Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Koniec roku, koniec serii wygranych

Niedziela, 28 Grudnia 2014, 9:54, Michał Fałkowski

Nie udała się Anwilowi Włocławek wyprawa na Dolny Śląsk. We Wrocławiu nasi koszykarze przegrali 91:72 zawodząc przede wszystkim w obronie. Losy spotkania ustawiły pierwsze minuty meczu przegrane 4:18 oraz późniejszy brak zdecydowania w momentach, gdy Śląsk był na wyciągnięcie ręki. Szkoda zwłaszcza czwartej kwarty i faulu przez który superskuteczny Chase Simon musiał usiąść na ławce.

Nie udała się Anwilowi Włocławek wyprawa na Dolny Śląsk. We Wrocławiu nasi koszykarze przegrali 91:72 zawodząc przede wszystkim w obronie. Losy spotkania ustawiły pierwsze minuty meczu przegrane 4:18 oraz późniejszy brak zdecydowania w momentach, gdy Śląsk był na wyciągnięcie ręki. Szkoda zwłaszcza czwartej kwarty i faulu przez który superskuteczny Chase Simon musiał usiąść na ławce.

Zanim w 35. minucie spotkania sędziowie dopatrzyli się faulu Chase’a Simona na Lawrence Kinnardzie, Anwil dokonywał niemożliwego, czyli wracał do gry po fatalnych trzech kwartach, zakończonych 20-punktową stratą do gospodarzy. Na szczęście, koszykarze trenera Predraga Krunicia wyglądali jakby zapomnieli, że kilka chwil wcześniej Śląsk robił z nimi co chciał. W tym fragmencie to oni królowali w Hali Orbita. Od stanu 73:51 doprowadzili do 74:68, trafiając w każdy możliwy sposób. Ton pościgowi nadawał właśnie Chase Simon, który w tym momencie miał już na swoim koncie 30 punktów (71% z gry i 80% z linii rzutów wolnych). Amerykanin był zbyt szybki dla obrońców Śląska, a że brakowało mu wsparcia ze strony pozostałych obwodowych, to odważnie brał grę na siebie.

Niestety, wspomniany już gwizdek sędziego boleśnie zabrzmiał nie tylko w uszach Simona, ale również jego kolegów z zespołu. Nie dość, że z faulu zrobiła się akcja 2+1 dla wrocławian, to jeszcze zastępujący Amerykanina Andrea Crosariol chwilę później też popełnił piąte przewinienie i z drużyny całkowicie zeszło powietrze. Nie potrafiąc wykreować żadnego innego lidera Anwil wrócił do nieskutecznej i niemrawej gry z najgorszych fragmentów meczu. Kolejne minuty przegrał 18:1(!) i sam pozbawił się szans na zwycięstwo.

Skoro mowa o koszmarnej grze, to należy zaznaczyć, że taką właśnie zaprezentowali włocławianie w pierwszych minutach ostatniego w tym roku meczu. Wszystko przez to, że nie udał się plan mocnego nacisku, jaki miał kłaść Deonta Vaughn na Roberta Skibniewskiego. Polski rozgrywający nie popełniał błędów, a wysokie wyjście do rywali sprawiło, że im bliżej obręczy, tym rozciągnięta defensywa Anwilu miała więcej dziur. Na domiar złego, gospodarze trafiali jak w transie: z czystych pozycji, przez ręce i z linii rzutów wolnych. W efekcie szybko uzyskali wysoką przewagę (18:4 w 5. min.), a dzięki dobrej skuteczność zza linii 6,75 utrzymali ją, a nawet nieznacznie zwiększyli (28:13 po 10 min.).

W drugiej i trzeciej kwarcie pojawiły się szanse na odwrócenie losów spotkania, bo skuteczność Śląska nieco spadła. Niestety, za każdym razem, gdy można i trzeba było wyprowadzić decydującą serię ciosów, nasi koszykarze czynili coś odwrotnego – sami wystawiali się na strzał. Brylował w tym niechlubnym procederze Deonta Vaughn. Rozgrywający podawał w ręce rywali, wysyłał piłki w trybuny i poruszał się jakby w zwolnionym tempie. Kwintesencją jego gry byłą akcja w której najpierw stracił na środku boiska piłkę na rzecz Rodericka Tricea, a następnie faulował go, umożliwiając zdobycie 2 punktów z linii rzutów wolnych. Na domiar złego, słabsza dyspozycja Amerykanina nie mogła zostać zatuszowana, bo nieskutecznie grał Arvydas Eitutavicius.

Jedynym pozytywnym akcentem starcia ze Śląskiem (oprócz dobrej gry Chase’a Simona) był fakt, że wreszcie doczekaliśmy się poważniejszej roli rdzennego włocławianina w „Świętej Wojnie”. Prawie 11 minut zagrał Maciej Raczyński, który trafił dwa razy za dwa punkty i dołożył do tego zbiórkę.

Anwil przegrywając we Wrocławiu przerwał passę czterech zwycięstw z rzędu, a jego rywal pozostał niepokonany we własnej hali.

 

WKS Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 91:72 (28:13, 20:20, 25:20, 18:19)

Śląsk: Dłoniak 24, Mladenović 14, Trice 12, Ikovlev 9, Kinnard 9, Cesnauskis 8, Skibniewski 6, Tomaszek 6,  Gabiński 3, Burnatowski 0, Hyży 0.

Anwil: Simon 30, Hajrić 10, Wysocki 9, Crosariol 8, Eitutavicius 5, Vaughn 6, Raczyński 4, Surmacz 0, Witliński 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI