Trzeci ligowy mecz i trzecie zwycięstwo! Anwil Włocławek po emocjonującym pojedynku pokonał wicemistrza Polski PGE Turów Zgorzelec 81:79. Rottweilery zaskoczyły rywali zawziętością w walce o zbiórki i precyzją rzutów w decydujących sekundach. Rozpędzony Anwil wygrał w Zgorzelcu po raz pierwszy od siedmiu meczów.
Korzystny wynik czwartkowego meczu nie był bynajmniej pochodną udanych pierwszych minut (jak to było w starciach ze Śląskiem i Asseco). Anwil zaczął niepewnie i PGE Turów szybko uzyskał przewagę 13:4. Ożywienie przyniosła szybka reakcja trenera Miliji Bogicevicia i zastąpienie Deividasa Dulkysa Paulem Grahamem. Zawodnik z Portoryko odciążył Dusana Katnicia, który nie dość, że po raz kolejny słabo radził sobie w kreowaniu akcji, to jeszcze pozwalał na wybieranie sobie piłki z kozła (6 strat w całym meczu). Drugim ważnym elementem, który pozwolił wyrównać grę było uwypuklenie przewag włocławian pod atakowanym koszem. Filipa Dylewicza na plecy zaczął brać Seid Hajrić, a Ivanowi Zigeranoviciowi kocie ruchy pokazał Keith Clanton. Popularnemu „Dylowi” nie starczyło sił, a potężnemu Serbowi szybkości, żeby zatrzymać tak grających przeciwników.
Przez całą pierwszą połowę trwała wymiana ciosów, w której każdy prezentował to co ma najlepsze i z której za sprawą J.P. Prince’a i Damiana Kuliga odrobinę więcej korzyści odnosił PGE Turów. W trzeciej kwarcie stało się jednak coś, czego gospodarze nie przewidzieli. Anwil zamiast opaść z sił w starciu z szerokim składem wicemistrzów Polski, postawił jeszcze mocniejszą obronę i jeszcze intensywniej zaangażował się w walkę o każdą piłkę. Efekt? Rottweilery od stanu 50:43 doprowadziły do 53:59!
Jak można było przewidzieć, zaprawieni w bojach gospodarze nie poddali się i w czwartej odsłonie jeszcze trzykrotnie wychodzili na prowadzenie. Po raz ostatni w 38. minucie, gdy Nemanja Jaramaz trafił z linii rzutów wolnych i było 77:75. Po kilku chwilach serbski rozgrywający spróbował swoich sił z dalszej odległości, ale nie trafił. Jak się rzuca ważne trójki pokazał mu o dwa lata starszy rodak – Dusan Katnić. Playmaker Anwilu cennym trafieniem zrewanżował się nieco za wcześniejszą niepewną grę i jednocześnie zmusił gospodarzy do podjęcia ryzyka. Nie widząc dla siebie szans w podkoszowym starciu z Seidem Hajriciem, zza linii 6,75 rzucił Filip Dylewicz. Piłka nie wpadła do kosza, za to kapitan Anwilu popędził do kontry i lay-up’em dał włocławianom przewagę 80:77. Jak się później okazało, te wydarzenia, dziejące się minutę przed końcem miały decydujące znaczenie dla wyniku.
Wszystko dlatego, że ostatnie sekundy stały pod znakiem twardej, a zarazem rozsądnej gry Rottweilerów w obronie. Najpierw mądrze faulował Michał Sokołowski, a później udało się tak nacisnąć w defensywie, że time-out i 10 sekund na zbudowanie akcji, to było za mało dla gospodarzy. W międzyczasie jeden punkt z linii rzutów wolnych trafił Deividas Dulkys, a dwa J.P. Prince i mecz zakończył się ciężko wywalczonym zwycięstwem Anwilu 81:79.
Dzięki wygranej z PGE Turowem Zgorzelec Anwil umocnił swoją pozycję w czubie tabeli TBL. Z bilansem 3:0 włocławianie przewodzą polskiej lidze.
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 79:81 (29:20, 19:23, 9:16, 22:22)
PGE Turów: Kulig 17, Prince 15, Dylewicz 11, Wiśniewski 11, Zigeranović 6, Chyliński 5, Taylor 4, Karolak 0, Stelmach 0
Anwil: Hajrić 17, Clanton 13, Katnić 13, Graham 9, Mijatović 9, Dulkys 8, Sokołowski 6, Kostrzewski 6, Witliński 0.