Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Puchar Polski: Asseco minimalnie lepsze

Niedziela, 22 Marca 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Choć po pierwszej połowie, przegranej 56:42, wydawało się, że Anwil nie ma szans w walce z Asseco Prokomem, to kapitalna gra po przerwie przywróciła nadzieję na zwycięstwo. Włocławianie odrobili stratę, która w pewnym momencie sięgała nawet 17 punktów, lecz w końcówce spotkania zabrakło im szczęścia i przegrali ostatecznie 93:90. Tym samym zakończył się udział Anwilu w tegorocznej edycji Pucharu Polski.

Choć po pierwszej połowie, przegranej 56:42, wydawało się, że Anwil nie ma szans w walce z Asseco Prokomem, to kapitalna gra po przerwie przywróciła nadzieję na zwycięstwo. Włocławianie odrobili stratę, która w pewnym momencie sięgała nawet 17 punktów, lecz w końcówce spotkania zabrakło im szczęścia i przegrali ostatecznie 93:90. Tym samym zakończył się udział Anwilu w tegorocznej edycji Pucharu Polski.

W początkowych minutach punkty zdobywali tylko David Logan i Paul Miller, a że byli równie skuteczni to zaczęło się od stanu 5:5. Włocławianie w pierwszej odsłonie często decydowali się na rzuty zza linii 6,25 (trafiali Tommy Adams, Andrzej Pluta, Marko Brkić) i właśnie po jednym z takich rzutów wyszli na prowadzenie 21:22. Asseco tradycyjnie swoją grę opierało na kreatywności Davida Logana i Ronalda Burella, co na końcu pierwszej kwarty okazało się dla nich dobrym rozwiązaniem, bo prowadzili 30:26.

 

W kolejnych minutach ciężar zdobywania punktów w Asseco wziął na siebie Quyntel Woods i jego zespół wyszedł na prowadzenie 38:32, a później 42:34. Fatalna gra Anwilu w obronie sprawiła, że w 16. minucie podopieczni Igora Griszczuka tracili już 51 punktów. Zbyt duża swoboda pozostawiona przeciwnikom sprawiła, że rozwinęli skrzydła i indywidualnymi akcjami zapewnili sobie wyraźne prowadzenie do przerwy (56:42).

 

Trzecią kwartę Anwil rozpoczął od obrony na całym boisku. Dałaby ona wymierne efekty, gdyby nie akrobatyczne rzuty Logana, takie jak choćby dwie trójki pod rząd dające wynik 64:38 w 23. min. Mimo popisów Amerykanina, włocławianie odrabiali straty i w 27. min. przegrywali tylko 69:58. Szczególnie ważne dla odbudowy morale Anwilu były dwie trójki Brkicia, które pozwoliły zmniejszyć straty przed ostatnią odsłoną do 6 punktów (74:68).

 

W decydującej partii meczu, Anwil podkręcił jeszcze tempo w obronie i w kilku kolejnych akcjach nie pozwolił sopocianom na zdobywanie punktów. Niestety, nasi zawodnicy również nie byli nieskuteczni. Piłki wykręcały się z kosza po rzutach Łukasza Koszarka i Marko Brkicia, a Paul Miller dał się zablokować będąc sam na sam z koszem. Niemoc strzelecką przełamał dopiero Andrzej Pluta trafiając za trzy (80:76 w połowie kwarty). Na minutę przed końcem straty do 1 punktu zmniejszył z linii rzutów wolnych Paul Miller.

 

Niestety, w ostatecznej wymianie ciosów nieco precyzyjniejsi okazali się sopocianie. Gdy Anwil przegrywał dwoma punktami, piłki po niecelnym rzucie osobistym Davida Logana nie zebrał Marko Brkić i to sopocianie byli w lepszej sytuacji na kilka sekund przed końcowym gwizdkiem. Tej szansy nie zmarnowali i mecz zakończył się wynikiem 93:90.

 

W drugiej parze półfinałowej Kotwica Kołobrzeg pokonała PGE Turów Zgorzelec 88:76.

Asseco Prokom Sopot - Anwil Włocławek 93:90 (30:26, 26:16, 18:26, 19:22)

Anwil: Brkić 22, Miller 18, Pluta 17, Koszarek 12, Boylan 9, Adams 6, Paravinja 6
Asseco: Logan 20, Woods 17, Ewing 14, Dylewicz 11, Zamojski 10, Burrel 9, Burke 6, Brazelton 3, Hrycaniuk 2, Szczotka 1