Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Zapomnieli o obronie

Sobota, 17 Grudnia 2011, 1:00, Michał Fałkowski

Choć przed meczem z Treflem trener Emir Mutapcić zapewniał, że Anwil ciężko pracuje nad obroną, to wydarzenia w Ergo Arenie pokazały coś zupełnie odwrotnego. Nasi koszykarze stracili aż 93 punkty, pozwalając gospodarzom na częste rzuty z czystych pozycji i ponawianie akcji. Wynik 93:72 to udany rewanż sopocian za przegrany mecz w pierwszej rundzie.

Choć przed meczem z Treflem trener Emir Mutapcić zapowiadał, że Anwil ciężko pracuje nad obroną, to wydarzenia w Ergo Arenie pokazały coś zupełnie odwrotnego. Nasi koszykarze stracili aż 93 punkty, pozwalając gospodarzom na częste rzuty z czystych pozycji i ponawianie akcji. Wynik 93:72 to udany rewanż sopocian za przegrany mecz w pierwszej rundzie.


Kibice Anwilu, którzy licznie zjawili się w Sopocie, z satysfakcją oglądali tylko pierwsze 12 minut meczu. I nie żałowali nawet tego, że w oczy nie rzucała się rywalizacja, na którą ostrzyli sobie zęby, czyli pojedynek Szubarga – Koszarek. Przyćmili ją Allen z Wiśniewskim, raz za razem rewanżujący się sobie za udane akcje w ataku. Po 10 minutach górą był obrońca Anwilu, który wykorzystując przewagę wzrostu i swoją dynamikę wypracował 11 punktów, 2 zbiórki i asystę. W dużej mierze dzięki niemu włocławianie wygrywali 28:22.

Pod względem ofensywy gra Anwilu wyglądała dobrze i może właśnie to przyćmiło pierwsze symptomy błędów, które zemściły się w kolejnych minutach. Chodzi o pozostawiającą wiele do życzenia postawę Corsleya Edwardsa i momenty przestoju w obronie. O ile Amerykanina mogą tłumaczyć bóle pleców, na które się od niedawna uskarża, o tyle od defensywy ćwiczonej już niemal 5 miesięcy można wymagać więcej.

W drugiej kwarcie, od stanu 35:27 dla Anwilu, gospodarze zdobyli 9 punktów z rzędu i wyszli na prowadzenie. Pierwszy zareagował Dardan Berisha, później punkty dorzucił Krzysztof Szubarga, ale to było wszystko na co Trefl pozwolił włocławianom do przerwy. W ciągu 3 minut dzielących koszykarzy od zejścia do szatni punktowali tylko gospodarze. Zaliczyli już drugą w tej odsłonie serię, tym razem wynoszącą 12 punktów i osiągnęli bezpieczne prowadzenie 53:43.

Podczas wizyty w szatni koszykarze Anwilu chyba nie zostali wstrząśnięci, bo po przerwie obraz gry się nie zmienił. Corsley Edwards nadal nie radził sobie ze świetnie dysponowanym Johnem Turkiem, a pozostali zawodnicy nie ułatwiali mu zadania. Słaba komunikacja w obronie sprawiała, że sopocianie dostarczali piłkę dokładnie w te miejsca parkietu, gdzie brakowało koszykarzy w niebieskich koszulkach. Trefl bezlitośnie to wykorzystywał wychodząc nawet na 17 punktowe prowadzenie (63:46). Anwil znalazł sposób na strefę Trefla dopiero pod koniec trzeciej kwarty. Uaktywniło się trio Amerykanów Allen-Kinnard-Lewis i straty ponownie zostały zmniejszone do 8 oczek (69:61).

Na nic się to jednak zdało, bo między 27 a 37 minutą goście zamiast iść za ciosem, to nie potrafili zdobyć punktów z gry. Pojedyncze trafienia z linii rzutów osobistych oczywiście nie mogły przynieść przełamania i tylko zmniejszały rozmiary strat. Na szczęście, po stronie Trefla, z sił opadł już Koszarek i akcje gospodarzy również nie były już tak skuteczne. Najwięcej świeżości zachował Adam Waczyński, który do końca nękał Anwil indywidualnymi zagraniami. W odpowiedzi trafiali ci sami zawodnicy, którzy ciągnęli grę włocławian w trzeciej kwarcie, czyli Allen, Lewis i Kinnard. Na Trefl było to jednak za mało i Anwil musiał zejść z parkietu pokonany.



Trefl Sopot – Anwil Włocławek 93:72 (22:28, 31:15, 23:19, 17:10)

Trefl: Waczyński 19, Koszarek 17, Turek 17, Mallett 16, Dylewicz 12, Wiśniewski 7, Burgess 5, Cummings 0, Stefański 0

Anwil: Allen 21, Szubarga 10, Lewis 9, Edwards 9, Berisha 8, Wołoszyn 6, Kinnard 6, Harrington 2, Majewski 1, Glabas 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI