Bez punktów swoich dotychczasowych liderów Anwil Włocławek nie był w stanie pokonać mistrzów Polski na ich terenie. Asseco Prokom Gdynia umiejętnie krył Andrzeja Plutę, Mujo Tuljkovicia i Krzysztofa Szubargę, co przełożyło się na ich niecelne rzuty i małą zdobycz punktową. Choć dwoili się i troili Dru Joyce i Rashard Sullivan, to jednak było to za mało na dobrze dysponowanych gospodarzy i włocławianie przegrali 91:78.
Bez punktów swoich dotychczasowych liderów Anwil Włocławek nie był w stanie pokonać mistrzów Polski na ich terenie. Asseco Prokom Gdynia umiejętnie krył Andrzeja Plutę, Mujo Tuljkovicia i Krzysztofa Szubargę, co przełożyło się na ich niecelne rzuty i małą zdobycz punktową. Choć dwoili się i troili Dru Joyce i Rashard Sullivan, to jednak było to za mało na dobrze dysponowanych gospodarzy i włocławianie przegrali 91:78.
Początek meczu stał pod znakiem próby okiełznania Qyntela Woodsa. Amerykanin zdobył 8 z 9 pierwszych punktów dla gospodarzy, nie dając się upilnować ani Bartkowi Wołoszynowi, ani Alexowi Dunnowi. Manewr krycia gwiazdy Asseco Prokomu na zmianę przez różnych zawodników dał jednak efekt w postaci szybkiego zmęczenia Woodsa. Do tego, gospodarze w 3 minuty popełnili 5 fauli i musieli się liczyć z często wykonywanymi przez włocławian rzutami wolnymi (8/11 w pierwszej kwarcie). Fakt, że Asseco Prokom dalej faulował skutkował tym, że Anwil nie tracił dystansu punktowego.
Dopiero końcówka pierwszej odsłony, kiedy to również Anwil miał kłopoty z faulami przyniosła gospodarzom większą przewagę (28:19). Włocławianie popełnili w tym fragmencie również kilka niepotrzebnych strat i trener Igor Griszczuk podczas pierwszej krótkiej przerwy musiał zwrócić na to szczególną uwagę. Na szczęście, jak profesor grał Nikola Jovanović, który po 12 minutach miał już na swoim koncie 12 punktów. Po jego asyście do Rasharda Sullivana Anwil doszedł gospodarzy na 28:27.
Kolejne akcje skuteczniej kończyli gdynianie. Po pierwszych punktach Woodsa od dwunastu minut prowadzili 36:29. Dobra współpraca pary Jovanović – Sullivan pozwoliła jednak szybko odrobić część strat (40:37). Amerykański środkowy grał nie tylko skutecznie, ale i efektownie. Podobać mogły się zarówno jego wsady, jak i potężne bloki (m.in. na Woodsie w przedostatniej akcji pierwszej połowy). Niewielka przewaga mistrzów Polski w każdym elemencie gry pozwoliła im osiągnąć prowadzenie 48:39 do przerwy.
Jako, że w pierwszej połowie Anwilowi zabrakło szczególnie punktów obrońców zza lini 6,25, to od początku kolejnych dziesięciu minut starał się to nadrobić Dru Joyce. Amerykanin trafił trójkę w pierwszej akcji, ale takim samym rzutem odpowiedział Woods. Rozgrywający Anwilu był bardzo aktywny i po jego kolejnych punktach „Rottweilery” przegrywały tylko 52:46 (w 23 min.) i 56:51 (w 24 min.). Joyce był bohaterem początku drugiej odsłony, zdobywając 9 z 10 pierwszych punktów gości.
Swoją aktywność Amerykanin okupił dużym zmęczeniem i gdy usiadł na ławce gra Anwilu nie wyglądała już tak dobrze. Zastępujący go Krzysztof Szubarga nie mógł się wstrzelić w kosz przeciwników i Anwil zaczął tracić dystans do Asseco Prokomu. Przewaga gospodarzy wynikała również z umiejętnego krycia dotychczasowych liderów Anwilu, czyli właśnie Szubargi, a także Mujo Tuljkovicia i Andrzeja Pluty. Wspomniana trójka do momentu rozpoczęcia ostatniej odsłony miała na swoim koncie w sumie 7 punktów (10 w całym meczu), a Anwil przegrywał 70:56.
W ostatnich dziesięciu minutach trwała wyrównana walka kosz za kosz. Trener Tomas Pacesas nie musiał drżeć o wynik, bo na każde punkty Anwilu jego zawodnicy znajdowali odpowiedź w postaci własnych trafień. Pięć minut przed końcem meczu włocławianie przegrywali 81:65 i to Igor Griszczuk starał się coś wymyślić, żeby jeszcze nawiązać walkę z mistrzami Polski. Wzięty czas nie poskutkował jednak zmianą obrazu gry. Nieco nadziei w serca wlały dwa celne rzut za trzy Bartłomieja Wołoszyna (87:75), ale gospodarze nie pozwolili już sobie wydrzeć zwycięstwa. Po ambitnej grze Anwil przegrał w Gdyni 91:78.
Asseco Prokom Gdynia – Anwil Włocławek 91:78 (28:21, 20:18, 22:17, 21:22)
Asseco Prokom: Burrell 18, Woods16, Logan 16, Ewing 13, Hrycaniuk 10, Harrington 6, Sow 4, Jagla 3, Seweryn 3, Szczotka 1
Anwil: Sullivan 20, Jovanović 18, Joyce 14, Dunn 8, Wołoszyn 6, Pluta 5, Szubarga 3, Chanas 2, Tuljković 2
PEŁNE STATYSTYKI
Dopiero końcówka pierwszej odsłony, kiedy to również Anwil miał kłopoty z faulami przyniosła gospodarzom większą przewagę (28:19). Włocławianie popełnili w tym fragmencie również kilka niepotrzebnych strat i trener Igor Griszczuk podczas pierwszej krótkiej przerwy musiał zwrócić na to szczególną uwagę. Na szczęście, jak profesor grał Nikola Jovanović, który po 12 minutach miał już na swoim koncie 12 punktów. Po jego asyście do Rasharda Sullivana Anwil doszedł gospodarzy na 28:27.
Kolejne akcje skuteczniej kończyli gdynianie. Po pierwszych punktach Woodsa od dwunastu minut prowadzili 36:29. Dobra współpraca pary Jovanović – Sullivan pozwoliła jednak szybko odrobić część strat (40:37). Amerykański środkowy grał nie tylko skutecznie, ale i efektownie. Podobać mogły się zarówno jego wsady, jak i potężne bloki (m.in. na Woodsie w przedostatniej akcji pierwszej połowy). Niewielka przewaga mistrzów Polski w każdym elemencie gry pozwoliła im osiągnąć prowadzenie 48:39 do przerwy.
Jako, że w pierwszej połowie Anwilowi zabrakło szczególnie punktów obrońców zza lini 6,25, to od początku kolejnych dziesięciu minut starał się to nadrobić Dru Joyce. Amerykanin trafił trójkę w pierwszej akcji, ale takim samym rzutem odpowiedział Woods. Rozgrywający Anwilu był bardzo aktywny i po jego kolejnych punktach „Rottweilery” przegrywały tylko 52:46 (w 23 min.) i 56:51 (w 24 min.). Joyce był bohaterem początku drugiej odsłony, zdobywając 9 z 10 pierwszych punktów gości.
Swoją aktywność Amerykanin okupił dużym zmęczeniem i gdy usiadł na ławce gra Anwilu nie wyglądała już tak dobrze. Zastępujący go Krzysztof Szubarga nie mógł się wstrzelić w kosz przeciwników i Anwil zaczął tracić dystans do Asseco Prokomu. Przewaga gospodarzy wynikała również z umiejętnego krycia dotychczasowych liderów Anwilu, czyli właśnie Szubargi, a także Mujo Tuljkovicia i Andrzeja Pluty. Wspomniana trójka do momentu rozpoczęcia ostatniej odsłony miała na swoim koncie w sumie 7 punktów (10 w całym meczu), a Anwil przegrywał 70:56.
W ostatnich dziesięciu minutach trwała wyrównana walka kosz za kosz. Trener Tomas Pacesas nie musiał drżeć o wynik, bo na każde punkty Anwilu jego zawodnicy znajdowali odpowiedź w postaci własnych trafień. Pięć minut przed końcem meczu włocławianie przegrywali 81:65 i to Igor Griszczuk starał się coś wymyślić, żeby jeszcze nawiązać walkę z mistrzami Polski. Wzięty czas nie poskutkował jednak zmianą obrazu gry. Nieco nadziei w serca wlały dwa celne rzut za trzy Bartłomieja Wołoszyna (87:75), ale gospodarze nie pozwolili już sobie wydrzeć zwycięstwa. Po ambitnej grze Anwil przegrał w Gdyni 91:78.
Asseco Prokom Gdynia – Anwil Włocławek 91:78 (28:21, 20:18, 22:17, 21:22)
Asseco Prokom: Burrell 18, Woods16, Logan 16, Ewing 13, Hrycaniuk 10, Harrington 6, Sow 4, Jagla 3, Seweryn 3, Szczotka 1
Anwil: Sullivan 20, Jovanović 18, Joyce 14, Dunn 8, Wołoszyn 6, Pluta 5, Szubarga 3, Chanas 2, Tuljković 2
PEŁNE STATYSTYKI