W rozegranym dziś pierwszym finałowym spotkaniu Dominet Basket Ligi Anwil Włocławek przegrał w Sopocie z Prokomem Treflem 88:72 (20:14, 30:21, 14:23, 24:14). Dzisiejsza porażka podopiecznych Andreja Urlepa spowodowała, że to sopocianie prowadzą w walce o złoto 1:0.
Na pewno nie tak wyobrażali sobie początek „wojny” o Mistrzostwo Polski kibice Anwilu, jak i sami zawodnicy włocławskiego klubu.
Pierwsze minuty pierwszej „bitwy” o złoto mogły wśród fanów Rottweilerów obudzić nadzieje w zwycięstwo ich ulubieńców. W ekipie Anwilu punktowali w tym czasie Brent Scott i Michał Ignerski, po przeciwnej stronie ataki Prokomu skutecznie kończył Adam Wójcik. Gdy goście z Włocławka przegrywali z aktualnym Mistrzem Polski tylko jednym punktem na parkiecie pojawił się Christian Dalmau. Jak się póniej okazało był to strzał w dziesiątkę trenera Eugeniusza Kijewskiego.
Portorykańczyk po raz pierwszy zaznaczył swoją obecność na parkiecie celnym rzutem zza linii 6,25 w ostatniej sekundzie pierwszej kwarty, powiększając przewagę Prokomu do sześciu „oczek”. Był to tylko sygnał ostrzegawczy w wykonaniu gracza ekipy sopockiej, gdyż prawdziwy atak przyszedł już w kolejnej odsłonie spotkania. Dalmau dziurawił raz za razem kosz włocławski, trafiając często z nieprawdopodobnych pozycji. Portorykańczyk w drugich dziesięciu minutach meczu zanotował na swym koncie 18 punktów (!) nokautując w ten sposób trochę zagubionych obrońców Anwilu. Tak wspaniała gra Portorykańczyka pozwoliła koszykarzom Prokomu wyjść na 15-punktowe prowadzenie po pierwszej połowie meczu.
Po przerwie do szaleńczego odrabiania strat rzucili się podopieczni Andreja Urlepa. Sygnał do ataku koszykarzom Anwilu dał nie kto inny, jak lider zespołu włocławskiego, Michał Ignerski. Do polskiego skrzydłowego szybko dołączył się także Ed Scott, który w trzeciej odsłonie spotkania zdobył aż 12 punktów (jedyne w meczu). To właśnie gra Polaka i Amerykanina pozwoliła ekipie włocławskiej na zbliżenie się do rywala na sześć oczek.
Niestety nie od dziś wiadomo, że każda pogoń wymaga wiele wysiłku i potwierdziło się to i tym razem. Koszykarze Anwilu na ostatnia odsłonę spotkania wyszli zmęczeni i zdekoncentrowani, co spowodowało, że to znów Prokom przejął inicjatywę w tym spotkaniu. Główna w tym zasługa Istvana Nemetha i Rashida Atkinsa, którzy skutecznymi rzutami z dystansu kończyli ataki ekipy sopockiej odbierając w ten sposób chęć do walki, nieco zrezygnowanym koszykarzom Anwilu. Jakby tego było mało piąte przewinienie na początku czwartej kwarty „złapał” Ed Scott, który był w dzisiejszym spotkaniu główną siłą napędową Rottweilerów.
Prokom niesiony dopingiem zgromadzonych kibiców w Hali 100-lecia w Sopocie kontrolował przebieg spotkania już do samego końca wygrywając pewnie z Anwilem Włocławek 88:72.
W ekipie włocławskiej zaszwankowało to, co było w dotychczasowych meczach Play Off najsilniejsza bronią – obrona. Kolejnym czynnikiem, który nie funkcjonował dziś w zespole Anwilu tak jak należy to dokładność w ataku. Podopieczni Andreja Urlepa zanotowali na swym koncie aż 17 strat (w sumie 17 strat Anwilu w 1 i 2 meczu półfinałowym z Polpakiem!).
Słabe zawody rozegrał również Dante Swanson. Kto wie, może to właśnie dobrej gry zarówno w ataku, jak i bornie amerykańskiego obrońcy zabrakło Anwilowi najbardziej. Amerykanin rozegrał dziś najgorsze spotkanie w barwach włocławskiego klubu (0/4 za 2, 2 straty, 2 faule).
Miejmy nadzieję, że Swoanson, jak i cały zespół Anwilu przebudzi się już w czwartek, kiedy to aktualni wicemistrzowie Polski po raz drugi zmierzą się w Sopocie z Prokomem Treflem. Włocławianie przegrali pierwszą bitwę, nie oznacza to, że przegrają wojnę.