Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Niemoc

Sobota, 24 Stycznia 2015, 10:49, Michał Fałkowski

Boleśnie wygląda wynik, boleśnie dla kibiców Anwilu Włocławek wyglądał cały mecz z Asseco Gdynia. Rottweilery przegrały 65:100 ustępując rywalom właściwie w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Kwintesencją wydarzeń w Hali Gdynia był efektowny blok Przemysława Aťołnierewicza na Seidzie Hajrciu oraz wsad z półobrotem tego samego młodego zawodnika w ostatniej akcji.

Boleśnie wygląda wynik, boleśnie dla kibiców Anwilu Włocławek wyglądał cały mecz z Asseco Gdynia. Rottweilery przegrały 65:100 ustępując rywalom właściwie w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Kwintesencją wydarzeń w Hali Gdynia był efektowny blok Przemysława Aťołnierewicza na Seidzie Hajrciu oraz wsad z półobrotem tego samego młodego zawodnika w ostatniej akcji.

Tłumaczenie, że Anwil to bardziej doświadczona ekipa niż Asseco jest nie do końca sprawiedliwe, bo za stażem koszykarzy z Włocławka nie idzie długa, wspólna gra. Zupełnie odwrotnie jest w Gdyni, gdzie niemal niezmieniony skład współpracuje od kilkudziesięciu miesięcy, w każdym z nich rosnąc w siłę. Niemniej, to co działo się na Pomorzu w sobotni wieczór jest niewytłumaczalne i nie przystoi drużynie spod znaku Rottweilera.

Relację z meczu Asseco – Anwil należałoby właściwie ograniczyć tylko do opisu pierwszej kwarty, bo wszystko, co działo się później było już tylko jej konsekwencją. Niestety dla włocławian, inaugurujące dziesięć minut było popisem Asseco. Gospodarze grali szybko i skutecznie w ataku, ale jeszcze bardziej podobać się mogła ich obrona. Na obwodzie bardzo agresywni byli Filip Matczak i A.J. Walton, bliżej pola trzech sekund nie patyczkował się Piotr Szczotka, a bezpośrednie otoczenie tablicy kontrolował Ovidijus Galdikas. W efekcie Anwil albo w ogóle nie znajdował pozycji do rzutów, albo próbował niepewnych lobów nad wyciągniętymi rękami centra gospodarzy.

Gdy nic nie wychodziło, narastała frustracja i nawet uspokajające słowa i gesty trenera Predraga Krunicia nie pomagały. Faulu niesportowego dopuścił się Chase Simon, niepotrzebnie flopował Konrad Wysocki, piłkę nogami zatrzymywał Deonta Vaughn, a Andrea Crosariol w swoim stylu odpuszczał w obronie. Właściwie jedynym jaśniejszym punktem pierwszej połowy okazał się Mikołaj Witliński, który po wejściu na parkiet popisał się kilkoma odważnymi akcjami i mimo, że siłą ustępował Szczotce, to przynajmniej wykazywał ochotę do kreowania czegoś pozytywnego w ataku.

Szybko uzyskane przez gospodarzy 14:3, a później 30:10 było zwiastunem wielkich kłopotów Anwilu. Właściwie ani przez moment wysoka przewaga gdynian nie została zniwelowana i można by powiedzieć, że mecz był nudny. To jednak tylko perspektywa sympatyków włocławskiego zespołu. Fani Asseco z pewnością delektowali się każdą minutą. Nie można bowiem nie docenić błyskotliwego A.J. Waltona, który goląc głowę na łyso pozbył się jednocześnie słabych stron (wcześniej nie był tytanem egzekucji rzutów, a przeciw Anwilowi zdobył 22 punkty) oraz Filipa Matczaka, który harował przy indywidualnym kryciu, a mimo to nie łapał zadyszki w kontratakach.

Jakby jasnych punktów w drużynie Asseco było mało, swoje dołożył Przemysław Aťołnierewicz. Mierzący 196 cm wzrostu 19-latek w jednej z akcji tak zablokował Seida Hajricia, że jego defensywa wprost musi się znaleźć w Top10 stycznia. Na koniec, gdy Asseco dążyło do uzyskania okrągłej 100-punktowej zdobyczy i gdy już szanse na to wydawały się znikome Aťołnierewicz wybrał piłkę z kozła Maciejowi Raczyńskiemu i popędził do ataku. Będąc sam na sam z koszem najprawdopodobniej przypomniał sobie nieudany konkurs wsadów na KBC 2013 i postanowił pokazać Anwilowi, jaki postęp od tego czasu poczynił. Wyszedł w górę, obrócił się i wpakował piłkę do obręczy. Ustalił tym samym wynik na 100:65. Wynik, który mówi wszystko.

Co się stało w tym meczu zawodnikom Anwilu? To pytanie, na które muszą znaleźć odpowiedź trenerzy. Kilka minut dobrej obrony na początku drugiej połowy, skuteczny Chase Simon i błysk (tylko chwilowy) Mikołaja Witlińskiego, to zbyt mało, żeby ze spokojem przyjąć porażkę w tym ważnym dla układu tabeli meczu. Należy wierzyć, że tydzień dzielący drużynę od meczu z Rosą wystarczy, żeby szkoleniowcy znaleźli receptę, zdążyli zaaplikować lekarstwo i doprowadzić do szczęśliwego uzdrowienia. Wsparcie pozytywną energią od kibiców również wskazane.

 

Asseco Gdynia - Anwil Włocławek 100:65 (28:10, 27:20, 17:20, 28:15)

Asseco: Walton 22, Frasunkiewicz 15, Matczak 13, Szczotka 13, Kowalczyk 11, Galdikas 8, Radosavljević 6, Aťołnierewicz 6, Parzeński 4, Szymański 2, Paredes 0, Czerlonko 0

Anwil: Simon 23, Surmacz 12, Wysocki 8, Witliński 7, Hajrić 6, Eitutavicius 4, Crosariol 3, Raczyński 2, Vaughn 0, Krajniewski 0, Jankowski 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI