nawet najbrzydsze zwycięstwo smakuje lepiej niż najpiękniejsza porażka. Tym bardziej w play-off.