Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Koszmar trwa...

Niedziela, 26 Października 2014, 7:30, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek przegrał czwarte spotkanie z rzędu... Koszmar czarnej serii trwa. Tym razem w Hali Mistrzów lepsi okazali się koszykarze King Wilków Morskich Szczecin, którzy wygrali mecz 74:71. Dla beniaminka było to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.

Przede meczem ponownie były wielkie nadzieje i spore oczekiwania, a po 40 minutach spotkania - ponownie wielki zawód. Anwil Włocławek zagrał poprawnie tylko w trzeciej kwarcie meczu, ale jak powszechnie wiadomo, jedna dobra kwarta to zdecydowanie za mało, by zapisać po swojej stronie zwycięstwo. Rottweilery zerwały się do odrabiania strat tuż po zmianie stron i choć w pewnym momencie starcia dyktowały warunki gry, to jednak w końcówce więcej zimnej krwi zachowali goście, którzy wywieźli wygraną z Hali Mistrzów. Pierwszą w sezonie.

Niedzielne spotkanie z King Wilkami Morskimi Szczecin było identyczne pod względem przebiegu gry, jak dwa wcześniejsze: przeciwko Asseco Gdynia i Polskiemu Cukrowi Toruń. Włocławianie rozpoczęli z impetem pierwszą kwartę, ale w miarę jak rywal odzyskiwał rytm, popełniali coraz więcej błędów. Tym samym po pierwszej kwarcie to szczecinianie prowadzili 20:16, a po do przerwy - nawet 38:29. Gospodarze mieli wielkie problemy z umieszczeniem piłki w obręczy, trafiając zaledwie 8 z 30 rzutów z gry w pierwszej części starcia, podczas gdy przeciwnicy grali bardzo zespołowo. Już po dwóch kwartach mieli na koncie osiem asyst (dwa razy więcej niż miejscowi) i ośmiu zawodników w szeregach Wilków zdobywało punkty.

Mimo słabej drugiej kwarcie, zawodnicy wyszli na parkiet po przerwie bardzo zmotywowani. Szczególnie zdeterminowani wydawali się być Arvydas Eitutavicius oraz Konrad Wysocki i rzeczywiście: Litwin raz po raz zaciekle atakował obręcz, pomagając swoim wyższym kolegom w walce na tablicach (dziewięć zbiórek w całym spotkaniu), a Wysocki powstrzymał się od rzutów (do przerwy tylko 1/7) i częściej oddawał piłkę. Jego podania wykorzystywał Seid Hajrić, który zdobył aż 12 punktów w tej części meczu i jak przystało na kapitana, wyprowadził Anwil na prowadzenie. Przed decydującym fragmentem pojedynku Rottweilery były bowiem bliżej wygranej, rzucając w trzeciej odsłonie aż 31 punktów (o dwa więcej, niż do przerwy) i prowadząc tym samym 60:55.

Dlaczego więc przez siedem następnych minut włocławianie tylko raz trafili do kosza? To pytanie z pewnością zadawali sobie już w trakcie gry, a także zadają do teraz, gdyż tak słaba postawa w ataku musiała zostać wykorzystana przez rywali, którzy szybko odzyskali rytm, przełamali gospodarzy i wykorzystując swoje atuty - m.in. zimnokrwistość Paweła Kikowskiego w końcówce meczu (19 oczek) - zabrali dwa punkty z parkietu w Hali Mistrzów.

W odniesieniu zwycięstwa włocławianom nie pomógł włoski środkowy zakontraktowany dwa dni temu. Andrea Crosariol, bo o nim mowa, wybiegł na parkiet po odbyciu zaledwie dwóch treningów z zespołem Anwilu i od razu otrzymał od trenera Mariusza Niedbalskiego kredyt zaufania w postaci 17 minut. W tym czasie zanotował dwa punkty, zebrał pięć piłek z tablic i dwukrotnie zablokował rywali. Popełnił jednak również trzy straty, a cały zespół Anwilu miał ich razem 16. Mniej, niż średnia drużyny, ale wynik ten i tak jest daleki od ideału. Jak i wynik meczu.

Anwil Włocławek - King Wilki Morskie Szczecin 71:74 (16:20, 13:18, 31:17, 11:19)

Anwil: Simon 15, Hajrić 14, Eitutavicius 12, Wysocki 10, Surmacz 5, Vaughn 5, Crosariol 4, Witliński 4, Raczyński 2, Jankowski 0, Krajniewski 0

Wilki Morskie: Kikowski 19, Kowalenko 17, Releford 13, Harris 7, Flieger 6, Gregory 4, Mazur 4, Majcherek 3, Pytyś 1