Trefl Sopot i Anwil Włocławek rozpoczęły od zwycięstwa swój udział w Kasztelan Basketball Cup 2011. Sopocianie po dogrywce pokonali turecki Tofas Bursa i w piątkowym finale zmierzą się w z Anwilem. Ten z kolei po emocjonującym spotkaniu wygrał ze Śląskiem i powalczy o zwycięstwo w całym turnieju. Tofas i Śląsk zagrają w meczu o III miejsce.
Trefl Sopot i Anwil Włocławek rozpoczęły od zwycięstwa swój udział w Kasztelan Basketball Cup 2011. Sopocianie po dogrywce pokonali turecki Tofas Bursa i w piątkowym finale zmierzą się w z Anwilem. Ten z kolei po emocjonującym spotkaniu wygrał ze Śląskiem i powalczy o zwycięstwo w całym turnieju. Tofas i Śląsk zagrają w meczu o III miejsce.
Wyraźne problemy ze skutecznością w pierwszych minutach meczu miały drużyny Anwilu Włocławek i Śląska Wrocław. Oba zespoły popełniały błąd za błędem, stąd nie powinien dziwić niski wynik 8:3 dla Anwilu po siedmiu minutach pierwszej kwarty. Sytuację po stronie wrocławian zaczął ratować Qa'rraan Calhoun, który rzucił pięć punktów z rzędu, a po stronie włocławian Dardan Berisha - autor siedmiu kolejnych punktów.
Seria punktowa rzucającego Anwilu sprawiła, że cały zespół trenera Emira Mutapcicia złapał odpowiedni rytm. Już w 13. minucie spotkania włocławianie prowadzili różnicą 10 punktów (23:13), a chwilę później nawet 25:13, po tym jak Marcin Nowakowski popisał się efektownym wejściem pod kosz.
Dziesięciopunktowa przewaga gospodarzy Kasztelan Basketball Cup utrzymywała się do końca pierwszej połowy. Po dobrym momencie Berishy pałeczkę w drużynie Anwilu przejął Corsley Edwards. Amerykański środkowy włocławian upychał się w swoim stylu pod sam kosz i bardzo często wymuszał faule na swoich rywalach. Dzięki temu siedmiokrotnie stawał na linii rzutów wolnych, ale tylko trzy próby były celne.
W drużynie Śląska wyróżniał się nowy zawodnik tej drużyny, wspomniany wcześniej Calhoun. Skrzydłowy wrocławian w pierwszej połowie zdobył osiem punktów i wystarczyło to, aby być najlepszym strzelcem swojego zespołu. Calhoun trafił wszystkie trzy rzuty z gry, w tym dwa zza linii 6,75 cm.
Przewagą Anwilu była gra pod tablicami. Uwidaczniała się ona dominacją Seida Hajricia, który już w pierwszej połowie miał aż 10 zbiórek i Corsley'a Edwardsa, z łatwością wymuszającego kolejne faule rywala. Dwójka środkowych włocławian z kilku punktów przewagi szybko wyprowadziła swój zespół na prowadzenie 50:37.
Śląsk nie poddawał się i w kolejnych akcjach dzięki Axelisowi Vairogsowi i Slavisie Bogavacowi zdobył 13 punktów przy tylko dwóch ze strony Anwilu i było tylko 52:50 dla koszykarzy trenera Emira Mutapcicia. Jakby tego było mało na początku czwartej kwarty przypomniał o sobie Calhoun, który trafił ponownie trafił z dystansu i Śląsk prowadził 55:54.
Łącznie na przestrzeni trzeciej i czwartej kwarty wrocławianie zdobyli aż 22 punkty, tracąc w tym samym czasie tylko cztery. Koszykarze trenera Miodraga Rajkovicia grali nad wyraz skutecznie. Trafiali z dystansu, łatwo wchodzi pod sam kosz, a przede wszystkim ograniczyli poczynania Anwilu do absolutnego minimum. Włocławianie nie mieli łatwych pozycji i kilkukrotnie musieli oddawać rzuty pod presją czasu, co było efektem dobrej obrony Śląska.
Gospodarzy w końcówce znów prowadził Hajrić. Podkoszowy Anwilu powiększał nie tylko swoje konto punktowe, ale ponownie wyprowadził włocławian na prowadzenie 66:62. Hajrić w całym meczu zdobył 26 punktów dokładając 15 zbiórek i to on był tym, który prowadził ekipę trenera Mutapcicia w decydujących minutach. Ostatecznie Anwil wygrał 69:66.
Anwil Włocławek - Śląsk Wrocław 69:66 (17:12, 17:13, 18:25, 17:16)
Anwil: Hajrić 26, Edwards 14, Berisha 10, Nowakowski 8, Majewski 4, Allen 3, Hinnant 2, Wołoszyn 2, Glabas 0, Pietrzak 0.
Śląsk: Mladenović 18, Bogavac 13, Calhoun 11, Vairogs 10, Skibniewski 7, Bochno 2, Graham 2, Niedźwiedzki 2, Buczak 0.
Seria punktowa rzucającego Anwilu sprawiła, że cały zespół trenera Emira Mutapcicia złapał odpowiedni rytm. Już w 13. minucie spotkania włocławianie prowadzili różnicą 10 punktów (23:13), a chwilę później nawet 25:13, po tym jak Marcin Nowakowski popisał się efektownym wejściem pod kosz.
Dziesięciopunktowa przewaga gospodarzy Kasztelan Basketball Cup utrzymywała się do końca pierwszej połowy. Po dobrym momencie Berishy pałeczkę w drużynie Anwilu przejął Corsley Edwards. Amerykański środkowy włocławian upychał się w swoim stylu pod sam kosz i bardzo często wymuszał faule na swoich rywalach. Dzięki temu siedmiokrotnie stawał na linii rzutów wolnych, ale tylko trzy próby były celne.
W drużynie Śląska wyróżniał się nowy zawodnik tej drużyny, wspomniany wcześniej Calhoun. Skrzydłowy wrocławian w pierwszej połowie zdobył osiem punktów i wystarczyło to, aby być najlepszym strzelcem swojego zespołu. Calhoun trafił wszystkie trzy rzuty z gry, w tym dwa zza linii 6,75 cm.
Przewagą Anwilu była gra pod tablicami. Uwidaczniała się ona dominacją Seida Hajricia, który już w pierwszej połowie miał aż 10 zbiórek i Corsley'a Edwardsa, z łatwością wymuszającego kolejne faule rywala. Dwójka środkowych włocławian z kilku punktów przewagi szybko wyprowadziła swój zespół na prowadzenie 50:37.
Śląsk nie poddawał się i w kolejnych akcjach dzięki Axelisowi Vairogsowi i Slavisie Bogavacowi zdobył 13 punktów przy tylko dwóch ze strony Anwilu i było tylko 52:50 dla koszykarzy trenera Emira Mutapcicia. Jakby tego było mało na początku czwartej kwarty przypomniał o sobie Calhoun, który trafił ponownie trafił z dystansu i Śląsk prowadził 55:54.
Łącznie na przestrzeni trzeciej i czwartej kwarty wrocławianie zdobyli aż 22 punkty, tracąc w tym samym czasie tylko cztery. Koszykarze trenera Miodraga Rajkovicia grali nad wyraz skutecznie. Trafiali z dystansu, łatwo wchodzi pod sam kosz, a przede wszystkim ograniczyli poczynania Anwilu do absolutnego minimum. Włocławianie nie mieli łatwych pozycji i kilkukrotnie musieli oddawać rzuty pod presją czasu, co było efektem dobrej obrony Śląska.
Gospodarzy w końcówce znów prowadził Hajrić. Podkoszowy Anwilu powiększał nie tylko swoje konto punktowe, ale ponownie wyprowadził włocławian na prowadzenie 66:62. Hajrić w całym meczu zdobył 26 punktów dokładając 15 zbiórek i to on był tym, który prowadził ekipę trenera Mutapcicia w decydujących minutach. Ostatecznie Anwil wygrał 69:66.
Anwil Włocławek - Śląsk Wrocław 69:66 (17:12, 17:13, 18:25, 17:16)
Anwil: Hajrić 26, Edwards 14, Berisha 10, Nowakowski 8, Majewski 4, Allen 3, Hinnant 2, Wołoszyn 2, Glabas 0, Pietrzak 0.
Śląsk: Mladenović 18, Bogavac 13, Calhoun 11, Vairogs 10, Skibniewski 7, Bochno 2, Graham 2, Niedźwiedzki 2, Buczak 0.
Wbrew oczekiwaniom dominującą stroną w pierwszym meczu Kasztelan Basketball Cup pomiędzy Treflem Sopot, a tureckim Tofas Bursa górą byli goście z zagranicy. Ekipę z Turcji prowadził lider tego zespołu Bradley Buckman. Amerykański skrzydłowy w sześć minut pierwszej kwarty zdobył siedem punktów dla swojego zespołu, dzięki czemu Tofas prowadził 18:11.
Trefl popełniał sporo niewymuszonych błęd&oacoacute;w. Sopocianie tracili piłki w ataku, ale także nie zastawiali swojej tablicy, pod którą nawet młody, 18-letni Semet Geyik zbierał bezpańskie piłki i zamieniał je na punkty. Ekipa z Turcji miała osiem ofensywnych zbiórek w pierwszych 10 minutach, podczas gdy Trefl łącznie zanotował ich dziewięć.
Sopocianie zaczęli zbliżać się do rywala w drugiej kwarcie. Koszykarze trenera Karlisa Muiznieksa poprawili grę na bronionej tablicy, ale także zdecydowanie lepiej spisywali się w ataku. Gdy z dystansu trafił Mike Cook, a skutecznie pod kosz wszedł Łukasz Wiśniewski, czwarty zespół poprzedniego sezonu Tauron Basket Ligi prowadził 28:27.
Ten fragment meczu sprawił, że Trefl przełamał swoją niemoc z początku spotkania. Dobrze w ataku prezentował się Josh Alexander, który liderował Treflowi pod względem zdobytych punktów. Sopocianie jednak w ostatniej kwarcie znów dali rozpędzić się rywalom z Turcji. Ci skutecznie grali w kontrataku, dobrze zastawiali swoją tablicę i po kilkunastu minutach pogoni Trefla znów wyszli na prowadzenie 50:48.
Dzięki temu już do samego końca wynik meczu oscylował w okolicach remisu. Nieco ponad 30 sekund przed ostatnią syreną było 57:57 i swoją akcję rozgrywał Trefl Sopot. Niecelny rzuty wykonał jednak Łukasz Wiśniewski i ostatnie 23 sekundy miała do swojej dyspozycji drużyna Tofasu.
Czas ten Turcy wykorzystali perfekcyjnie. 10 sekund przed końcem obrońców na siebie ściągnął Ronald Steele, podał na skrzydło do niepilnowanego Cana Ozcana, który trafił za dwa. Sopocianie nie stracili jednak nadziei. Adam Waczyński wszedł pod kosz i podał do będącego pod samą obręczą Marcina Stefańskiego, który doprowadził do remisu. Tofas nie zdołał już trafić i obie drużyny czekała dogrywka.
Ciężar gry na swoje barki wziął w dodatkowym czasie Łukasz Koszarek. Rozgrywający Trefla Sopot w ostatnich kilkudziesięciu sekundach zdobył osiem punktów z rzędu i to głównie zadecydowało o wygranej drużyny trenera Karlisa Muiznieksa w pierwszym meczu Kasztelan Basketball Cup 2011. Trefl wygrał 69:68 i zagra w piątkowym finale.
Trefl Sopot - Tofas Bursa 69:68 (17:22, 16:12, 12:6, 14:19, 10:9)
Trefl: Koszarek 12, Alexander 11, Cook 9, Turek 9, Wiśniewski 8, Dylewicz 6, Horne 5, Waczyński 5, Stefański 4, Burgess 0.
Tofas: Nichols 16, Buckman 13, Steel 12, Can Ozcan 8, Geyik 7, Dokuyan 7, Baris Ozcan 4, Koc 2, Sipahi 0.
Trefl popełniał sporo niewymuszonych błęd&oacoacute;w. Sopocianie tracili piłki w ataku, ale także nie zastawiali swojej tablicy, pod którą nawet młody, 18-letni Semet Geyik zbierał bezpańskie piłki i zamieniał je na punkty. Ekipa z Turcji miała osiem ofensywnych zbiórek w pierwszych 10 minutach, podczas gdy Trefl łącznie zanotował ich dziewięć.
Sopocianie zaczęli zbliżać się do rywala w drugiej kwarcie. Koszykarze trenera Karlisa Muiznieksa poprawili grę na bronionej tablicy, ale także zdecydowanie lepiej spisywali się w ataku. Gdy z dystansu trafił Mike Cook, a skutecznie pod kosz wszedł Łukasz Wiśniewski, czwarty zespół poprzedniego sezonu Tauron Basket Ligi prowadził 28:27.
Ten fragment meczu sprawił, że Trefl przełamał swoją niemoc z początku spotkania. Dobrze w ataku prezentował się Josh Alexander, który liderował Treflowi pod względem zdobytych punktów. Sopocianie jednak w ostatniej kwarcie znów dali rozpędzić się rywalom z Turcji. Ci skutecznie grali w kontrataku, dobrze zastawiali swoją tablicę i po kilkunastu minutach pogoni Trefla znów wyszli na prowadzenie 50:48.
Dzięki temu już do samego końca wynik meczu oscylował w okolicach remisu. Nieco ponad 30 sekund przed ostatnią syreną było 57:57 i swoją akcję rozgrywał Trefl Sopot. Niecelny rzuty wykonał jednak Łukasz Wiśniewski i ostatnie 23 sekundy miała do swojej dyspozycji drużyna Tofasu.
Czas ten Turcy wykorzystali perfekcyjnie. 10 sekund przed końcem obrońców na siebie ściągnął Ronald Steele, podał na skrzydło do niepilnowanego Cana Ozcana, który trafił za dwa. Sopocianie nie stracili jednak nadziei. Adam Waczyński wszedł pod kosz i podał do będącego pod samą obręczą Marcina Stefańskiego, który doprowadził do remisu. Tofas nie zdołał już trafić i obie drużyny czekała dogrywka.
Ciężar gry na swoje barki wziął w dodatkowym czasie Łukasz Koszarek. Rozgrywający Trefla Sopot w ostatnich kilkudziesięciu sekundach zdobył osiem punktów z rzędu i to głównie zadecydowało o wygranej drużyny trenera Karlisa Muiznieksa w pierwszym meczu Kasztelan Basketball Cup 2011. Trefl wygrał 69:68 i zagra w piątkowym finale.
Trefl Sopot - Tofas Bursa 69:68 (17:22, 16:12, 12:6, 14:19, 10:9)
Trefl: Koszarek 12, Alexander 11, Cook 9, Turek 9, Wiśniewski 8, Dylewicz 6, Horne 5, Waczyński 5, Stefański 4, Burgess 0.
Tofas: Nichols 16, Buckman 13, Steel 12, Can Ozcan 8, Geyik 7, Dokuyan 7, Baris Ozcan 4, Koc 2, Sipahi 0.