Przed nami finał fazy szóstek w Hali Mistrzów. Rywalem Anwilu Włocławek będzie Trefl Sopot, czyli wciąż aktualny wicemistrz Polski i drużyna realnie myśląca o kolejnym finale. Rottweilery przygotowują się na ciężki bój, bo w II Etapie TBL Trefl na wyjazdach nie przegrywa. Czy teraz będzie inaczej?
Przed nami finał fazy szóstek w Hali Mistrzów. Rywalem Anwilu Włocławek będzie Trefl Sopot, czyli wciąż aktualny wicemistrz Polski i drużyna realnie myśląca o kolejnym finale. Rottweilery przygotowują się na ciężki bój, bo w II Etapie TBL Trefl na wyjazdach nie przegrywa. Czy teraz będzie inaczej?
Anwil Włocławek nie ma nawet chwili na złapanie oddechu w decydującym momencie sezonu. Gra praktycznie co trzy dni i mecze musi jeszcze przeplatać treningami oraz przejazdami. Koszykarze chociaż przekonują, że są gotowi na tak intensywny terminarz, to jednak muszą odczuwać jego trudy. – Dla zespołu nieraz dobrze jest tak podkręcić tempo, bo otwiera się szansa na rotację szerszym składem. Zawodnicy rezerwowi otrzymują więcej minut i czują się dowartościowani. Nie mamy więc zamiaru narzekać na terminarz. Trzeba się po prostu wziąć w garść i skorzystać z akumulatorów naładowanych w czasie przygotowań kondycyjnych – mówi Michał Sokołowski, skrzydłowy Anwilu.
Właśnie kondycja będzie słowem kluczem w starciu z Treflem. Krzysztof Szubarga musi wytrzymać tempo wszędobylskiego Franka Turnera, Marcus Ginyard powinien zaopiekować się Adamem Waczyńskim, a dużą pracę pod koszem ma do wykonania Ruben Boykin. Po raz kolejny wielka odpowiedzialność spadnie też na barki Seida Hajricia, który ma do ogrania solidny duet Kurt Looby - Sime Spralja. I musi pamiętać, że w sobotnim meczu nie będzie mowy o chwili odpoczynku. Pracujący obecnie w Sopocie trener Krzysztof Szablowski na pewno zwróci swoim koszykarzom uwagę na to, żeby spróbowali wykorzystać zmęczenie włocławskiego centra i jego kolegów.
- Nie wiem na co liczą nasi przeciwnicy, ale jeśli sądzą, że będziemy unikać kontaktowej gry ze względu na nieco intensywniejszy terminarz, to się pomylą. Po ostatnich meczach, w których nie zagraliśmy dostatecznie twardo, teraz po prostu musimy pokazać mocną, ambitną koszykówkę. Jesteśmy zespołem, który potrafi się odrodzić w jednej chwili i wierzę, że tak właśnie będzie w sobotę – mówi Krzysztof Szubarga, kapitan Rottweilerów.
Trefl też ma coś do udowodnienia. Nie dość, że przed dwoma tygodniami przegrał u siebie z Anwilem, to później długo nie potrafił podnieść się z kolan. Wicemistrzowie Polski chociaż nie grają źle, to we własnej hali przez trzy kolejki byli bezsilni. Tyle tylko, że teraz grać będą we Włocławku, a wyjazdy w ich wykonaniu, to zupełnie inna historia. – Wiemy, że Trefl w fazie szóstek wygrał wszystkie dotychczasowe mecze w obcych halach. Wiemy, że Filip Dylewicz bardzo dobrze czuje się w naszym obiekcie. Wiemy też, że Adam Waczyński potrafi się mobilizować na Anwil. Tyle tylko, że to wszystko jest teoria. W bezpośrednim starciu wydarzyć się może wszystko – mówi Mateusz Bartosz, skrzydłowy Anwilu, który ostatnio gra częściej jako center.
13 kwietnia w Hali Mistrzów spotkają się dwie drużyny z wielkimi ambicjami. Wygra ta, która do aspektów wolicjonalnych dołoży walkę, skuteczność i poświęcenie. Początek meczu o godz. 15:00. Każdy kto przyjdzie wspierać Rottweilery otrzyma magazyn meczowy z wywiadem z Arvydasem Eitatuviciusem oraz plakat Anwilu Włocławek.
Transmisja z meczu w TVP Sport oraz w Radio GRA.
Właśnie kondycja będzie słowem kluczem w starciu z Treflem. Krzysztof Szubarga musi wytrzymać tempo wszędobylskiego Franka Turnera, Marcus Ginyard powinien zaopiekować się Adamem Waczyńskim, a dużą pracę pod koszem ma do wykonania Ruben Boykin. Po raz kolejny wielka odpowiedzialność spadnie też na barki Seida Hajricia, który ma do ogrania solidny duet Kurt Looby - Sime Spralja. I musi pamiętać, że w sobotnim meczu nie będzie mowy o chwili odpoczynku. Pracujący obecnie w Sopocie trener Krzysztof Szablowski na pewno zwróci swoim koszykarzom uwagę na to, żeby spróbowali wykorzystać zmęczenie włocławskiego centra i jego kolegów.
- Nie wiem na co liczą nasi przeciwnicy, ale jeśli sądzą, że będziemy unikać kontaktowej gry ze względu na nieco intensywniejszy terminarz, to się pomylą. Po ostatnich meczach, w których nie zagraliśmy dostatecznie twardo, teraz po prostu musimy pokazać mocną, ambitną koszykówkę. Jesteśmy zespołem, który potrafi się odrodzić w jednej chwili i wierzę, że tak właśnie będzie w sobotę – mówi Krzysztof Szubarga, kapitan Rottweilerów.
Trefl też ma coś do udowodnienia. Nie dość, że przed dwoma tygodniami przegrał u siebie z Anwilem, to później długo nie potrafił podnieść się z kolan. Wicemistrzowie Polski chociaż nie grają źle, to we własnej hali przez trzy kolejki byli bezsilni. Tyle tylko, że teraz grać będą we Włocławku, a wyjazdy w ich wykonaniu, to zupełnie inna historia. – Wiemy, że Trefl w fazie szóstek wygrał wszystkie dotychczasowe mecze w obcych halach. Wiemy, że Filip Dylewicz bardzo dobrze czuje się w naszym obiekcie. Wiemy też, że Adam Waczyński potrafi się mobilizować na Anwil. Tyle tylko, że to wszystko jest teoria. W bezpośrednim starciu wydarzyć się może wszystko – mówi Mateusz Bartosz, skrzydłowy Anwilu, który ostatnio gra częściej jako center.
13 kwietnia w Hali Mistrzów spotkają się dwie drużyny z wielkimi ambicjami. Wygra ta, która do aspektów wolicjonalnych dołoży walkę, skuteczność i poświęcenie. Początek meczu o godz. 15:00. Każdy kto przyjdzie wspierać Rottweilery otrzyma magazyn meczowy z wywiadem z Arvydasem Eitatuviciusem oraz plakat Anwilu Włocławek.
Transmisja z meczu w TVP Sport oraz w Radio GRA.