Po trudnym meczu w Sopocie Anwil pokonał Trefl 80:73. Jak zwykle, w Hali 100-lecia działy się rzeczy niesamowite: sześciopunktowa akcja Pawła Malesy, czy seriami pudłowane rzuty wolne włocławian. Triumf naszej drużyny jest tym bardziej cenny, że wobec porażki Polpharmy umacnia on Anwil na drugim miejscu w ligowej tabeli.
Po trudnym meczu w Sopocie Anwil pokonał Trefl 80:73. Jak zwykle, w Hali 100-lecia działy się rzeczy niesamowite: sześciopunktowa akcja Pawła Malesy, czy seriami pudłowane rzuty wolne włocławian. Triumf naszej drużyny jest tym bardziej cenny, że wobec porażki Polpharmy umacnia on Anwil na drugim miejscu w ligowej tabeli.
Starcie drugiej drużyny PLK z czwartą wzbudziło emocje już w momencie desygnowania na parkiet pierwszych piątek. Wszystko za sprawą obsadzenia pozycji centrów. W drużynie Trefla kontuzjowanego Sauliusa Kuzminskasa zastąpił Łukasz Ratajczak, a w Anwilu trener Igor Griszczuk postawił od początku na Rasharda Sullivana. Amerykanin odpłacił się ośmioma punktami zdobytymi w pierwszej kwarcie, jednak nie zdołał zdominować tablicy, tak jak życzyłby sobie tego szkoleniwiec. Anwil przez dziesięć minut zanotował na swoim koncie zaledwie 3 zbiórki i tylko stuprocentowej skuteczności z rzutów za dwa zawdzięczał prowadzenie 22:25.
Nieco zaskakujący przebieg miały pierwsze cztery minuty drugiej odsłony. W tak długim czasie na parkiecie nie znalazł się nikt, kto potrafiłby umieścić piłkę w koszu. Ta sztuka nie udała się ani Mujo Tuljkoviciowi z linii rzutów wolnych, ani skutecznemu dotąd (14 punktów w pierwszej kwarcie Lewrance Kinnardowi). Na szczęście, Anwil miał ponownie w swoich szeregach Alexa Dunna. Powracający po jednomeczowej przerwie środkowy rzucił w drugiej kwarcie 8 punktów (z 13 całej drużyny). Wpłynął też na poprawę statystyk zbiórek, w których włocławianie wyprzedzili gospodarzy 13-17.
Szalony przebieg miała trzecia odsłona meczu. Wypoczęty Kinnard kontynuował w niej swoje strzeleckie popisy, doprowadzając w 25. minucie do stanu 38:41. Chwilę później, jedynym swoim celnym rzutem z dystansu, remis wypracował Iwo Kitzinger. Polak był jednak bezradny wobec dobrej gry Dru Joycea i w 28. minucie popełnił czwarty faul. Gdy na boisku musiał zastąpić go młody Jakub Załucki wydawało się, że Anwil potwierdzi swoją przewagę w tym meczu.
Jednak dwie minuty dzielące koszykarzy od ostatniej krótkiej przerwy wstrząsnęły włocławianami. Decydujące znaczenia miała tu 6-punktowa (!) akcja Pawła Malesy. Obrońca Trefla był faulowany przy celnym rzucie za trzy punkty, a do tego protesty Bartka Wołoszyna skończyły się przewinieniem technicznym. Stuprocentowej skuteczności Malesy z linii rzutów wolnych goście nie potrafili skopiować. Pomyłki koszykarzy Anwilu w pięciu kolejnych próbach rzutów osobistych wykorzystał Kinnard. Amerykanin trafił swój 25. punkt i wyprowadził Trefl na 51:50. Ostatnie dwie minuty trzeciej odsłony Anwil przegrał 13:3.
Mimo takich trudności nasi zawodnicy pokazali, że potrafią osiągnąć sukces nawet w sytuacjach, gdy gra im się nie układa. Charakter zaprezentował Tuljković, zdobywając pięć pierwszych punktów w ostatniej kwarcie i ponownie wyprowadzając gości na prowadzenie. Trefl zdołał je jeszcze odzyskać w 35. minucie, gdy swój pokaźny dorobek punktowy po raz ostatni powiększył Kinnard (63:60). W tym momencie do głosu doszedł jednak Krzysztof Szubarga. Rozgrywający Anwilu obsłużył znakomitymi podaniami Tuljkovicia i Jovanovicia, a w kolejnej akcji przechwycił piłkę i sam zakończył kontratak (63:67).
Na 2 minuty przed końcem Jovanović dwukrotnie trafił za trzy i przewaga Anwilu wzrosła do 10 punktów (63:73). Wtedy dwoma rzutami z dystansu popisał się Malesa (mimo dobrej obrony włocławian). Gdy kolejne punkty dorzucił Kitzinger, znów zrobiło się niebezpiecznie (71:74 na minutę do końca). Na szczęście, całe zło poprzednich minut, czyli fatalnie wykonywane rzuty osobiste, odeszły w niepamięć (17/33 w całym meczu). Po celowych faulach gospodarzy trafiali Jovanović, Pluta, Szubarga i Tuljković.
Anwil wygrał ostatecznie w Sopocie 73:80 i umocnił się na drugiej pozycji w ligowej tabeli. Było to drugie w tym sezonie zwycięstwo włocławian nad drużyną Karlisa Muiznieksa.
Nieco zaskakujący przebieg miały pierwsze cztery minuty drugiej odsłony. W tak długim czasie na parkiecie nie znalazł się nikt, kto potrafiłby umieścić piłkę w koszu. Ta sztuka nie udała się ani Mujo Tuljkoviciowi z linii rzutów wolnych, ani skutecznemu dotąd (14 punktów w pierwszej kwarcie Lewrance Kinnardowi). Na szczęście, Anwil miał ponownie w swoich szeregach Alexa Dunna. Powracający po jednomeczowej przerwie środkowy rzucił w drugiej kwarcie 8 punktów (z 13 całej drużyny). Wpłynął też na poprawę statystyk zbiórek, w których włocławianie wyprzedzili gospodarzy 13-17.
Szalony przebieg miała trzecia odsłona meczu. Wypoczęty Kinnard kontynuował w niej swoje strzeleckie popisy, doprowadzając w 25. minucie do stanu 38:41. Chwilę później, jedynym swoim celnym rzutem z dystansu, remis wypracował Iwo Kitzinger. Polak był jednak bezradny wobec dobrej gry Dru Joycea i w 28. minucie popełnił czwarty faul. Gdy na boisku musiał zastąpić go młody Jakub Załucki wydawało się, że Anwil potwierdzi swoją przewagę w tym meczu.
Jednak dwie minuty dzielące koszykarzy od ostatniej krótkiej przerwy wstrząsnęły włocławianami. Decydujące znaczenia miała tu 6-punktowa (!) akcja Pawła Malesy. Obrońca Trefla był faulowany przy celnym rzucie za trzy punkty, a do tego protesty Bartka Wołoszyna skończyły się przewinieniem technicznym. Stuprocentowej skuteczności Malesy z linii rzutów wolnych goście nie potrafili skopiować. Pomyłki koszykarzy Anwilu w pięciu kolejnych próbach rzutów osobistych wykorzystał Kinnard. Amerykanin trafił swój 25. punkt i wyprowadził Trefl na 51:50. Ostatnie dwie minuty trzeciej odsłony Anwil przegrał 13:3.
Mimo takich trudności nasi zawodnicy pokazali, że potrafią osiągnąć sukces nawet w sytuacjach, gdy gra im się nie układa. Charakter zaprezentował Tuljković, zdobywając pięć pierwszych punktów w ostatniej kwarcie i ponownie wyprowadzając gości na prowadzenie. Trefl zdołał je jeszcze odzyskać w 35. minucie, gdy swój pokaźny dorobek punktowy po raz ostatni powiększył Kinnard (63:60). W tym momencie do głosu doszedł jednak Krzysztof Szubarga. Rozgrywający Anwilu obsłużył znakomitymi podaniami Tuljkovicia i Jovanovicia, a w kolejnej akcji przechwycił piłkę i sam zakończył kontratak (63:67).
Na 2 minuty przed końcem Jovanović dwukrotnie trafił za trzy i przewaga Anwilu wzrosła do 10 punktów (63:73). Wtedy dwoma rzutami z dystansu popisał się Malesa (mimo dobrej obrony włocławian). Gdy kolejne punkty dorzucił Kitzinger, znów zrobiło się niebezpiecznie (71:74 na minutę do końca). Na szczęście, całe zło poprzednich minut, czyli fatalnie wykonywane rzuty osobiste, odeszły w niepamięć (17/33 w całym meczu). Po celowych faulach gospodarzy trafiali Jovanović, Pluta, Szubarga i Tuljković.
Anwil wygrał ostatecznie w Sopocie 73:80 i umocnił się na drugiej pozycji w ligowej tabeli. Było to drugie w tym sezonie zwycięstwo włocławian nad drużyną Karlisa Muiznieksa.
Trefl Sopot - Anwil Włoclawek 73:80 (22:25, 7:13, 27:15, 17:27)
Trefl: Kinnard 31, Malesa 17, Kitzinger 8, Stefański 7, Hawkins 5, Ratajczak 5
Anwil: Tuljković 15, Jovanović 15, Pluta 11, Sullivan 10, Dunn 10, Szubarga 9, Chanas 6, Joyce 4
PEŁNE STATYSTYKI
Trefl: Kinnard 31, Malesa 17, Kitzinger 8, Stefański 7, Hawkins 5, Ratajczak 5
Anwil: Tuljković 15, Jovanović 15, Pluta 11, Sullivan 10, Dunn 10, Szubarga 9, Chanas 6, Joyce 4
PEŁNE STATYSTYKI