Gdy dołącza się do zespołu w trakcie rozgrywek, nie ma czasu na stopniową aklimatyzację. Nowy koszykarz niemal z miejsca poddawany jest dużej presji i musi się liczyć z natychmiastowymi ocenami. Świetnie rozumie to Lawrence Kinnard, który dotarł do Włocławka we wtorek późnym wieczorem, a w środę rano poddał się testom fizycznym i zaprezentował dziennikarzom.
Gdy dołącza się do zespołu w trakcie rozgrywek, nie ma czasu na stopniową aklimatyzację. Nowy koszykarz niemal z miejsca poddawany jest dużej presji i musi się liczyć z natychmiastowymi ocenami. Świetnie rozumie to Lawrence Kinnard, który dotarł do Włocławka we wtorek późnym wieczorem, a w środę rano poddał się testom fizycznym i zaprezentował dziennikarzom.
- Jestem trochę zmęczony, ale nie zamierzam narzekać. Dla mnie sezon właśnie się zaczyna i jego intensywność to dobra informacja – mówił Lawrence Kinnard po wypełnieniu porannych obowiązków. A polegały one na zapoznaniu się z zapleczem sportowym włocławskiego klubu i Halą Mistrzów, testach fizycznych zaordynowanych przez sztab trenerski Anwilu i spotkaniu z dziennikarzami.
Nie bez powodów, w każdym z punktów przedpołudniowego programu zajęć nasz nowy koszykarz czuł się bardzo pewnie. Będąc w Stanach Zjednoczonych dbał bowiem o formę fizyczną, którą dziś mógł się pochwalić. - Trenowałem w obiektach należących do mojej szkoły średniej. Chodziłem na siłownię i starałem się korzystać z każdej okazji do gry. Oczywiście nie zmuszałem się do sprintów, które na pewno będę biegać pod okiem trenerów, ale wszystkie pozostałe ćwiczenia wykonywałem sumiennie. Starałem się być w formie, bo wiedziałem, że w każdej chwili mogę znaleźć sobie zespół.-
Lawrence Kinnard podpisał z Anwilem kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2011/2012. Jedną z przyczyn, dla których wybór padł właśnie na niego jest fakt, że grając w polskiej lidze dał się poznać jako uniwersalny skrzydłowy, mogący pomóc zespołowi na pozycjach numer trzy i cztery. I taką właśnie rolę przewidział dla niego trener Emir Mutapcić, co w trakcie spotkania z dziennikarzami potwierdził kierownik drużyny, Hubert Śledziński. Wiadomo już, że Amerykanin nosić będzie strój z numerem 45.
Mimo, że Kinnard aż dwa lata grał w Treflu Sopot, to zbliżającego się wielkimi krokami meczu Anwilu z tym rywalem nie traktuje w sposób wyjątkowy. - Do każdego spotkania podchodzę z maksymalnym zaangażowaniem i nie będę zwracał większej uwagi na to, że moimi rywalami będą dawni koledzy. Profesjonalny koszykarz musi pamiętać, że każdy mecz ma swoją stawkę i wybieranie sobie ważniejszych i mniej ważnych byłoby niepoważne. Fajnie będzie zagrać przeciw swojej byłej drużynie, ale nic poza tym.-
W środowy poranek Amerykanin już myślał o zbliżającym się pierwszym treningu z drużyną. – To jest trochę stresująca sytuacja, bo nie mam pojęcia, jak przyjmą mnie zawodnicy, którzy już się dobrze znają – mówił dodając, że ma nadzieję, iż do zespołu wprowadzi go kapitan Anwilu, którego pamięta z gry w TBL. – Łukasz Majewski był trudnym przeciwnikiem i cieszę się, że teraz będę grał razem z nim. Z koszykarzy Anwilu jego znam najlepiej. Mam nadzieję, że z pozostałymi też szybko złapię dobry kontakt i stworzymy zespół walczący o najwyższe cele w lidze.
Podczas prezentacji Kinnarda przedstawiciele klubu poinformowali, że już jutro ogłoszone zostanie nazwisko rozgrywającego, który zamknie skład Anwilu.
Nie bez powodów, w każdym z punktów przedpołudniowego programu zajęć nasz nowy koszykarz czuł się bardzo pewnie. Będąc w Stanach Zjednoczonych dbał bowiem o formę fizyczną, którą dziś mógł się pochwalić. - Trenowałem w obiektach należących do mojej szkoły średniej. Chodziłem na siłownię i starałem się korzystać z każdej okazji do gry. Oczywiście nie zmuszałem się do sprintów, które na pewno będę biegać pod okiem trenerów, ale wszystkie pozostałe ćwiczenia wykonywałem sumiennie. Starałem się być w formie, bo wiedziałem, że w każdej chwili mogę znaleźć sobie zespół.-
Lawrence Kinnard podpisał z Anwilem kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2011/2012. Jedną z przyczyn, dla których wybór padł właśnie na niego jest fakt, że grając w polskiej lidze dał się poznać jako uniwersalny skrzydłowy, mogący pomóc zespołowi na pozycjach numer trzy i cztery. I taką właśnie rolę przewidział dla niego trener Emir Mutapcić, co w trakcie spotkania z dziennikarzami potwierdził kierownik drużyny, Hubert Śledziński. Wiadomo już, że Amerykanin nosić będzie strój z numerem 45.
Mimo, że Kinnard aż dwa lata grał w Treflu Sopot, to zbliżającego się wielkimi krokami meczu Anwilu z tym rywalem nie traktuje w sposób wyjątkowy. - Do każdego spotkania podchodzę z maksymalnym zaangażowaniem i nie będę zwracał większej uwagi na to, że moimi rywalami będą dawni koledzy. Profesjonalny koszykarz musi pamiętać, że każdy mecz ma swoją stawkę i wybieranie sobie ważniejszych i mniej ważnych byłoby niepoważne. Fajnie będzie zagrać przeciw swojej byłej drużynie, ale nic poza tym.-
W środowy poranek Amerykanin już myślał o zbliżającym się pierwszym treningu z drużyną. – To jest trochę stresująca sytuacja, bo nie mam pojęcia, jak przyjmą mnie zawodnicy, którzy już się dobrze znają – mówił dodając, że ma nadzieję, iż do zespołu wprowadzi go kapitan Anwilu, którego pamięta z gry w TBL. – Łukasz Majewski był trudnym przeciwnikiem i cieszę się, że teraz będę grał razem z nim. Z koszykarzy Anwilu jego znam najlepiej. Mam nadzieję, że z pozostałymi też szybko złapię dobry kontakt i stworzymy zespół walczący o najwyższe cele w lidze.
Podczas prezentacji Kinnarda przedstawiciele klubu poinformowali, że już jutro ogłoszone zostanie nazwisko rozgrywającego, który zamknie skład Anwilu.