Trefl Sopot potrzebował dogrywki, aby pokonać Anwil Włocławek w trzecim meczu ćwierćfinału play-off Tauron Basket Ligi. Sopocianie przez cały mecz dotrzymywali kroku włocławianom, ale w dodatkowym czasie gry okazali się lepsi od ekipy trenera Emira Mutapcicia i zwyciężyli 79:75.
Trefl Sopot potrzebował dogrywki, aby pokonać Anwil Włocławek w trzecim meczu ćwierćfinału play-off Tauron Basket Ligi. Sopocianie przez cały mecz dotrzymywali kroku włocławianom, ale w dodatkowym czasie gry okazali się lepsi od ekipy trenera Emira Mutapcicia i zwyciężyli 79:75.
Nie chcąc dopuścić do kolejnego świetnego meczu Andrzeja Pluty w tej serii trener Trefla Sopot Karlis Muizieks już od początku desygnował Marina Stefańskiego do krycia superstrzelca Anwilu. Przynosiło to dobry skutek sopocianom, bowiem kapitan włocławian nie mógł uwolnić się od obrony tego rywala i dopiero po trzech i pół minutach ograł Stefańskiego zdobywając pierwsze punkty dla swojej drużyny. Wcześniej Trefl rzucił jednak aż siedem i prowadził 7:2.
Włocławianie szybko obudzili się z tego początkowego marazmu i oprócz trafienia Pluty zdobyli jeszcze kolejne cztery punkty i przegrywali tylko 6:7 po pięciu minutach gry. Aktywny był przede wszystkim Łukasz Majewski, który po zmianach w taktyce sopocian miał naprzeciwko siebie Adama Waczyńskiego i próbował maksymalnie wykorzystywać swoje warunki fizyczne na tym zawodniku. Skrzydłowy Anwilu zdobył sześć punktów z rzędu i z zimną krwią ćwiczył młodego koszykarza Trefla.
Jeszcze więcej niż Majewski Anwilowi swojej drużynie dawał Filip Dylewicz. Kapitan Trefla Sopot i reprezentacji Polski w ósmej minucie spotkania miał już 10 punktów na koncie, czyli tyle ile nie udało mu się rzucić ani w pierwszym, ani w drugim meczu tej ćwierćfinałowej serii. Dzięki Dylewiczowi goście cały czas utrzymywali kilka punktów przewagi nad wicemistrzem Polski.
Po pięciu celnych rzutach z gry pierwsze pudło w meczu w 12. minucie zaliczył Dylewicz. Ale nie tylko on pudłował. Przez pierwsze cztery minuty drugiej części meczu żaden zespół nie potrafił przełamać strefy obronnej rywala i w dalszym ciągu na tablicy świetlnej widniał wynik, którym zakończyła się pierwsza kwarta. Dopiero w piątej minucie gry Nikolę Jovanovicia ograł Marcin Stefański i otworzył wynik spotkania drugich dziesięciu minut. Chwilę później Serb z Anwilu uczynił to samo i oba zespoły znów zaczęły punktować.
Na nieszczęście dla Anwilu trener Emir Mutapcić stracił swojego rezerwowego rzucającego. Dardan Berisha w jednej z akcji wykonał próbę rzutu, ale opadając na ziemie spadł na stopę rywala i prawdopodobnie poważnie skręcił staw skokowy. To sprawiło, że szkoleniowiec Anwilu zmuszony był zawęzić rotację na pozycjach obwodowych. Mimo to włocławianie nadal walczyli, ale w dalszym ciągu to Trefl był na prowadzeniu. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gospodarzy, którzy ostatecznie pozwolili gościom rzucić w drugiej kwarcie tylko osiem punktów, co dało prowadzenie Anwilowi 28:27.
Problemy z atakiem z pierwszej połowy zdawały się zniknąć po przerwie. Już w niecałe cztery minuty gry Trefl zdobył więcej punktów, aniżeli w całej drugiej kwarcie, a włocławianom do wyrównania wyniku z tej części gry brakowało dwóch punktów. Problemem Anwilu zaczęły stawać się faule. Aż trzech pierwszopiątkowych zawodników (Thompson, Majewski, Jovanović) miało w 24. minucie tego spotkania trzy faule.
Nie przeszkadzało to włocławianom przejąć inicjatywę w połowie trzeciej kwarty. Swoje trafił Pluta, który najpierw świetnie uwolnił się za linią 6,75 cm i celnie przymierzył, a później minął rywala i zdobył punkty z półdystansu. Trefl z kolei w pewnej chwili pogubił się i popełniał głupie błędy w ofensywie, ale wystarczyły dwie akcje, w których Adam Waczyński celną trójką rozbił obronę strefową Anwilu, a później Dylewicz zdobył punkty z kontry i sopocianie doprowadzili do remisu 44:44.
Sopocianie po tym jak nie dali Anwilowi odjechać pod koniec trzeciej kwarty zacieśnili obroną. W trzech kolejnych akcjach włocławianie nie mieli pomysłu na rozbicie defensywy Trefla i kończyło się to rzutami wymuszonymi rzutami Thompsona z dystansu lub stratą tego zawodnika. Włocławianie opanowali jednak sytuację, a mecz w dalszym ciągu był niezwykle wyrównany. Pięć i pół minuty przed końcem spotkania był remis 51:51.
Wydawało się, że ważnym momentem będzie piąty faul Lorinzy Harringtona. Amerykanin faulował Andrzeja Plutę przy rzucie za trzy i kapitan Anwilu z zimną krwią wykorzystał trzy rzuty wolne, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 57:55. Trefl jednak nie poddał się. Akcję dwa plus jeden wykonał Dylewicz, a dwa bardzo istotne rzuty, w tym jeden za trzy, trafił Lawrence Kinnard i sopocianie wygrywali 63:57 na trzy minuty przed końcem.
Anwil grał dalej. Sprawy w swoje ręce wziął Chris Thomas, który dwa razy celnie trafił z linii rzutów wolnych, a w następnej akcji dołożył kolejne dwa punkty z półdystansu i włocławianie przegrywali tylko 61:63. Gdy na minutę i 20 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry skuteczne wejście pod kosz wykonał Seid Hajrić było 63:63.
W ostatniej minucie na trafienie Dragana Ceranicia odpowiedział Andrzej Pluta, ale fatalny błąd popełnił Chris Thomas. Po nieudanej akcji środkowego Trefla Anwil miał piłkę, ale Amerykanin popełnił błąd ośmiu sekund i sopocianie mogli grać niemal do samego końca. Pogubili się i decydujący rzut z dystansu oddawał Ceranić, ale nie dorzucił nawet do kosza. Gospodarzom zostały niespełna dwie sekundy, które nic nie zmieniły.
Dodatkowy czas gry lepiej rozpoczął Trefl. W półtorej minuty sopocianie rzucili sześć punktów i prowadzili już 71:65. Cztery z nich były autorstwa Giedriusa Gustasa, który zresztą po chwili faulowany dołożył kolejne dwa z linii rzutów wolnych. Anwil swoje pierwsze punkty w dogrywce zdobył dopiero po dwóch i pół minutach gry, gdy było już 73:65 dla Trefla.
Tego Anwil nie zdołał już odrobić. Trefl umiejętnie wykorzystywał rzuty wolne i nie pozwolił włocławianom odrobić zyskanej na początku dogrywki przewagi. Choć za trzy a 44 sekundy przed końcem dodatkowych pięciu minut trafił Thompson, zmniejszając straty do trzech punktów (72:75) to Trefl na czele ze skutecznym z linii rzutów wolnych Dylewiczem nie pozwolił wydrzeć sobie wygranej, zwyciężając 79:75.
Anwil Włocławek - Trefl Sopot 75:79 (16:19, 12:8, 20:20, 17:18, d: 10:14)
Anwil: Andrzej Pluta 14, Nikola Jovanovic 12, Paul Miller 12, Seid Hajric 9, Chris Thomas 9, Łukasz Majewski 8, D.J. Thompson 6, Scott Morrison 3, Bartosz Diduszko 2, Stipe Modric 0, Dardan Berisha 0.
Trefl: Filip Dylewicz 24, Giedrius Gustas 11, Marcin Stefański 9, Dragan Ceranic 8, Lawrence Kinnard 7, Paweł Kikowski 7, Adam Waczyński 5, Slobodan Ljubotina 4, Lorinza Harrington 4.
Włocławianie szybko obudzili się z tego początkowego marazmu i oprócz trafienia Pluty zdobyli jeszcze kolejne cztery punkty i przegrywali tylko 6:7 po pięciu minutach gry. Aktywny był przede wszystkim Łukasz Majewski, który po zmianach w taktyce sopocian miał naprzeciwko siebie Adama Waczyńskiego i próbował maksymalnie wykorzystywać swoje warunki fizyczne na tym zawodniku. Skrzydłowy Anwilu zdobył sześć punktów z rzędu i z zimną krwią ćwiczył młodego koszykarza Trefla.
Jeszcze więcej niż Majewski Anwilowi swojej drużynie dawał Filip Dylewicz. Kapitan Trefla Sopot i reprezentacji Polski w ósmej minucie spotkania miał już 10 punktów na koncie, czyli tyle ile nie udało mu się rzucić ani w pierwszym, ani w drugim meczu tej ćwierćfinałowej serii. Dzięki Dylewiczowi goście cały czas utrzymywali kilka punktów przewagi nad wicemistrzem Polski.
Po pięciu celnych rzutach z gry pierwsze pudło w meczu w 12. minucie zaliczył Dylewicz. Ale nie tylko on pudłował. Przez pierwsze cztery minuty drugiej części meczu żaden zespół nie potrafił przełamać strefy obronnej rywala i w dalszym ciągu na tablicy świetlnej widniał wynik, którym zakończyła się pierwsza kwarta. Dopiero w piątej minucie gry Nikolę Jovanovicia ograł Marcin Stefański i otworzył wynik spotkania drugich dziesięciu minut. Chwilę później Serb z Anwilu uczynił to samo i oba zespoły znów zaczęły punktować.
Na nieszczęście dla Anwilu trener Emir Mutapcić stracił swojego rezerwowego rzucającego. Dardan Berisha w jednej z akcji wykonał próbę rzutu, ale opadając na ziemie spadł na stopę rywala i prawdopodobnie poważnie skręcił staw skokowy. To sprawiło, że szkoleniowiec Anwilu zmuszony był zawęzić rotację na pozycjach obwodowych. Mimo to włocławianie nadal walczyli, ale w dalszym ciągu to Trefl był na prowadzeniu. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gospodarzy, którzy ostatecznie pozwolili gościom rzucić w drugiej kwarcie tylko osiem punktów, co dało prowadzenie Anwilowi 28:27.
Problemy z atakiem z pierwszej połowy zdawały się zniknąć po przerwie. Już w niecałe cztery minuty gry Trefl zdobył więcej punktów, aniżeli w całej drugiej kwarcie, a włocławianom do wyrównania wyniku z tej części gry brakowało dwóch punktów. Problemem Anwilu zaczęły stawać się faule. Aż trzech pierwszopiątkowych zawodników (Thompson, Majewski, Jovanović) miało w 24. minucie tego spotkania trzy faule.
Nie przeszkadzało to włocławianom przejąć inicjatywę w połowie trzeciej kwarty. Swoje trafił Pluta, który najpierw świetnie uwolnił się za linią 6,75 cm i celnie przymierzył, a później minął rywala i zdobył punkty z półdystansu. Trefl z kolei w pewnej chwili pogubił się i popełniał głupie błędy w ofensywie, ale wystarczyły dwie akcje, w których Adam Waczyński celną trójką rozbił obronę strefową Anwilu, a później Dylewicz zdobył punkty z kontry i sopocianie doprowadzili do remisu 44:44.
Sopocianie po tym jak nie dali Anwilowi odjechać pod koniec trzeciej kwarty zacieśnili obroną. W trzech kolejnych akcjach włocławianie nie mieli pomysłu na rozbicie defensywy Trefla i kończyło się to rzutami wymuszonymi rzutami Thompsona z dystansu lub stratą tego zawodnika. Włocławianie opanowali jednak sytuację, a mecz w dalszym ciągu był niezwykle wyrównany. Pięć i pół minuty przed końcem spotkania był remis 51:51.
Wydawało się, że ważnym momentem będzie piąty faul Lorinzy Harringtona. Amerykanin faulował Andrzeja Plutę przy rzucie za trzy i kapitan Anwilu z zimną krwią wykorzystał trzy rzuty wolne, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 57:55. Trefl jednak nie poddał się. Akcję dwa plus jeden wykonał Dylewicz, a dwa bardzo istotne rzuty, w tym jeden za trzy, trafił Lawrence Kinnard i sopocianie wygrywali 63:57 na trzy minuty przed końcem.
Anwil grał dalej. Sprawy w swoje ręce wziął Chris Thomas, który dwa razy celnie trafił z linii rzutów wolnych, a w następnej akcji dołożył kolejne dwa punkty z półdystansu i włocławianie przegrywali tylko 61:63. Gdy na minutę i 20 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry skuteczne wejście pod kosz wykonał Seid Hajrić było 63:63.
W ostatniej minucie na trafienie Dragana Ceranicia odpowiedział Andrzej Pluta, ale fatalny błąd popełnił Chris Thomas. Po nieudanej akcji środkowego Trefla Anwil miał piłkę, ale Amerykanin popełnił błąd ośmiu sekund i sopocianie mogli grać niemal do samego końca. Pogubili się i decydujący rzut z dystansu oddawał Ceranić, ale nie dorzucił nawet do kosza. Gospodarzom zostały niespełna dwie sekundy, które nic nie zmieniły.
Dodatkowy czas gry lepiej rozpoczął Trefl. W półtorej minuty sopocianie rzucili sześć punktów i prowadzili już 71:65. Cztery z nich były autorstwa Giedriusa Gustasa, który zresztą po chwili faulowany dołożył kolejne dwa z linii rzutów wolnych. Anwil swoje pierwsze punkty w dogrywce zdobył dopiero po dwóch i pół minutach gry, gdy było już 73:65 dla Trefla.
Tego Anwil nie zdołał już odrobić. Trefl umiejętnie wykorzystywał rzuty wolne i nie pozwolił włocławianom odrobić zyskanej na początku dogrywki przewagi. Choć za trzy a 44 sekundy przed końcem dodatkowych pięciu minut trafił Thompson, zmniejszając straty do trzech punktów (72:75) to Trefl na czele ze skutecznym z linii rzutów wolnych Dylewiczem nie pozwolił wydrzeć sobie wygranej, zwyciężając 79:75.
Anwil Włocławek - Trefl Sopot 75:79 (16:19, 12:8, 20:20, 17:18, d: 10:14)
Anwil: Andrzej Pluta 14, Nikola Jovanovic 12, Paul Miller 12, Seid Hajric 9, Chris Thomas 9, Łukasz Majewski 8, D.J. Thompson 6, Scott Morrison 3, Bartosz Diduszko 2, Stipe Modric 0, Dardan Berisha 0.
Trefl: Filip Dylewicz 24, Giedrius Gustas 11, Marcin Stefański 9, Dragan Ceranic 8, Lawrence Kinnard 7, Paweł Kikowski 7, Adam Waczyński 5, Slobodan Ljubotina 4, Lorinza Harrington 4.