Mimo, że przed ostatnią kwartą Anwil prowadził z AZS-em trzynastoma punktami, to jak zwykle w tym sezonie, zdołał przyprawić swoich kibiców o palpitacje serca. Końcówka meczu, w której włocławianie bronili stopniałej do 1 punktu przewagi sprawiła, że starcie w Koszalinie bez wątpienia zasłużyło na miano hitu kolejki. Ostatecznie Anwil pokonał AZS 76:73.
Mimo, że przed ostatnią kwartą Anwil prowadził z AZS-em trzynastoma punktami, to jak zwykle w tym sezonie, zdołał przyprawić swoich kibiców o palpitacje serca. Końcówka meczu, w której włocławianie bronili stopniałej do minimalnych rozmiarów przewagi sprawiła, że starcie w Koszalinie bez wątpienia zasłużyło na miano hitu kolejki. Ostatecznie Anwil pokonał AZS 76:73.
Pomimo, że trener Igor Griszczuk uczulał koszykarzy Anwilu, że o sukcesie na trudnym terenie w Koszalinie może zadecydować właściwe rozpoczęcie meczu, to jego podopieczni mieli z tym wyraźne problemy. Po kilku minutach gry AZS prowadził 9:6, a dodatkowo faul w ataku popełnił Krzysztof Szubarga. Gospodarze nie skorzystali jednak z szansy powiększenia przewagi , co szybko się na nich zemściło. W roli egzekutora wystąpił Mujo Tuljković, którego 7 punktów z rzędu pozwoliło Anwilowi wyjść na prowadzenie 9:15. W szeregach AZS-u nie do zatrzymania był z kolei Michael Kuebler, autor 8 punktów, w tym trójki na zakończenie kwarty (18:22).
Anwil utrzymywał lekką przewagę głównie dzięki rzutom skrzydłowych i obrońców. Po raz kolejny, nieudanie mecz rozpoczął Alex Dunn, który większą część pierwszej połowy obejrzał z ławki rezerwowych, mając na swoim koncie 3 faule, zaledwie 1 zbiórkę i 0 punktów. Lepiej radził sobie zastępujący go Rashard Sullivan, którego dwupunktowy rzut pozwolił Anwilowi ponownie odskoczyć od AZS-u (po tym jak Grzegorz Surmacz zaliczył akcję 2+1). Jednak to nie Polak, ale George Reese i Vladimir Tica nadawali główny ton poczynaniom gospodarzy. Dzięki ich dobrej postawie wynik do przerwy, 33:40, pozwalał AZS-owi mieć nadzieję na nawiązanie walki z Anwilem.
Jednak na zryw gospodarzy trzeba było czekać aż do czwartej kwarty. W trzeciej, wygranej przez Anwil 14:20 każde zapędy przeciwnika gasił bowiem Rashard Sullivan. Sposób na Amerykanina próbował znaleźć trener Radoslaw Mijanović, który pierwszy kontakt z polską ligą zawdzięcza pracy w Anwilu w sezonie 2002/2003. Sullivan przestał straszyć AZS dopiero, gdy powędrował na ławkę rezerwowych w czwartej odsłonie meczu.
Fakt, że Anwil zaczął ostatnie 10 minut z 13-punktową zaliczką podziałał demobilizująco na zawodników. W ciągu 4 minut gospodarze zdobyli 12 oczek, przy 4 Anwilu i sytuacja zaczęła się robić niebezpieczna. Oprócz zdenerwowania, na drżenie rąk włocławian duży wpływ miało to, że trener Igor Griszczuk mało rotował składem i w końcówce dało o sobie znać zmęczenie. Błędy popełniał Krzysztof Szubarga, nie trafiali Nikola Jovanović i Mujo Tuljković. Po stronie AZS-u nieprzerwanie szaleli Michael Kuebler i George Reese. Właśnie ten drugi koszykarz doprowadził do remisu 68:68 na 3 minuty przed końcem spotkania.
W tym momencie teoretycznie wygrany mecz zaczął się od nowa. Na szczęście, koszykarze Anwilu nie załamali się chwilową niedyspozycją i choć nie mogli trafić z gry, to nadrabiali to celnie wykonując rzuty osobiste. Najpierw, po piątym faulu Vladimira Ticy dwukrotnie trafił Alex Dunn, a następnie jego wyczyn powtórzył Mujo Tuljković. Trzeba dodać, że były to pierwsze punkty włocławskiego skrzydłowego od pierwszej kwarty. Na 1:16 min. do końca gospodarze faulowali próbującego rozegrać piłkę Krzysztofa Szubargę, a ten podwyższył wynik na 69:74. Gospodarze mogli jeszcze odmienić losy spotkania za sprawą dwóch trafień George Reese. Sprawiły one, że na 7 sekund przed końcem, AZS przegrywał tylko jednym punktem. Dobrze rozprowadzona ostatnia akcja Anwilu przesądziła jednak o ostatecznym zwycięstwie włocławian.
Wygrywając w Koszalinie Anwil przełamał złą passę z hali „Gwardia” i utrzymał pozycję lidera tabeli PLK (wraz z Asseco Prokomem). Kolejny mecz włocławian, z Polonią Azbud Warszawa już w najbliższą sobotę w Hali Mistrzów.
Anwil utrzymywał lekką przewagę głównie dzięki rzutom skrzydłowych i obrońców. Po raz kolejny, nieudanie mecz rozpoczął Alex Dunn, który większą część pierwszej połowy obejrzał z ławki rezerwowych, mając na swoim koncie 3 faule, zaledwie 1 zbiórkę i 0 punktów. Lepiej radził sobie zastępujący go Rashard Sullivan, którego dwupunktowy rzut pozwolił Anwilowi ponownie odskoczyć od AZS-u (po tym jak Grzegorz Surmacz zaliczył akcję 2+1). Jednak to nie Polak, ale George Reese i Vladimir Tica nadawali główny ton poczynaniom gospodarzy. Dzięki ich dobrej postawie wynik do przerwy, 33:40, pozwalał AZS-owi mieć nadzieję na nawiązanie walki z Anwilem.
Jednak na zryw gospodarzy trzeba było czekać aż do czwartej kwarty. W trzeciej, wygranej przez Anwil 14:20 każde zapędy przeciwnika gasił bowiem Rashard Sullivan. Sposób na Amerykanina próbował znaleźć trener Radoslaw Mijanović, który pierwszy kontakt z polską ligą zawdzięcza pracy w Anwilu w sezonie 2002/2003. Sullivan przestał straszyć AZS dopiero, gdy powędrował na ławkę rezerwowych w czwartej odsłonie meczu.
Fakt, że Anwil zaczął ostatnie 10 minut z 13-punktową zaliczką podziałał demobilizująco na zawodników. W ciągu 4 minut gospodarze zdobyli 12 oczek, przy 4 Anwilu i sytuacja zaczęła się robić niebezpieczna. Oprócz zdenerwowania, na drżenie rąk włocławian duży wpływ miało to, że trener Igor Griszczuk mało rotował składem i w końcówce dało o sobie znać zmęczenie. Błędy popełniał Krzysztof Szubarga, nie trafiali Nikola Jovanović i Mujo Tuljković. Po stronie AZS-u nieprzerwanie szaleli Michael Kuebler i George Reese. Właśnie ten drugi koszykarz doprowadził do remisu 68:68 na 3 minuty przed końcem spotkania.
W tym momencie teoretycznie wygrany mecz zaczął się od nowa. Na szczęście, koszykarze Anwilu nie załamali się chwilową niedyspozycją i choć nie mogli trafić z gry, to nadrabiali to celnie wykonując rzuty osobiste. Najpierw, po piątym faulu Vladimira Ticy dwukrotnie trafił Alex Dunn, a następnie jego wyczyn powtórzył Mujo Tuljković. Trzeba dodać, że były to pierwsze punkty włocławskiego skrzydłowego od pierwszej kwarty. Na 1:16 min. do końca gospodarze faulowali próbującego rozegrać piłkę Krzysztofa Szubargę, a ten podwyższył wynik na 69:74. Gospodarze mogli jeszcze odmienić losy spotkania za sprawą dwóch trafień George Reese. Sprawiły one, że na 7 sekund przed końcem, AZS przegrywał tylko jednym punktem. Dobrze rozprowadzona ostatnia akcja Anwilu przesądziła jednak o ostatecznym zwycięstwie włocławian.
Wygrywając w Koszalinie Anwil przełamał złą passę z hali „Gwardia” i utrzymał pozycję lidera tabeli PLK (wraz z Asseco Prokomem). Kolejny mecz włocławian, z Polonią Azbud Warszawa już w najbliższą sobotę w Hali Mistrzów.
AZS Koszalin - Anwil Włocławek 73:76 (18:22, 15:18, 14:20, 26:16)
AZS Koszalin: M. Kuebler 29 (5), G. Reese 16, V. Tica 12, G. Navickas 5 (1), G. Surmacz 4, I. Milicić 2, Ł. Wiśniewski 2, Ł. Diduszko 2, A. Metelski 1
Anwil Włocławek: R. Sullivan 16, N. Jovanović 12, M. Tuljković 11 (1), K. Szubarga 11, A. Pluta 9 (1), W. Barycz 9 (1), A. Dunn 6, K. Chanas 2, M. Trimboli 0
PEŁNE STATYSTYKI
AZS Koszalin: M. Kuebler 29 (5), G. Reese 16, V. Tica 12, G. Navickas 5 (1), G. Surmacz 4, I. Milicić 2, Ł. Wiśniewski 2, Ł. Diduszko 2, A. Metelski 1
Anwil Włocławek: R. Sullivan 16, N. Jovanović 12, M. Tuljković 11 (1), K. Szubarga 11, A. Pluta 9 (1), W. Barycz 9 (1), A. Dunn 6, K. Chanas 2, M. Trimboli 0
PEŁNE STATYSTYKI