To był jeden z takich meczów, które chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. W Zgorzelcu Anwil Włocławek uległ PGE Turowowi 87:60, ani przez chwilę nie potrafiąc zmienić jednostronnego obrazu gry. – Właściwie, to już po 10 minutach mecz był rozstrzygnięty. Turów był drużyną lepszą pod każdym względem – tłumaczył trener Emir Mutapcić.
Tylko przez pierwsze dwie minuty meczu można było mieć nadzieję na pokonanie PGE Turowa. Od stanu 2:3 gospodarze zdobyli jednak 15 punktów z rzędu, wypracowując sobie bezpieczną przewagę. Brakowało przede wszystkim szybkich powrotów do obrony. Koszykarze ze Zgorzelca błyskawicznie przesuwali się na atakowaną połowę, zostawiając naszych obrońców za plecami i skutecznie kończąc kontry. – Mecz już wtedy był rozstrzygnięty, bo Turów przeważał pod każdym względem: zbilansowania gry, koncentracji i skuteczności. Tego wieczoru był zbyt mocny, żeby cokolwiek zmienić na boisku – mówił po meczu trener Emir Mutapcić.
Niestety, z pierwszej kwarty przegranej stosunkiem 25:12 włocławianie nie wyciągnęli odpowiednich wniosków. Ani obrona typu zona press, ani standardowa strefa nie skutkowały zatrzymaniem szarż gospodarzy. Szczególnie skuteczni byli Giedrius Gustats i Konrad Wysocki, którzy w pierwszej połowie zdobyli łącznie 21 punktów, czyli niewiele mniej niż cały zespół Anwilu (25). Przewaga PGE Turowa szybko zaczęła sięgać niemal trzydziestu punktów. Złożył się na to fakt, że drużyna ta mogła spokojnie egzekwować rzuty osobiste, przyznawane jej po szybko popełnionych pięciu faulach Anwilu. Gospodarze pozwolili sobie nawet na odrobinę nonszalancji, jak choćby przy kontrze w której Ronald Moore zgubił piłkę będąc już właściwe nad koszem.
W trzeciej kwarcie PGE Turów pod wodzą Konrada Wysockiego i Daniela Kickerta kontynuował koncertową grę. Skuteczne rzuty za trzy, efektowne bloki i kolejne zabójcze kontry sprawiły, że w 28. minucie konto punktowe gospodarzy było dwa razy większe niż u Anwilu (62:31). Frustracji widocznej u graczy pierwszej piątki włocławian nie udawało się ostudzić zmiennikom, choć Bartłomiej Wołoszyn i Seid Hajrić wnieśli do gry wiele pozytywów. Zdobyli 8 z 14 punktów Anwilu w trzeciej kwarcie, ratując bardzo niekorzystny wynik (67:39 po 30 minutach).
Zaliczki wypracowanej przez Turów oczywiście nie można było już odrobić w ostatniej kwarcie i dlatego trener Anwilu zdecydował się na wpuszczenie na boisko 18-letniego Michała Pietrzaka. Młodzian odpłacił się dwoma celnymi rzutami i jako jeden z niewielu zasłużył po meczu na pochwałę. – Okazało się, że Michał Pietrzak i Bartłomiej Wołoszyn byli dziś najbardziej skoncentrowanymi koszykarzami w mojej drużynie. To duży zawód dla mnie – tłumaczył szkoleniowiec włocławian. Do grona walczaków zaliczyć można jeszcze Krzysztofa Szubargę, który w pewnym momencie zachowywał się, jakby był ostatnim żołnierzem na terenie podbitym przez przeciwnika. Walczył o przechwyty, rzucał za trzy, kończył kontrataki, czym zmniejszył różnicę dzielącą zespoły do 27 punktów.
To było wszystko, co w Zgorzelcu mógł zdziałać Anwil. Ostatecznie nasz zespół przegrał 87:60 i o poprawę nastroju będzie musiał walczyć w kolejnym meczu. – Będziemy analizowali przyczyny tej porażki. Mam nadzieję, że to co się dzisiaj stało będzie impulsem do zmiany mentalności drużyny i już więcej takie mecze nam się nie przydarzą – podsumował trener Emir Mutapcić.
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 87:60 (22:12, 29:13, 16:14, 20:21)PGE Turów: Gustas 17, Wysocki 14, Kickert 13, Chyliński 13, Moore 7, Jackson 6, Cel 5, Gabiński 5, Mielczarek 3, Edwards 2, Lauderdalle 2, Jankowski 0
Anwil: Szubarga 12, Edwards 10, Wołoszyn 8, Lewis 8, Hajrić 6, Allen 6, Pietrzak 5, Berisha 5, Nowakowski 0, Majewski 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI