Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Trzecia bitwa dla Prokomu

Niedziela, 14 Maja 2006, 1:00, Michał Fałkowski

W rozegranym dziś trzecim finałowym spotkaniu Dominet Basket Ligi Anwil Włocławek przegrał we własnej Hali Mistrzów z Prokomem Treflem Sopot 66:64 (23:20, 17:22, 18:11, 8:11). Dzisiejsza porażka podopiecznych Andreja Urlepa spowodowała, że to sopocianie wygrywają w rywalizacji o złoto 2:1.

 

 

 

Po dwóch spotkaniach w Hali 100-lecia w Sopocie, rywalizacja przeniosła się do Włocławka. Teoretycznie w lepszej sytuacji znajdowali się koszykarze Anwilu, gdyż po dwóch meczach na terenie rywala remisowali z Prokomem Treflem w walce o Mistrzostwo Polski 1:1.

 

 

 

Kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów (nie licząc grupy kibiców Prokomu) liczyli na zwycięstwo Rottweilerów, tak się jednak nie stało.

 

 

 

Już pierwsze minuty spotkania pokazały, jak bardzo ważny jest to pojedynek dla obu drużyn.

Spowodowało to, że na parkiecie zamiast efektownych akcji można było oglądać wiele niecelnych rzutów i liczne przewinienia z obu stron (46 przewinień). Co było przyczyną takiego obrotu wydarzeń? Trenerzy Anwilu, jak i Prokomu Trefla w przedmeczowych przygotowaniach uznali, że kluczem do zwycięstwa będzie twarda obrona i tak właśnie ustawili swoich podopiecznych.

 

 

 

Aťadna z drużyn przez całe spotkanie nie potrafiła odskoczyć rywalowi. Najwyższe prowadzenie w meczu w trzeciej kwarcie osiągnęli goście z Sopotu, kiedy to wygrywali z Anwilem 8 „oczkami”. Taki stan rzeczy nie trwał jednak długo, gdyż włocławianie dzięki akcjom Eda Scotta, Dante Swansona i Gatisa Jahovicsa zdołali dogonić rywala, a nawet wyjść w końcówce czwartej kwarty na 2-punktowe prowadzenie (61:59).

To co działo się w ostatnich 2 minutach spotkania to prawdziwy horror, którego scenariusza nie wymyśliłby nawet najlepszy reżyser. Gdy po rzucie Eda Scotta Anwil prowadził 61:59 sprawy w swoje ręce wziął Goran Jagodnik, który najpierw wykorzystał jeden z dwóch rzutów wolnych, póŸniej zaś po swoim niecelnym rzucie zebrał piłkę i wpakował ją do kosza (61:62). Chwilę póŸniej za pięć przewinień parkiet musiał opuścić wyróżniający się w dzisiejszym spotkaniu zawodnik Anwilu, Ed Scott. Ze zmiennym szczęściem w końcówce meczu na linii rzutów wolnych w ekipie Prokomu stawali Nordgaard i Dalmau (61:65). Kiedy na 14 sekund przed końcem spotkania wydawało się, że już nic nie odbierze Prokomowi zwycięstwa rzutem zza linii 6,25 popisał się Ignerski i Anwil przegrywał wówczas tylko 1 „oczkiem”. Podopieczni Andreja Urlepa próbowali jeszcze czysto zabrać piłkę graczom Prokomu, jednak przy próbie podwojenia Gatis Jahovics fauluje Christiana Dalmau. Portorykańczyk wykorzystuje 1 rzut wolny i na 8 sekund do zakończenia spotkania przy piłce byli gospodarze. Jak wyglądała ostatnia akcja meczu „o wszystko”? Swanson przeprowadza piłkę na połowę rywala, wchodzi na kosz, podaje na czysta pozycje Robertowi Witce, ten odpala trójkę i… jęk zawodu na trybunach. Kapitan zespołu nie trafił zza linii 6,25 i ze zwycięstwa mogli cieszyć się kibice, zawodnicy i trenerzy sopockiego klubu.

 

 

 

Dzisiejsza porażka podopiecznych Andreja Urlepa nie przekreśla szans koszykarzy Anwilu na wywalczenie Mistrzostwa Polski. Zawodnicy Prokomu wygrali kolejną bitwę, ale wojna nadal trwa. Kolejne spotkanie wielkiego finału odbędzie się już we wtorek, ponownie w Hali Mistrzów we Włocławku. Będzie to znakomita okazja dla koszykarzy Anwilu, by zrewanżować się za minimalną porażkę w dzisiejszym spotkaniu.