Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

PP: Puchar nie dla nas

Środa, 17 Lutego 2010, 1:00, Michał Fałkowski

Po raz pierwszy w historii Anwil Włocławek przegrał w Zgorzelcu. Półfinałowy mecz Pucharu Polski zakończył się rezultatem 83:74 i to PGE Turów rywalizować będzie w niedzielnym finale z AZS Koszalin. Najskuteczniejsi w Anwilu byli Winkelman (16 pkt.) i Szubarga (11 pkt.), a w ekipie gospodarzy Wright (28 pkt.).

Po raz pierwszy w historii Anwil Włocławek przegrał w Zgorzelcu. Półfinałowy mecz Pucharu Polski zakończył się rezultatem 83:74 i to PGE Turów rywalizować będzie w niedzielnym finale z AZS Koszalin. Najskuteczniejsi w Anwilu byli Winkelman (16 pkt.) i Szubarga (11 pkt.), a w ekipie gospodarzy Wright (28 pkt.).
Pierwsza połowa spotkania była wyrównana do 18.minuty. Punkty dla Anwilu zdobywali głównie Krzysztof Szubarga i Brett Winkelmann. Właśnie po dwóch kolejnych akcjach Amerykanina Anwil prowadził nawet 31:33. Niestety, w tym momencie włocławska maszyna zacięła się. Gospodarze zdobyli 11 kolejnych punktów i prowadzili 42:33. Dobry fragment podopiecznych Andreja Urlepa mocnym akcentem podkreślił Justin Gray. Amerykanin trafił za trzy ustalając wynik do przerwy na 45:35.

Głównym powodem straty do PGE Turowa była fatalna skuteczność z dystansu. Przez 20 minut Anwil trafił tylko raz na 11 prób. W tym czasie zgorzelczanie uczynili to sześciokrotnie. Rottweilery nadrabiały dobrym ustawieniem w walce o zbiórki. Ten element udało się wygrać 17-13.

Drugą połowę rzutem za trzy otworzył Robert Witka, a na dodatek Anwil grał nerwowo i tracił dystans do gospodarzy (52:35). Włocławianie nie trafiali z czystych pozycji, popełniali proste błędy  przy rozgrywaniu piłki (m.in. przekroczenie linii końcowej boiska) i kompletnie nie istnieli na bronionej tablicy. W efekcie po nieco ponad pięciu minutach przegrywali 58:43. Nadal nie wpadały rzuty z dystansu i dopiero w 27 min. Jovanović przełamał tę strzelecką niemoc.

Zmiana Dunna na Sullivana i coraz lepsza skuteczność Jovanovicia sprawiły, że w krótkim czasie Anwil wrócił do gry. Na 2 min. przed końcem trzeciej odsłony po punktach Serba wynik brzmiał 60:51. Kolejne 2 oczka dorzucił Pluta i Anwil nabrał wiatru w żagle. Swoją dominację włocławianie podkreślili rzutem zza linii 6,25, gdy po znakomitym podaniu Szubargi trafił Tuljković (62:57).

Kolejne chwile słabości Rottweilery przeżyły na początku ostatniej odsłony, co wykorzystał PGE Turów zdobywając sześć punktów z rzędu. Po trójce Winkelmana Anwil odrobił na 70:62, a gdy z 7 metrów poprawił Wołoszyn było 72:65. Odrabianie strat szło jednak zbyt mozolnie. Gdy tylko udało się ukłuć gospodarzy, natychmiast odpowiadali punktami i utrzymywali dystans około 10 oczek.

Na ostatnie 3,5 minuty trener Igor Griszczuk zarządził maksymalną mobilizację w obronie, ale udanych akcji defensywnych nie udało się poprzeć punktami w ataku. W czterech kolejnych sytuacjach Anwil nie zdobył punktu i dopiero z linii osobistych Wołoszyn dorzucił jedno oczko (76:68). Do końca meczu pozostawało już jednak tylko 1,5 minuty i odrobienie ośmiopunktowej straty przeciw mądrze grającym gospodarzom graniczyło z cudem.

Ten się jednak nie zdarzył. Punkty w końcówce zdobył co prawda Dunn, ale natychmiast odpowiedział świetny tego wieczora Wright i jasne stało się, że w finale Pucharu Polski zagra PGE Turów. Anwil uległ ostatecznie gospodarzom 83:74.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI