Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Paul Miller: Pozostajemy w grze

Poniedziałek, 21 Lutego 2011, 1:00, Michał Fałkowski

Niedawno Paul Miller został wybrany styczniowym MVP Anwilu, a teraz swoją dobrą grą w lutowych meczach również zgłasza głośny akces do tego tytułu. Amerykański center, który stał się ofensywnym liderem włocławskiej ekipy zgodził się porozmawiać o atutach, nastrojach, ale i problemach Anwilu.

Niedawno Paul Miller został wybrany styczniowym MVP Anwilu, a teraz swoją dobrą grą w lutowych meczach również zgłasza głośny akces do tego tytułu. Amerykański center, który stał się ofensywnym liderem włocławskiej ekipy zgodził się porozmawiać o atutach, nastrojach, ale i problemach Anwilu.
Jakie było twoje pierwsze wrażenie, gdy dowiedziałeś się, z kim przyjdzie ci grać w tym sezonie?

Paul Miller: Kiedy przyjechałem do Włocławka, nie było jeszcze skompletowanego składu. Z chłopaków, o których mogłem cokolwiek wiedzieć, był tylko Andrzej Pluta, Nikola Jovanović i DJ Thompson. Tych dwóch ostatnich znałem tylko z występów przeciw nim, więc nie mogłem mieć precyzyjnej opinii na ich temat już na progu sezonu.

Jednak nie da się ukryć, że już po pierwszym rzucie oka na nasz skład widać, że jest to solidna ekipa, która, jak co roku, powinna znajdować się w czubie tabeli. Co się w takim razie dzieje z zespołem, że póki co wyniki są gorsze od zakładanych?

Rzeczywiście, mamy świetnych zawodników, ale niekiedy nie potrafimy wytworzyć wzajemnej chemii w trakcie meczów. Podkreślam, że zawsze wkładamy całe serce w koszykówkę, którą gramy, ale mimo to, bywa, że nie funkcjonujemy jak dobrze naoliwiona maszyna. Mamy problem z utrzymaniem równej formy przez pełne cztery kwarty. Zdarzają nam się 5-10 minutowe przestoje, gdy gubimy gdzieś koncentrację i przekreślamy swoje szanse w meczu. Jesteśmy również ograniczeni limitem dwóch Polaków na parkiecie. Przed przyjściem Seida Hajricia rotacja była więc znacznie utrudniona.

Dla drużyny Polpharmy momentem przełomowym była zmiana trenera. Dlaczego w Anwilu nie stało się podobnie?

U nas jest po prostu inaczej. My swoją grę poprawiamy powoli, ale systematycznie. Trener Mutapcić pomógł nam skonsolidować zespół. Poprawił grę w defensywie i teraz pora zacząć zbierać tego owoce.

Czy przypadkiem trener Emir Mutapcić nie jest dla was zbyt łagodny? Jaką jest osobowością?

On jest typem człowieka i trenera, który bez ustanku stara się coś drużynie wytłumaczyć, przekazać. Czuje grę i bardzo stara się nam pomóc. Może nie jest szkoleniowcem, który wrzeszczy i grzmi na swoich koszykarzy, ale potrafi swoje uwagi przekazać w inny sposób. On stara się wszystko wyjaśnić rzeczowo i spokojnie. Najważniejsze, że dociera do nas ze swoją taktyką, bo to jest kwintesencja koszykówki. Osobiście bardzo sobie cenię pracę z tym trenerem.

Czekamy na moment, gdy Anwil zacznie regularnie wygrywać. Wierzycie, że może to teraz nastąpić?

Tak, wierzymy w swoje umiejętności i w pracę, jaką wykonujemy. Wciąż mamy szansę udowodnić samym sobie, że jesteśmy coś warci i zamierzamy to zrobić. Pozostajemy w grze i zrobimy wszystko, żeby osiągnąć wymarzony cel.
Tęsknimy trochę za zagraniami pick-and-roll Koszarek – Miller. Czy tobie też brakuje jego precyzyjnych podań?

Zauważ, że nadal większość moich punktów pada właśnie po zagraniach pick-and-roll. To cały czas jest silna broń Anwilu. Naprawdę dobrze współpracuje mi się z DJ-em i Chrisem, których umiejętności wcale nie są gorsze od tego, co pokazywał Łukasz. Ich rola trochę się dzieli w porównaniu z tym, co w pojedynkę pokazywał „Koszar”, ale są to znakomici rozgrywający. Świetnie się z nimi rozumiem.

A którego z chłopaków z ekipy sprzed dwóch lat widziałbyś najchętniej w obecnym składzie?

Hm, masz mnie – Koszarka. Ale nie tylko dlatego, że jest świetnym rozgrywającym. Łukasz to Polak, a taki zawodnik bardzo by nam się przydał w kontekście rotacji.

W trakcie finału Pucharu Polski doznałeś bolesnej kontuzji. Co się stało i czy już czujesz się dobrze?

Po uderzeniu łokciem w twarz rozcięty został mój lewy łuk brwiowy. To było dość głębokie rozcięcie, więc lekarze musieli je zszyć po meczu. Na szczęście już wszystko jest w porządku.

W Pucharze Polski po raz pierwszy w tym sezonie wygraliśmy z drużyną z czołówki – Treflem Sopot, ale później – już po raz trzeci – ulegliśmy Polpharmie. To oznacza, że Anwil wraca do gry czy letarg trwa?

Zauważ, że wygraliśmy cztery z ostatnich sześciu spotkań. W każdym z nich prezentowaliśmy się dużo lepiej niż na początku sezonu. Te dwie porażki przytrafiły nam się z Polpharmą, drużyną, która obecnie jest na fali i gra najlepiej w Polsce. Ulegliśmy jej po walce, więc chyba można powiedzieć, że i nasza forma idzie w górę.

A co trzeba zrobić, żeby wygrać z Zastalem?

Musimy grać swoją koszykówkę i każdy z członków drużyny musi dać coś od siebie. Nie może być tak, że tylko kilku zawodników wstrzeli się w kosz. Wkład każdego z nas musi być podobny. W pierwszym meczu z Zastalem zabiły nas ich punkty po przechwytach. Dlatego trzeba ograniczyć liczbę strat i zagrać dużo bardziej odpowiedzialnie w obronie.

Zmieńmy na chwilę temat. Interesujesz się polityką, a w ostatnim wywiadzie dla nas w 2009 roku powiedziałeś, że wracasz do Stanów Zjednoczonych na wakacje, żeby przekonać się, czy twój sceptycyzm wobec Baracka Obamy jest uzasadniony…

Pamiętam, i rzeczywiście bacznie obserwowałem i obserwuję to, co robi nasz prezydent. Powiem szczerze, że jeśli chodzi o życie moje i mojej rodziny, to nie zmieniło się ono jakoś widocznie pod jego rządami. Zawiedziony jestem natomiast sposobem, w jaki podzielił Republikanów i Demokratów. Przed wyborami obiecywał, że będzie prezydentem wszystkich Amerykanów, a teraz robi coś kompletnie innego. Wydaje też za dużo pieniędzy na administrację publiczną, powiększając dług narodowy. Nie jest łatwo być najważniejszą osobą w Ameryce, ale uważam, że mógłby swoje obowiązki wypełniać lepiej.
Rzeczywiście jedna osoba nie może diametralnie zmienić kraju o tak długich demokratycznych tradycjach. Zupełnie inaczej jest w Rosji, w której spędziłeś ubiegły sezon.

Najważniejsza różnica polega na tym, że w Rosji kwitnie korupcja. Miałem wrażenie, że pieniądze dają ich posiadaczom siłę, a siłą rządzi się w tym kraju. Wydaje mi się, że jeśli ktoś miał wystarczająco dużo pieniędzy, mógł sobie kupić dosłownie wszystko. W Ameryce gotówka jest oczywiście ważna, ale są pewne zasady, których wszyscy przestrzegają i które sprawiają, że liczą się również inne wartości.

Polacy są bardziej podobni do Amerykanów czy Rosjan?

Po pierwsze, myślę, że wszyscy są różni. Miałem już okazję żyć w kilku miejscach świata i wszędzie spotkałem się z innymi zwyczajami. Po drugie, bardziej łączyć może położenie geograficzne niż cechy charakteru. Dlatego skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że Polacy są bardziej podobni do swoich sąsiadów, Rosjan.

Na koniec powiedz, czy masz jakiś rytuał, który pozwala ci zmotywować się przed meczem?

Szczerze mówiąc, to nigdy nie muszę się dodatkowo motywować. Po prostu zawsze chcę wygrać i to już popycha mnie do jak najlepszej gry.

A co mogą zrobić fani, którzy chcieliby zmotywować i natchnąć Anwil do dobrej gry?

Wystarczy głośny doping, dający poczucie, że są z nami. Nieważne słowa, ważne, żeby czuć ich obecność.




Wywiad ukazał się w najnowszym wydaniu magazynu "Nasz Anwil".