Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Kamil Michalski: Mamy swoje ambicje

Poniedziałek, 16 Marca 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Kto w zespole Anwilu jest najszybszy, a kto najsilniejszy? Czy w drużynie można wskazać lidera? Na co jeszcze stać włocławskich koszykarzy? - te i inne pytania zadaliśmy Kamilowi Michalskiemu.

Kto w zespole Anwilu jest najszybszy, a kto najsilniejszy? Czy w drużynie można wskazać lidera? Na co jeszcze stać włocławskich koszykarzy? - te i inne pytania zadaliśmy Kamilowi Michalskiemu.

Po kontuzji dłoni, jakiej doznałeś, do meczu z Atlasem Stalą miało już nie być śladu. Tymczasem wciąż nie możesz grać…

 

- Sytuacja jest trochę frustrująca, bo leczenie kontuzji trwa już trzeci tydzień, a ja chciałbym być jak najszybciej do dyspozycji trenera. Uczestniczę w zajęciach z zespołem, ale w warunkach meczowych albo podczas ciężkiego treningu okazuje się, że ręka nie jest do końca sprawna. W momencie, gdy próbuję złapać szybkie podanie, czuję bardzo mocny ból.

 

Zatem kiedy wrócisz na parkiet i odciążysz Łukasza Koszarka?

 

- Wiadomo, że bez jednej ręki grać się nie da. Jeśli jednak będzie trzeba, to wezmę środki przeciwbólowe i wybiegnę na parkiet, kiedy tylko trener zechce. Jesteśmy w takim momencie sezonu, że trzeba zacisnąć zęby i oddać zdrowie dla zespołu.

 

Czy obserwujecie tabelę i wyliczacie, które miejsce Anwil może zająć po sezonie zasadniczym?

 

- Gdy przegrywa się taki mecz jak z Turowem, to ciężko jest patrzeć w tabelę i cokolwiek przewidywać. Takie porażki są dla nas nie tylko bolesne, ale również niewytłumaczalne. Przed tym spotkaniem dużo rozmawialiśmy o tym, że gramy o drugie miejsce w tabeli, a i tak nic z tego nie wyszło. Jesteśmy na siebie źli, bo teraz musimy oglądać się na inne zespoły. Aktualnie staramy się wygrać wszystkie mecze rundy zasadniczej. Tylko to jest w naszych głowach, a pozycja, jaką zajmiemy, będzie pochodną wyników. Ważne jest, żeby do końca sezonu grać na miarę oczekiwań swoich i kibiców.

 

Mimo wszystko będę drążył temat i zapytam cię, które miejsce zajmie Anwil na koniec rundy zasadniczej?

 

- Mam nadzieję, że znajdziemy się w pierwszej czwórce i zagramy w Pucharze Polski.

 

Próbując przewidzieć rozwój sytuacji w lidze, wybiegnijmy nieco dalej w przyszłość. Jak zakończy się tegoroczny play-off dla Anwilu?

 

- Myślę, że mamy zespół na finał. Jeśli nasza forma nie będzie się załamywać, tak jak to było w kilku spotkaniach, to możemy wygrać z każdym.

 

A z kim ten finał?

 

- To zależy z którego miejsca awansujemy. Jeśli wpadniemy w półfinale na Sopot, to już na tym etapie musimy postarać się ich wyeliminować. Jeśli wpadniemy na Turów lub Polpharmę to Asseco będzie na nas czekało w finale. W tej chwili sopocianie są najgroźniejszym rywalem. Myślę, że czoła może im stawić tylko Anwil. Niespodzianką, jak do tej pory, są oczywiście Kotwica i Polpharma, które w zeszłym roku miały wyniki poniżej oczekiwań. Z tej pary bardziej wyrównany poziom utrzymuje Kotwica i jeśli miałbym wskazać jakiegoś czarnego konia w play-off, to byliby to właśnie gracze z Kołobrzegu. Musimy jednak pamiętać, że w gra play-off wygląda zupełnie inaczej niż w rundzie zasadniczej i w dużej mierze opiera się na doświadczeniu. Dlatego bardzo trudno powiedzieć, co się stanie w tej fazie rozgrywek. Proponuję poczekać kilka tygodni i życie pokaże.

Przedsmakiem play-off będzie Puchar Polski. Czy Anwil ma szansę na odzyskanie tego tytułu? Czy wobec naszej krótkiej ławki nie stoimy na gorszej pozycji niż Asseco czy Turów?

 

- Nie zgodzę się z tym, że Anwil ma gorszą czy krótszą ławkę niż inne zespoły. Co prawda teraz ja i koledzy jesteśmy rzadziej wykorzystywani, ale gdy gra się dzień po dniu, to dostaniemy swoją szansę i postaramy się zagrać najlepiej jak potrafimy. Mam ogromną nadzieję, że zagramy w finale Pucharu Polski, bo ta impreza wyrobiła sobie dobrą markę. Już nie jest tak, że zespoły przyjeżdżają na puchar i oszczędzają siły. Teraz każdy traktuje te mecze bardzo poważnie i walka toczy się na całego. To dobre przetarcie przed play-off i mam nadzieję, że zakończy się sukcesem Anwilu.

 

Mówi się, że ostatnio Igor Griszczuk podkręcił tempo treningów. Czy to oznacza, że wcześniej było lekko?

 

- Nie można powiedzieć, że wcześniej było lekko. Trenowaliśmy intensywnie, ale teraz trenujemy jeszcze bardziej. Trener powiedział nam, że pora wrócić do ciężkich treningów i my wierzymy, że przyniosą one efekty.

 

Porozmawiajmy o Łukaszu Koszarku. Obserwujesz go z najbliższej odległości. Uważasz, że stać go na grę wśród najlepszych na naszym kontynencie?

 

- Uważam, że Łukasz jest najlepszym rozgrywającym w Polsce. To duża przyjemność grać obok takiego zawodnika. Jego największym atutem jest wszechstronność, to taki combo guard. Potrafi celnie rzucać, ale również mądrze poprowadzić grę. Czy ma szansę na wielką karierę? Nie mnie to oceniać. O swojej przyszłości zadecyduje Łukasz.

 

Za wami pół roku wspólnej pracy, wyklarował się więc zapewne podział ról w zespole i styl gry. Niestety, w trudnych momentach zauważalny jest brak kogoś, kto doda pozostałym pewności siebie. Czy w Anwilu brakuje lidera?

 

- To prawda, że nie mamy zdecydowanego lidera. Jednak zespół ma swoich „przywódców”. Gdybym miał wyróżnić zawodników, którzy mentalnie mają na resztę największy wpływ, to są to Andrzej Pluta i właśnie Łukasz Koszarek.

 

Jesteś zawodnikiem niepokornym?

 

- Nie, nie sądzę.

 

Tak się mówi…

 

- O mnie? Naprawdę? A w ogóle, czemu pytasz?

Chcę cię sprowokować do szczerej odpowiedzi na kolejne pytanie. Między zawodnikami spędzającymi dużo czasu na ławce rezerwowych, a ich szkoleniowcami często pojawiają się napięcia. Jak to wygląda w naszym zespole?

 

- Igor Griszczuk to człowiek o silnym charakterze i nikt nie ośmieli mu się sprzeciwić. Wszystkie decyzje należą do trenera i zawodnicy w pełni je respektują. Indywidualnie każdy chciałby grać jak najdłużej. Jeśli byłoby inaczej, to lepiej od razu powiedzieć „dziękuję” i odejść z koszykówki. Mamy swoje ambicje, ale zawsze podporządkowane zespołowi.

 

Twoje oczekiwania wobec tego sezonu były chyba większe. Średnio 6 minut na parkiecie w 15 meczach, 0.7 punktu, zbiórki i asysty – to nie może cię zadowalać…

 

- Niestety, te liczby mówią same za siebie. Gdybym był z nich zadowolony, to oznaczałoby to, że Anwil nie jest miejscem dla mnie. Oczywiście, że liczyłem na inny rozwój tego sezonu, ale cóż. Trzeba przyznać, że w silnym zespole młody, niedoświadczony rozgrywający ma bardzo ograniczone szanse na spędzanie wielu minut na parkiecie. Trudno też, żeby zawodnicy zadaniowi osiągali wspaniałe statystyki. Niemniej, ja nie jestem ze swoich rezultatów zadowolony.

 

Teraz pytanie z nieco innej beczki. Który z naszych zawodników biega najszybciej na 100 m?

 

- Naprawdę mam odpowiedzieć na to pytanie? Nie chciałbym żeby ktoś pomyślał, że się przechwalam.

 

To szczera rozmowa.

 

- Skoro mam mówić prawdę, to ja.

 

Który z niskich zawodników wyciska najwięcej na siłowni?

 

- Andrzej Pluta i ja.

 

Sportowo masz więc wszystko, co potrzeba. Czego zatem brakuje, żeby być przynajmniej pierwszym zmiennikiem rozgrywającego?

 

- Gry. Brakuje doświadczenia w warunkach meczowych. Na pozycji rozgrywającego jest ono bardzo potrzebne, a mi go brakuje.

 

Znakomite recenzje od zawsze wystawiał ci Andrej Urlep. Z kolei od Zmago Sagadina usłyszałeś krytykę. Jak to z tobą jest? Jesteś talentem czy nie?

 

- Powiedzmy sobie szczerze, jeśli zawodnik ma powyżej 22 lat, to nie możemy już mówić o nim jako o talencie. To już musi być ukształtowany koszykarz. Mi nie pozostaje nic innego, jak tylko ciężko pracować na własny rozwój i liczyć, że dostrzeże to trener i na mnie postawi.