Do ostatnich sekund trwała walka o zwycięstwo w drugim meczu półfinału pomiędzy PGE Turowem Zgorzelec a Anwilem Włocławek. Pewnie wykonywane rzuty osobiste gospodarzy przeważyły jednak nad szalonymi trójkami Rottweilerów i to PGE Turów wygrał 83:80.
Do ostatnich sekund trwała walka o zwycięstwo w drugim meczu półfinału pomiędzy PGE Turowem Zgorzelec a Anwilem Włocławek. Pewnie wykonywane rzuty osobiste gospodarzy przeważyły jednak nad szalonymi trójkami Rottweilerów i to PGE Turów wygrał 83:80.
Przed rozpoczęciem rywalizacji półfinałowej wiadome było, że na skutek absencji Krzysztofa Szubargi zwiększyła się dysproporcja w szerokości składów Anwilu i PGE Turowa, a to bardzo często bywa decydujące w intensywnej serii. Niestety, jakby mało było włocławianom kłopotów kadrowych, w 13. minucie drugiego starcia kolano skręcił Przemysław Frasunkiewicz. Doświadczony skrzydłowy uderzony w starciu podkoszowym nie był już w stanie kontynuować gry, a była to tym bardziej bolesna strata, że „Franc” świetnie wszedł w mecz i miał już na swoim koncie 3 celne rzuty. Anwil prowadził wtedy 23:16 i na szczęście nie dał się wybić z rytmu.
Nieco zdezorientowani wydawali się natomiast gospodarze. Może dlatego, że włocławianie postawili im bardzo trudne warunki w obronie, a do tego szwankowała skuteczność z dystansu (1/11 x 3 PGE Turowa w pierwszej połowie). - Zależało nam na tym, żeby zagrać inaczej niż w pierwszym spotkaniu, naprawić mankamenty i zaskoczyć PGE Turów. Maksymalnie utrudnialiśmy grę naszym rywalom, ale sami przypłaciliśmy to utratą sił. Mimo mocno zawężonej rotacji, przeważaliśmy prawie przez trzy kwarty – podkreślał trener Milija Bogicević.
Szkoleniowiec Anwilu mógł być usatysfakcjonowany grą niemal każdego ze swoich koszykarzy. Szczególnie błyszczał Marcus Ginyard, który ponownie był nie do zatrzymania dla zgorzelczan. Gdy wiadomym tylko sobie sposobem dostawał się pod kosz, ratunkiem dla miejscowych okazywały się jedynie mocne faule Ivana Zigeranovicia. Ginyard nie zrażał się jednak brutalnością centra PGE Turowa i dalej, do spółki z Michałem Sokołowskim, powiększał konto punktowe Anwilu. W dużej mierze dzięki tej dwójce na początku trzeciej odsłony włocławianie prowadzili 47:37. Niestety, od tego momentu, aż do 31. minuty gospodarze zdobyli 26 punktów przy 10 niebiesko-biało-zielonych i zrobiło się 63:57.
Przewaga wypracowana przez zgorzelczan wzięła się w szczególności z dobrej gry Ivana Zigeranovicia. Center wykorzystywał fakt, iż sędziowie chętnie sięgali po gwizdek w sytuacjach podkoszowych i szybo zagrożeni ostatecznym zejściem z boiska byli Seid Hajrić i Mateusz Bartosz. Gdy Anwil zaczął mieć kłopoty w decydującej kwarcie, trener zagrał va banque i posłał na boisko mającego 4 faule Hajricia, a młodemu Dawidowi Słupińskiemu nakazał rozgrzewać się za linią boczną. Na szczęście podstawowy środkowy włocławian nie tylko nie popełnił błędu w postaci kolejnego przewinienia, ale przede wszystkim wniósł ożywienie w grę pod atakowaną tablicą.
Chociaż 5 minut przed końcem Anwil wrócił na prowadzenie (66:65), to później jednak nastąpiła fatalna w skutkach seria PGE Turowa. Sześć punktów zdobył Ivan Opacak, dwa dorzucił niezawodny Ivan Zigeranović i zrobiło się 73:66. Dawać zaczęło o sobie oczywiście zmęczenie, ale trzeba też oddać włocławianom, że im bardziej brakowało tchu, tym mocniej starali się wygrać mecz zaangażowaniem i walecznością. Znakomitym przykładem był tutaj Michał Sokołowski, który kolejne udane akcje przeplatał wizytami przy ławce rezerwowych w celu otarcia zlanych potem twarzy i rąk.
Właśnie rzuty wolne „Sokoła” doprowadziły do stanu 75:71 na 15 sekund przed końcem. Po chwili trójkę z faulem trafił Marcus Ginyard i wszystko ułożyłoby się znakomicie dla włocławian, gdyby nie fakt, że ich udane zagrania, gospodarze przeplatali świetnie wykonywanymi rzutami osobistymi. W ciągu decydujących dwóch minut koszykarze PGE Turowa wykorzystali każdą z 10 takich prób. 11 sekund przed ostatnim gwizdkiem z linii osobistych nie pomylił się Russell Robinson i było 81:77. W odpowiedzi szaloną trójkę ustrzelił Arvydas Eitutavicius (81:80), ale kolejne osobiste trafił faulowany David Jackson. Występujący w roli rozgrywającego Tony Weeden nie zdołał już znaleźć dogodnej pozycji do trafienia decydującego rzutu z dystansu i Anwil przegrał 83:80.
Wielkie emocje do ostatnich sekund wróżą dobre widowisko w kolejnym meczu we Włocławku. Choć Anwil przegrywa w serii 0:2, to swoją dobrą grą udowadnia, że w tej rywalizacji zdarzyć się może jeszcze wszystko.
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 83:80 (12:21, 25:24, 22:12, 24:23)
PGE Turów: Zigeranović 20, Chyliński 18, Robinson 11, Kulig 9, Jackson 9, Opacak 8, Cel 7, Stelmach 1, Micić 0
Anwil: Ginyard 23, Hajrić 12, Sokołowski 11, Eitutavicius 10, Boykin 7, Weeden 7, Frasunkiewicz 7, Bartosz 3, Jovanović 0, Vasojević 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI
Nieco zdezorientowani wydawali się natomiast gospodarze. Może dlatego, że włocławianie postawili im bardzo trudne warunki w obronie, a do tego szwankowała skuteczność z dystansu (1/11 x 3 PGE Turowa w pierwszej połowie). - Zależało nam na tym, żeby zagrać inaczej niż w pierwszym spotkaniu, naprawić mankamenty i zaskoczyć PGE Turów. Maksymalnie utrudnialiśmy grę naszym rywalom, ale sami przypłaciliśmy to utratą sił. Mimo mocno zawężonej rotacji, przeważaliśmy prawie przez trzy kwarty – podkreślał trener Milija Bogicević.
Szkoleniowiec Anwilu mógł być usatysfakcjonowany grą niemal każdego ze swoich koszykarzy. Szczególnie błyszczał Marcus Ginyard, który ponownie był nie do zatrzymania dla zgorzelczan. Gdy wiadomym tylko sobie sposobem dostawał się pod kosz, ratunkiem dla miejscowych okazywały się jedynie mocne faule Ivana Zigeranovicia. Ginyard nie zrażał się jednak brutalnością centra PGE Turowa i dalej, do spółki z Michałem Sokołowskim, powiększał konto punktowe Anwilu. W dużej mierze dzięki tej dwójce na początku trzeciej odsłony włocławianie prowadzili 47:37. Niestety, od tego momentu, aż do 31. minuty gospodarze zdobyli 26 punktów przy 10 niebiesko-biało-zielonych i zrobiło się 63:57.
Przewaga wypracowana przez zgorzelczan wzięła się w szczególności z dobrej gry Ivana Zigeranovicia. Center wykorzystywał fakt, iż sędziowie chętnie sięgali po gwizdek w sytuacjach podkoszowych i szybo zagrożeni ostatecznym zejściem z boiska byli Seid Hajrić i Mateusz Bartosz. Gdy Anwil zaczął mieć kłopoty w decydującej kwarcie, trener zagrał va banque i posłał na boisko mającego 4 faule Hajricia, a młodemu Dawidowi Słupińskiemu nakazał rozgrzewać się za linią boczną. Na szczęście podstawowy środkowy włocławian nie tylko nie popełnił błędu w postaci kolejnego przewinienia, ale przede wszystkim wniósł ożywienie w grę pod atakowaną tablicą.
Chociaż 5 minut przed końcem Anwil wrócił na prowadzenie (66:65), to później jednak nastąpiła fatalna w skutkach seria PGE Turowa. Sześć punktów zdobył Ivan Opacak, dwa dorzucił niezawodny Ivan Zigeranović i zrobiło się 73:66. Dawać zaczęło o sobie oczywiście zmęczenie, ale trzeba też oddać włocławianom, że im bardziej brakowało tchu, tym mocniej starali się wygrać mecz zaangażowaniem i walecznością. Znakomitym przykładem był tutaj Michał Sokołowski, który kolejne udane akcje przeplatał wizytami przy ławce rezerwowych w celu otarcia zlanych potem twarzy i rąk.
Właśnie rzuty wolne „Sokoła” doprowadziły do stanu 75:71 na 15 sekund przed końcem. Po chwili trójkę z faulem trafił Marcus Ginyard i wszystko ułożyłoby się znakomicie dla włocławian, gdyby nie fakt, że ich udane zagrania, gospodarze przeplatali świetnie wykonywanymi rzutami osobistymi. W ciągu decydujących dwóch minut koszykarze PGE Turowa wykorzystali każdą z 10 takich prób. 11 sekund przed ostatnim gwizdkiem z linii osobistych nie pomylił się Russell Robinson i było 81:77. W odpowiedzi szaloną trójkę ustrzelił Arvydas Eitutavicius (81:80), ale kolejne osobiste trafił faulowany David Jackson. Występujący w roli rozgrywającego Tony Weeden nie zdołał już znaleźć dogodnej pozycji do trafienia decydującego rzutu z dystansu i Anwil przegrał 83:80.
Wielkie emocje do ostatnich sekund wróżą dobre widowisko w kolejnym meczu we Włocławku. Choć Anwil przegrywa w serii 0:2, to swoją dobrą grą udowadnia, że w tej rywalizacji zdarzyć się może jeszcze wszystko.
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 83:80 (12:21, 25:24, 22:12, 24:23)
PGE Turów: Zigeranović 20, Chyliński 18, Robinson 11, Kulig 9, Jackson 9, Opacak 8, Cel 7, Stelmach 1, Micić 0
Anwil: Ginyard 23, Hajrić 12, Sokołowski 11, Eitutavicius 10, Boykin 7, Weeden 7, Frasunkiewicz 7, Bartosz 3, Jovanović 0, Vasojević 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI