Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Z Treflem bez szans

Poniedziałek, 02 Marca 2015, 7:58, Michał Fałkowski

Nie takiego meczu spodziewali się kibice, którzy pojechali za Anwilem do sopockiej Hali 100-lecia. Obiekt, który pamięta największe triumfy włocławskiej koszykówki, tym razem był świadkiem jednego z najsłabszych spotkań, zwłaszcza jeśli chodzi o atak Rottweilerów. Tylko w trzeciej kwarcie udało się im zdobyć więcej niż 13 punktów i ostatecznie ulegli Treflowi 60:72.

Nie takiego meczu spodziewali się kibice, którzy pojechali za Anwilem do sopockiej Hali 100-lecia. Obiekt, który pamięta największe triumfy włocławskiej koszykówki, tym razem był świadkiem jednego z najsłabszych spotkań, zwłaszcza jeśli chodzi o atak Rottweilerów. Tylko w trzeciej kwarcie udało się im zdobyć więcej niż 13 punktów i ostatecznie ulegli Treflowi 60:72.

Anwil nie ma szczęścia do telewizyjnych meczów. Po raz kolejny w tym sezonie przed kamerami Polsatu zaprezentował się bardzo słabo i przegrał wyraźniej niż kiedykolwiek indziej. Trudno jednak przypuszczać, by powodem była trema. To raczej kwestia formy, której koszykarze trenera Predraga Krunicia wciąż nie mogą odnaleźć.

Pozytywny był właściwie tylko początek meczu. Włocławianie, choć ciężko im szło na połowie rywala, to jednak nie ustępowali na własnej i trzymali wynik w okolicach remisu. Wiele można było sobie też obiecywać po współpracy Deonty Vaughna z wysokimi Anwilu. Amerykański rozgrywający kilkukrotnie ściął  pod kosz, ściągnął na siebie obrońców i wyłożył podkoszowym piłkę niemal jak na tacy. Gdy rywale z Sopotu spodziewali się już kolejnego takiego rajdu, Vaughn przymierzył z dystansu.

Niestety, Rottweilery nie poszły za ciosem. Zamiast narzucić grę, która im odpowiadała, kilkukrotnie pechowo straciły piłkę i na początku drugiej kwarty zgubiły dystans do gospodarzy (28:15). Na domiar złego, podobnie jak w pierwszym meczu z Treflem, pozwoliły rywalowi wykreować lidera. Wtedy został nim Sarunas Vasiliauskas, teraz Eimantas Bendzius. Litwin 15 ze swoich 24 punktów zdobył w pierwszej połowie. Najtrudniej przyjąć jego trafienie równo z syreną zapraszającą na przerwę. Przechwycił wtedy piłkę wybijaną zza linii końcowej przez Andreę Crosariola i bez żadnego problemu umieścił ją w koszu. A że chwilę wcześniej koszykarze z Włocławka nie wybronili indywidualnej akcji Pawła Leończyka, to przegrywali już 42:24.

Po kwadransie przerwy obraz gry niewiele się zmienił. Z mocno eksploatowanej, wyjściowej piątki właściwie tylko Deonta Vaughn zdołał się wyróżnić kilkoma dobrymi akcjami. Strata do Trefla wynosiła już jednak 25 punktów i jego starania na niewiele się zdały, tym bardziej, że po kilku dobrych podaniach, zbiórce i przechwycie Amerykanin powędrował na ławkę. Rolę pozytywnego bohatera przejął od niego Mikołaj Witliński, który błysnął akcją po zbiórce w ataku, dynamicznym wejściem na kosz oraz skuteczną obroną.

Trefl miał jednak na wszystko swoją odpowiedź i aż do 33. minuty mógł czuć się pewny swego. Wtedy jednak jego gra się zacięła i Anwil zaczął się zbliżać. Przy stanie 67:51 rzut za trzy w kontrze wziął na siebie Arvydas Eitutavicius i kto wie jak potoczyłby się losy końcówki, gdyby trafił. Niestety, ta sztuka się nie udała, podobnie zresztą jak dwie minuty później Grzegorzowi Surmaczowi i włocławianie nie zdołali poważnie zagrozić gospodarzom. Nawet mimo faktu, że przez 6,5 minuty ostatniej odsłony sopocianie nie trafili z gry, to pewnie zwyciężyli w całym meczu 72:60.

Zwycięski Trefl już drugi raz w tym sezonie odbudował się na drużynie Rottweilerów. W pierwszej rundzie, dzięki wygranej z Anwilem, złapał wiatr w żagle po serii czterech porażek. Teraz podniósł się po jeszcze dłuższej, sześciomeczowej (licząc Puchar Polski) czarnej serii. 

 

Trefl Sopot – Anwil Włocławek 72:60 (16:13, 26:11, 25:23, 5:13)

Trefl: Bendzius 24, Michalak 14, Leończyk 13, Lydeka 11, Popović 7, Vasyliauskas 3, Kemp 0, Stefański 0

Anwil: Crosariol 15, Simon 12, Witliński 8, Wysocki 8, Vaughn 5, Surmacz 5, Eitutavicius 3, Hajrić 2, Kovacević 2.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI

GALERIA ZDJÄ~ÄŹ