Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Rottweilery czy Jeziorowcy: Kto stabillniejszy?

Czwartek, 21 Listopada 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Już w najbliższą sobotę Anwil Włocławek zmierzy się na własnym boisku ze Stabillem Jezioro Tarnobrzeg. Przyjezdni może nie są najbardziej wymagającym rywalem, ale już niejednokrotnie przekonaliśmy się, że pojedynki z nimi przechodzą do historii. Czy tak samo będzie tym razem?

Już w najbliższą sobotę Anwil Włocławek zmierzy się na własnym boisku ze Stabillem Jezioro Tarnobrzeg. Przyjezdni może nie są najbardziej wymagającym rywalem, ale już niejednokrotnie przekonaliśmy się, że pojedynki z nimi przechodzą do historii. Czy tak samo będzie tym razem?
Niemal dokładnie dwa lata temu Anwil doznał jedynej porażki w konfrontacji z Jeziorem. Na boisku w Tarnobrzegu działy się rzeczy przedziwne. Były rzuty równo z syreną (a może już po niej), użycie przez sędziów niezatwierdzonego sprzętu wideo i co najbardziej pamiętne – jedyny rzut za trzy jaki Przemysław Karnowski trafił w polskiej lidze. Nie mniej emocji, tym razem pozytywnych, przyniosło ostatnie starcie z drużyną z Podkarpacia. Pamiętne 39 punktów zdobytych przez Tonego Weedena i 7 trójek trafionych w jednej tylko kwarcie, było wielkim wydarzeniem.

Szansa na niecodzienne emocje nadarza się również tym razem. Anwil grający w okrojonym składzie, po zaliczeniu trzech ligowych porażek z rzędu, musi się znów odbić. Najlepiej w spektakularny sposób. – Byłoby świetnie, gdybyśmy zdołali wygrać ten mecz w dobrym stylu. Nam potrzebne jest więcej wiary w siebie. Gdy wrócimy do dobrych nawyków, które przecież przed sezonem w sobie wyrobiliśmy, to przyjdą lepsze wyniki. Zespół Stabillu to dobry rywal na przełamanie się. Miejmy nadzieję, że wykorzystamy tę szansę – mówi Michał Sokołowski. Obrońca Anwilu był najskuteczniejszym zawodnikiem naszej drużyny, gdy podczas przygotowań do występów w TBL, ograła ona tarnobrzeżan 88:75. Wtedy też zespół borykał się z kontuzjami, a w dodatku na ławce trenerskiej zabrakło Miliji Bogicevicia.

Czy i teraz Anwil upora się z Jeziorowcami? Powinien, bo jest faworytem. Stabill zaczął ligę od pięciu porażek z rzędu i dopiero w ostatniej kolejce zdołał się przełamać. W ekipie prowadzonej od niedawna przez Arkadiusza Papkę szwankuje wiele elementów i wysiłki trenera, żeby je naprawić bez zatrudniania nowych koszykarzy, mogą okazać się płonne. Dość powiedzieć, że pierwsze skrzypce w zespole gra Marcin Nowakowski, solidny, ale jednak wciąż niespełniony, rozgrywający.

- Jeżeli chcemy pokonać Stabill, to musimy zagrać podobnie jak w meczu przedsezonowym: twardo i agresywnie w obronie, a jednocześnie zespołowo w ataku – mówi Keith Clanton. – Chciałbym, żeby kibice nam zaufali i przyszli na ten mecz mocno dopingować. Ich energia nam się udziela, a potrzebujemy jej bardzo dużo. Każdy z nas daje z siebie sto procent i czeka na wsparcie z zewnątrz. Wspólnie jesteśmy bardzo silni i dlatego wierzę, że grając w swojej hali możemy być optymistami.-

Liczyć można szczególnie na Seida Hajricia, który powinien wykorzystać przewagę umiejętności technicznych nad Nicchaeusem Doaksem i Andrew Fitzgeraldem. Temu pierwszemu kapitan Anwilu rzucił kiedyś 29 punktów i nie mielibyśmy nic przeciwko temu, żeby teraz pobił ten wynik nadając meczowi wspomnianego we wstępie historycznego rysu. Na obwodzie wielkich rzeczy może dokonać Deividas Dulkys. Litwin, którego największą bronią są rzuty za trzy ostatnio nie trafiał. Może teraz się zrehabilituje i pójdzie w ślady szalonego Weedena z konfrontacji z Jeziorem…

Trzymając za to kciuki zasiądźcie w Hali Mistrzów i dopingujcie drużynie Anwilu. Początek sobotniego meczu o 18:00. Każdy kto wybierze się na to widowisko otrzyma magazyn meczowy „Anwil TEAM” i „Gazetę Pomorską”, a także będzie miał szansę startu w jednym z konkursów. Do wygrania zaproszenia do SPA, kręgielni i bony na wyjazdy zagraniczne. Emocji na pewno nie zabraknie. Zapraszamy!