W 7. kolejce II Etapu Tauron Basket Ligi Anwil Włocławek przegrał ze Stelmetem Zielona Góra 66:83. Włocławianie, mimo skutecznej gry Piotra Pamuły i Jordana Callahana, nie zdołali znaleźć odpowiedzi na agresywną obronę gospodarzy. Ich wyższość Rottweilery musiały uznać już po raz czwarty w tym sezonie.
Każda z drużyn przystępujących do środowego meczu miała swój plan na zwycięstwo. Anwil postanowił grać to, co przyniosło mu powodzenie w dwóch ostatnich spotkaniach, czyli obronę strefową. Stelmet, robił wszystko, żeby wykorzystać atuty szerszej rotacji i lepszej atletyczności swoich graczy. Bazując na tych elementach gospodarze agresywnie bronili, wymuszali dużo strat i zdobywali punkty z szybkich ataków.
Początek meczu nie zapowiadał jednak, że taktyka zielonogórzan tak wyraźnie weźmie górę nad planem Anwilu. Dobrze mecz zaczął Piotr Pamuła, punkty dorzucili Jordan Callahan, Danilo Mijatović oraz Seid Hajrić i włocławianie prowadzili 12:4. Z upływem minut gospodarze zaczęli się jednak odnajdować w obronie strefowej rywala. Receptę na nią znaleźli w szybkich akcjach, które starali się kończyć zanim Rottweilery znajdowały właściwe ustawienie. Na prowadzenie Stelmet wyszedł równo z syreną kończącą pierwszą kwartę. Łukasz Koszarek, tak jak przed kilkoma tygodniami w Hali Mistrzów, trafił za trzy w kontrze i było 21:20.
Sytuacja pogorszyła się jeszcze, gdy w drugiej odsłonie włocławianie zaczęli trochę za flegmatycznie zajmować pozycje przy własnej tablicy. Nawet gdy obrona strefowa przynosiła efekty w postaci przestrzelonych rzutów z trudnych pozycji, to rywale nazbyt często notowali zbiórki w ataku. Brak zastawienia zemścił się okrutnie, bo druga kwarta przegrana 28:12 niemal przesądzała o porażce na trudnym zielonogórskim terenie. Mistrzowie Polski, którzy we własnej hali ulegli dotąd tylko jednemu przeciwnikowi (PGE Turowowi), wiedzieli doskonale jak utrzymać, a momentami nawet powiększyć pokaźną przewagę.
Rozgrywający Anwilu, kryci przez niskich skrzydłowych Stelmetu, nie byli w stanie właściwie poukładać ofensywy. Przewaga wzrostu i siły gospodarzy przekładała się na wymuszone straty, a te zamieniane były na łatwe punkty. Zamiast więc odrabiać, włocławianie tracili dystans. W 31. minucie przegrywali 85:48 i jasne było, że zielonogórzanie skompletują coś na podobieństwo pokerowej karety, czyli czwarte zwycięstwo w konfrontacji z Rottweilerami.
Szczęśliwie, Anwilowi do końca nie zabrakło ambicji. Nawet gdy rezultat był przesądzony, trwały ataki na kosz rywali i próby zniwelowania strat. Po rzutach Jordana Callahana, Michała Sokołowskiego i najskuteczniejszego tego wieczora Piotra Pamuły, udało się nieco zbliżyć do gospodarzy. Mecz zakończył się wynikiem 83:66, który dobrze oddaje przewagę Mistrzów Polski.
W drugim, ważnym dla Anwilu meczu 7. kolejki II Etapu TBL Energa Czarni pokonali wysoko Rosę 83:57. Oznacza to utrzymanie przez Rottweilery czwartej pozycji w tabeli, ale jednocześnie daje jasny sygnał, że w następnej kolejce trzeba bardzo uważać na drużynę ze Słupska.
Stelmet Zielona Góra – Anwil Włocławek 83:66 (21:20, 28:12, 21:14, 13:20)
Stelmet: Zamojski 15, Dragicević 12, Koszarek 11, Hrycaniuk 10, Ginyard 7, Cel 7, Cesnauskis 6, Sroka 6, Chanas 5, Eyenga 4, Kucharek 0, Ponitka 0
Anwil: Pamuła 18, Callahan 16, Kostrzewski 9, Mijatović 8, Sokołowski 8, Hajrić 6, Graham 1, Witliński 0, Jankowski 0