Anwil Włocławek odniósł kolejne zwycięstwo w Hali Mistrzów. Tym razem włocławianom nie sprostała drużyna AZS Koszalin, która postawiła jednak twarde warunki gospodarzom. Bohaterem okazał się Krzysztof Szubarga, który trafił decydujące punkty na 10 sekund przed końcem.
Anwil Włocławek odniósł kolejne zwycięstwo w Hali Mistrzów. Tym razem włocławianom nie sprostała drużyna AZS Koszalin, która postawiła jednak twarde warunki gospodarzom. Bohaterem okazał się Krzysztof Szubarga, który trafił decydujące punkty na 10 sekund przed końcem.
Trener drużyny AZS Koszalin od początku spotkania nakazał swoim zawodnikom grać jeden na jednego przeciwko Nikoli Jovanoviciowi. I o ile w pierwszej akcji George Reese trafił z półdystansu to najskuteczniejszy strzelec włocławian w tym sezonie momentalnie zrewanżował się celną trójką. Serb w pierwszej kwarcie zdobył sześć punktów, ale to goście prowadzili 12:9 po siedmiu minutach gry, głównie za sprawą dobrej gry Dante Swansona. Amerykański rozgrywający świetnie prowadził grę Akademików i już w pierwszych dziesięciu minutach miał na swoim koncie dziewięć punktów i dwie asysty.
Anwil w pierwszej części gry nie mógł przełamać dobrze dysponowanych gości, stąd na tablicy wyników widniał remis 17:17. Sygnał do ofensywy na początku drugiej kwarty dał Andrzej Pluta. Kapitan włocławskiego zespołu w krótkim odstępie czasu zdobył siedem punktów z rzędu i Anwil prowadził 22:19. AZS jednak nie pozostawał dłużny, a świetnie do drużyny wprowadził się nowy koszykarz koszalińskiego klubu, Mirko Kovac, który zdobył pięć punktów z rzędu i było już 32:26 dla przyjezdnych. Pod koniec pierwszej połowy zdziwienie w Hali Mistrzów było jeszcze większe, kiedy to AZS prowadził już 42:34.
Co ciekawe Anwil bardzo dobrze spisywał się na tablicach. Ten element gry, który jest mankamentem włocławian w tym meczu funkcjonował perfekcyjnie. Sam Alex Dunn, już po 14 minutach gry miał na swoim koncie aż 10 zbiórek, czyli zaledwie cztery mniej, niż cała drużyna AZS Koszalin. Ekipa Igora Griszczuka lepiej też trafiali z dystansu, trafiając pięć takich rzutów, przy tylko jednym koszalinian.
I to właśnie tym elementem gry Anwil wrócił gry po przerwie. Dwa razy trafił Dru Joyce, raz Jovanović, który także świetnie obsłużył podaniem Alexa Dunna i to gospodarze prowadzili 53:50. Łącznie nasza drużyna zdobyła w trzeciej kwarcie aż 30 punktów, co wymiernie przyczyniło się do odzyskania prowadzenia w tym spotkaniu, a nawet uzyskania sześciopunktowej zaliczki przed ostatnią częścią gry.
AZS na nieco ponad sześć minut przed końcem przegrywał już tylko 66:67, głównie za sprawą problemów Anwilu z wyprowadzeniem piłki. Za pięć fauli boisko musiał opuścić Dru Joyce, a mniejszą ilość minut na parkiecie spędzał Krzysztof Szubarga, który zmagał się z drobnym urazem. To sprawiło, że za rozgrywanie odpowiedzialny był Kamil Chanas, który nominalnie jest rzucającym i koszalinianie skrzętnie to wykorzystywali, agresywnie naciskając na zawodnika Anwilu.
Szubarga jednak pojawił się na boisku i na trzy i pół minuty przed końcem trafił ważną trójkę, która wyrównała stan meczu na 71:71. Do ostatniego gwizdka trwała już walka kosz za kosz i jak tylko Andrzej Pluta trafił na 70 sekund przed końcową syreną, to zaledwie dziesięć sekund później rzutami wolnymi odpowiedział Igor Milicić.
Gdy Mirko Kovac trafił rzut wolny na nieco ponad 20 sekund przed końcem było 76:75 dla AZS. W rewanżu Krzysztof Szubarga świetnie minał obrońców koszalinian, wszedł pod kosz i zdobył dwa punkty, które wyprowadziły Anwil na prowadzenie 77:76 na 10 sekund przed końcem. I to właśnie one dały zwycięstwo włocławianom, bowiem decydującego rzutu za trzy w ostatniej sekundzie nie trafił Kovac. Anwil wygrał 77:76.
Anwil - AZS Koszalin 77:76 (17:17, 19:25, 30:18, 11:16)
Anwil: Nikola Jovanovic 16, Alex Dunn 15, Andrzej Pluta 11, Bartłomiej Wołoszyn 9, James Joyce 8, Krzysztof Szubarga 8, Rashard Sullivan 5, Mujo Tuljković 3, Kamil Chanas 2.
AZS: Dante Swanson 19, Vladimir Tica 16, Mirko Kovać 12, George Reese 10, Grzegorz Arabas 6, Michael Kuebler 5, Adam Metelski 3, Igor Milicić 3, Grzegorz Surmacz 2.
Trener drużyny AZS Koszalin od początku spotkania nakazał swoim zawodnikom grać jeden na jednego przeciwko Nikoli Jovanoviciowi. I o ile w pierwszej akcji George Reese trafił z półdystansu to najskuteczniejszy strzelec włocławian w tym sezonie momentalnie zrewanżował się celną trójką. Serb w pierwszej kwarcie zdobył sześć punktów, ale to goście prowadzili 12:9 po siedmiu minutach gry, głównie za sprawą dobrej gry Dante Swansona. Amerykański rozgrywający świetnie prowadził grę Akademików i już w pierwszych dziesięciu minutach miał na swoim koncie dziewięć punktów i dwie asysty.
Anwil w pierwszej części gry nie mógł przełamać dobrze dysponowanych gości, stąd na tablicy wyników widniał remis 17:17. Sygnał do ofensywy na początku drugiej kwarty dał Andrzej Pluta. Kapitan włocławskiego zespołu w krótkim odstępie czasu zdobył siedem punktów z rzędu i Anwil prowadził 22:19. AZS jednak nie pozostawał dłużny, a świetnie do drużyny wprowadził się nowy koszykarz koszalińskiego klubu, Mirko Kovac, który zdobył pięć punktów z rzędu i było już 32:26 dla przyjezdnych. Pod koniec pierwszej połowy zdziwienie w Hali Mistrzów było jeszcze większe, kiedy to AZS prowadził już 42:34.
Co ciekawe Anwil bardzo dobrze spisywał się na tablicach. Ten element gry, który jest mankamentem włocławian w tym meczu funkcjonował perfekcyjnie. Sam Alex Dunn, już po 14 minutach gry miał na swoim koncie aż 10 zbiórek, czyli zaledwie cztery mniej, niż cała drużyna AZS Koszalin. Ekipa Igora Griszczuka lepiej też trafiali z dystansu, trafiając pięć takich rzutów, przy tylko jednym koszalinian.
I to właśnie tym elementem gry Anwil wrócił gry po przerwie. Dwa razy trafił Dru Joyce, raz Jovanović, który także świetnie obsłużył podaniem Alexa Dunna i to gospodarze prowadzili 53:50. Łącznie nasza drużyna zdobyła w trzeciej kwarcie aż 30 punktów, co wymiernie przyczyniło się do odzyskania prowadzenia w tym spotkaniu, a nawet uzyskania sześciopunktowej zaliczki przed ostatnią częścią gry.
AZS na nieco ponad sześć minut przed końcem przegrywał już tylko 66:67, głównie za sprawą problemów Anwilu z wyprowadzeniem piłki. Za pięć fauli boisko musiał opuścić Dru Joyce, a mniejszą ilość minut na parkiecie spędzał Krzysztof Szubarga, który zmagał się z drobnym urazem. To sprawiło, że za rozgrywanie odpowiedzialny był Kamil Chanas, który nominalnie jest rzucającym i koszalinianie skrzętnie to wykorzystywali, agresywnie naciskając na zawodnika Anwilu.
Szubarga jednak pojawił się na boisku i na trzy i pół minuty przed końcem trafił ważną trójkę, która wyrównała stan meczu na 71:71. Do ostatniego gwizdka trwała już walka kosz za kosz i jak tylko Andrzej Pluta trafił na 70 sekund przed końcową syreną, to zaledwie dziesięć sekund później rzutami wolnymi odpowiedział Igor Milicić.
Gdy Mirko Kovac trafił rzut wolny na nieco ponad 20 sekund przed końcem było 76:75 dla AZS. W rewanżu Krzysztof Szubarga świetnie minał obrońców koszalinian, wszedł pod kosz i zdobył dwa punkty, które wyprowadziły Anwil na prowadzenie 77:76 na 10 sekund przed końcem. I to właśnie one dały zwycięstwo włocławianom, bowiem decydującego rzutu za trzy w ostatniej sekundzie nie trafił Kovac. Anwil wygrał 77:76.
Anwil - AZS Koszalin 77:76 (17:17, 19:25, 30:18, 11:16)
Anwil: Nikola Jovanovic 16, Alex Dunn 15, Andrzej Pluta 11, Bartłomiej Wołoszyn 9, James Joyce 8, Krzysztof Szubarga 8, Rashard Sullivan 5, Mujo Tuljković 3, Kamil Chanas 2.
AZS: Dante Swanson 19, Vladimir Tica 16, Mirko Kovać 12, George Reese 10, Grzegorz Arabas 6, Michael Kuebler 5, Adam Metelski 3, Igor Milicić 3, Grzegorz Surmacz 2.