Jedną z atrakcji tegorocznego Kasztelan Basketball Cup będzie pokaz karate Krzysztofa Neugebauera. Nasz wielki mistrz tej sztuki walki wraz ze swoimi uczniami zaprezentuje się włocławskiej publiczności w ostatnim dniu turnieju w przerwie meczu Anwilu z Bnei Hasharon.
Jedną z atrakcji tegorocznego Kasztelan Basketball Cup będzie pokaz karate Krzysztofa Neugebauera. Nasz wielki mistrz tej sztuki walki wraz ze swoimi uczniami zaprezentuje się włocławskiej publiczności w ostatnim dniu turnieju w przerwie meczu Anwilu z Bnei Hasharon.
W niedzielę w przerwie meczu Anwilu Włocławek z Bnei Hasharon kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów będą mieć niepowtarzalną okazję do obejrzenia pokazu karate, który zostanie poprowadzony przez Krzysztofa Neugebauera, jednego z najbardziej utytułowanych zawodników karate na świecie, który ma na swoim koncie wiele wspaniałych sukcesów. Mistrz świata, wielokrotny mistrz Europy, zdobywca Pucharów Świata już w niedzielę zaprezentuje się zgromadzonym w ostatnim dniu Kasztelan Basketball Cup.
Neugebauer i jego uczniowie pokaż się publiczności w Hali Mistrzów, pokazując trening karate, a także spróbują przekazać charakter tego świetnego sportu. Sam główny zainteresowany od 30 lat trenuje karate, a nauki pobierał od wielkiego Hidetaki Nishiyamy. Neugebauer i jego uczniowie gwarantują, że ich pokaz zostanie zapamiętany, a także mają nadzieję, iż natchnie on niektórych do szerszego zainteresowania się tym sportem.
Krzysztof Neugebauer: Moje życie krąży wokół karate
Jacek Seklecki: Wielu kibiców koszykówki nie zna pana osoby. Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.
Krzysztof Neugebauer: Trenuję karate tradycyjne od 30 lat. Posiadam 5 Dan wtajemniczenia, to jest piąty stopień mistrzowski. W 1992 roku zdobyłem mistrzostwo świata w Montrealu, a w 1996 roku w Sao Paulo wicemistrzostwo globu. Trzy razy byłem mistrzem Europy oraz trzykrotnie wywalczyłem Puchar Świata. To tak pokrótce największe moje osiągnięcia.
Czym charakteryzuje się pana sztuka walki?
- Uczyłem się karate od mistrza sensei Hidetaka Nishiyama. To jest Japończyk, który był uczniem Gichinacha Funakoshi, przedstawiciela oryginalnego karate japońskiego. Karate wywodzi się z Okinawy i charakteryzuje się specyfiką bardzo japońską, ze względu na ruchy, ale także i na filozofię.
Co skłoniło pana do zainteresowania się właśnie karate?
- W latach mojej młodości wchodził do Polski wielki boom na karate. Na zachodzie karate popularne było już wcześniej i do nas dopiero po jakimś czasie zaczęły napływać różnego rodzaju materiały o karate, najczęściej były to oczywiście filmy i gazety. Największym bodźcem było oczywiście Wejście Smoka. Mimo, że wtedy przez granicę naszego kraju, która była w jakimś stopniu zamknięta przedostawały się te materiały i z nich można było czerpać wiedzę o karate.
Ile potrzeba godzin dziennie do treningu karate?
- W szczycie swojej formy trenowałem od sześciu do ośmiu godzin dziennie. Oczywiście czym więcej dobrego, zaplanowanego treningu, tym lepiej. Jednak jeśli ktoś chciałby zacząć i zajmować się karate to na pewno trzy razy w tygodniu musi sobie na to zarezerwować. Ja teraz ćwiczę praktycznie codziennie. Prowadzę zajęcia w różnych szkołach, więc prowadząc i pokazując karate sam je ćwiczę. Moje życie krąży wokół karate.
W jakim wieku zaczął pan trening i jaki jest najlepszy do rozpoczęcia treningów?
- Ja dosyć późno zacząłem swoją przygodę z karate, bowiem miałem już 16 lat. Obecnie jednak karate mogą trenować już dzieci w wieku pięciu, sześciu lat. W kulturze Japonii jest tradycja, że dzieci zaczynają trening jak kończą pięć lat, pięć miesięcy i pięć dni. Wtedy ojciec dziecka budził je rano, ubierał stój samurajski i prowadził na pierwszy trening. Äwiczenie różnych japońskich walk nie tylko rozwijało umiejętności w danej dziedzinie, ale miało na celu także kształtować charakter ćwiczących. Ja do swojego sensei jeździłem od 1992 roku. Raz lub dwa razy w roku, aż do 2008 byłem w Los Angeles lub w San Diego na takich stażach treningowych. Właśnie tam mój nauczyciel przeprowadził się z Japonii i przez wiele lat nauczał karate. Za to został odznaczony przez prezydenta i cesarza Japonii za wybitny wkład w rozwój karate.
Co będzie chciał pan pokazać widzom w Hali Mistrzów podczas pokazu w najbliższy weekend?
- Będę chciał pokazać na przykładzie moich uczniów jak wygląda trening karate i w kilku słowach przekazać charakter tego sportu. Być może zachęcę tym ludzi do rozpoczęcia przygody z karate. Wielu młodych ludzi nie wie jeszcze czym zająć się w wolnej chwili, a być może właśnie karate się im spodoba i postanowią zacząć ćwiczyć.
Neugebauer i jego uczniowie pokaż się publiczności w Hali Mistrzów, pokazując trening karate, a także spróbują przekazać charakter tego świetnego sportu. Sam główny zainteresowany od 30 lat trenuje karate, a nauki pobierał od wielkiego Hidetaki Nishiyamy. Neugebauer i jego uczniowie gwarantują, że ich pokaz zostanie zapamiętany, a także mają nadzieję, iż natchnie on niektórych do szerszego zainteresowania się tym sportem.
Krzysztof Neugebauer: Moje życie krąży wokół karate
Jacek Seklecki: Wielu kibiców koszykówki nie zna pana osoby. Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.
Krzysztof Neugebauer: Trenuję karate tradycyjne od 30 lat. Posiadam 5 Dan wtajemniczenia, to jest piąty stopień mistrzowski. W 1992 roku zdobyłem mistrzostwo świata w Montrealu, a w 1996 roku w Sao Paulo wicemistrzostwo globu. Trzy razy byłem mistrzem Europy oraz trzykrotnie wywalczyłem Puchar Świata. To tak pokrótce największe moje osiągnięcia.
Czym charakteryzuje się pana sztuka walki?
- Uczyłem się karate od mistrza sensei Hidetaka Nishiyama. To jest Japończyk, który był uczniem Gichinacha Funakoshi, przedstawiciela oryginalnego karate japońskiego. Karate wywodzi się z Okinawy i charakteryzuje się specyfiką bardzo japońską, ze względu na ruchy, ale także i na filozofię.
Co skłoniło pana do zainteresowania się właśnie karate?
- W latach mojej młodości wchodził do Polski wielki boom na karate. Na zachodzie karate popularne było już wcześniej i do nas dopiero po jakimś czasie zaczęły napływać różnego rodzaju materiały o karate, najczęściej były to oczywiście filmy i gazety. Największym bodźcem było oczywiście Wejście Smoka. Mimo, że wtedy przez granicę naszego kraju, która była w jakimś stopniu zamknięta przedostawały się te materiały i z nich można było czerpać wiedzę o karate.
Ile potrzeba godzin dziennie do treningu karate?
- W szczycie swojej formy trenowałem od sześciu do ośmiu godzin dziennie. Oczywiście czym więcej dobrego, zaplanowanego treningu, tym lepiej. Jednak jeśli ktoś chciałby zacząć i zajmować się karate to na pewno trzy razy w tygodniu musi sobie na to zarezerwować. Ja teraz ćwiczę praktycznie codziennie. Prowadzę zajęcia w różnych szkołach, więc prowadząc i pokazując karate sam je ćwiczę. Moje życie krąży wokół karate.
W jakim wieku zaczął pan trening i jaki jest najlepszy do rozpoczęcia treningów?
- Ja dosyć późno zacząłem swoją przygodę z karate, bowiem miałem już 16 lat. Obecnie jednak karate mogą trenować już dzieci w wieku pięciu, sześciu lat. W kulturze Japonii jest tradycja, że dzieci zaczynają trening jak kończą pięć lat, pięć miesięcy i pięć dni. Wtedy ojciec dziecka budził je rano, ubierał stój samurajski i prowadził na pierwszy trening. Äwiczenie różnych japońskich walk nie tylko rozwijało umiejętności w danej dziedzinie, ale miało na celu także kształtować charakter ćwiczących. Ja do swojego sensei jeździłem od 1992 roku. Raz lub dwa razy w roku, aż do 2008 byłem w Los Angeles lub w San Diego na takich stażach treningowych. Właśnie tam mój nauczyciel przeprowadził się z Japonii i przez wiele lat nauczał karate. Za to został odznaczony przez prezydenta i cesarza Japonii za wybitny wkład w rozwój karate.
Co będzie chciał pan pokazać widzom w Hali Mistrzów podczas pokazu w najbliższy weekend?
- Będę chciał pokazać na przykładzie moich uczniów jak wygląda trening karate i w kilku słowach przekazać charakter tego sportu. Być może zachęcę tym ludzi do rozpoczęcia przygody z karate. Wielu młodych ludzi nie wie jeszcze czym zająć się w wolnej chwili, a być może właśnie karate się im spodoba i postanowią zacząć ćwiczyć.