Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Tref(l)na Hala Stulecia

Niedziela, 19 Stycznia 2014, 10:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek przegrał w Sopocie tylko jedną kwartę, ale za to na tyle wyraźnie, że na koniec meczu nie zdołał wywalczyć korzystnego rezultatu. Trefl wygrał z Rottweilerami 77:70 i umocnił się na drugiej pozycji w tabeli. Włocławianie spadli na czwarte miejsce i przełamania będą musieli poszukać w kolejnych starciach.

Nie Adam Waczyński, nie Deividas Dulkys, a Lance Jeter może się czuć bohaterem niedzielnego hitu szesnastej kolejki TBL. To jego akcje dały spokój Treflowi w momencie gdy sopocianie najbardziej tego potrzebowali, czyli po tym jak po znakomitym fragmencie w wykonaniu Anwilu wynik zbliżył się w końcówce w okolice remisu. W 36. minucie z półdystansu trafił bowiem Seid Hajrić i było tylko 62:61 dla Trefla. Wtedy Jeter zdecydował się na dynamiczną akcję, którą center Anwilu zatrzymał mocnym faulem. Amerykanin rzucił tylko jeden punkt z linii rzutów osobistych, ale po kilku chwilach (i wymianie celnych rzutów między drużynami) dołożył do tego trafienie za trzy. Włocławianie, którzy już myśleli, że mają rywali w garści, znów poczuli, że wynik wymyka im się z rąk. 

Pięciopunktowe prowadzenie gospodarzy zmniejszył jeszcze trójką Piotr Pamuła, ale po chwili dwukrotnie pod tablicą Anwilu najlepiej odnalazł się Paweł Leończyk i włocławianie odstawali na więcej niż jeden kosz (73:68). Nadzieję na odmianę losów spotkania dały jeszcze punkty Seida Hajricia zdobyte nieco ponad minutę przed końcem (73:70), ale był to krótkotrwały optymizm. Po chwili w bardzo trudnej sytuacji trafił Adam Waczyński, zrobiło się 75:70, a do końca pozostawało 40 sekund. Anwilowi nie pomógł Deividas Dulkys (zablokowany przez Majstorovicia), ani Piotr Pamuła (strata na rzecz Leończyka) i skończyło się na 77:70 dla Trefla.

Kto wie, czy sytuacja w końcówce nie wyglądałaby inaczej gdyby nie urazy, które w trakcie meczu przytrafiły się Keithowi Clantonowi i Dusanowi Katniciowi. Ten pierwszy mógłby znacząco pomóc w ataku, bo wcześniej, w ciągu 18 minut zdobył 10 punktów (plus 7 zbiórek) i wykazywał wielką ochotę do podkoszowej walki z wysokimi Trefla. Z kolei Katnić, choć znów nie błyszczał, to jednak w ważnym momencie, na początku czwartej kwarty, ustrzelił trójkę, a co istotniejsze, kilka razy dobrze wykreował partnerów w ataku. Niestety, w końcówce meczu obaj wymienieni siedzieli na ławce rezerwowych, niezdolni do gry.

Starcie w Hali 100-lecia Sopotu ustawiła druga kwarta. O ile w pierwszej gospodarze zaskoczeni absencją w wyjściowym składzie Seida Hajricia i Deividasa Dulkysa nie potrafili narzucić swojego stylu gry, o tyle w następnej, okazali się dużo skuteczniejsi. Zaskakiwał zwłaszcza Marcin Stefański. Gdy wszyscy myśleli, że polski skrzydłowy oddelegowany do krycia Dulkysa, skupi się na brudnej grze przeciw liderowi Anwilu, ten dał popis w ataku. Pokazał, że potrafi zdobyć punkty zarówno po akcjach tyłem do kosza, jak i w kontratakach. Ku zaskoczeniu włocławian, to właśnie Stefański okazał się najskuteczniejszym graczem pierwszej połowy i najbardziej walecznym na tablicach w drugiej. Ostatecznie mecz zakończył z double-double (13 pkt., 10 zb.) i obok Lancea Jetera może się czuć największym wygranym niedzielnego starcia.

Podsumowując, chociaż Anwil dzielnie walczył przez cały mecz i w końcówce miał swoją szansę na przełamanie, to jednak raz jeszcze okazało się, że w Hali 100-lecia Sopotu prześladuje go pech. Musząc sobie radzić w końcówce bez dwóch koszykarzy, którzy zaczęli mecz w pierwszej piątce, szanse na zwycięstwo miał mocno ograniczone. Przegrał i o poprawę bilansu przyjdzie mu walczyć za tydzień z AZS Koszalin.


Trefl Sopot – Anwil Włocławek 77:70 (13:15, 24:14, 19:19, 21:22)

Trefl: Stefański 13, Leończyk 13, Waczyński 13, Jeter 11, Vasiliauskas 8, Majstorović 6, Brembley 5, Roszyk 3, Nicholson 3, Michalak 2

Anwil: Dulkys 15, Hajrić 12, Clanton 10, Kostrzewski 8, Sokołowski 7, Katnić 7, Pamuła 6, Mijatović 5, 

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI