Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

K. Szubarga: Jeszcze wszystko przed nami

Poniedziałek, 26 Października 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Rywalizacja z Anwilem jest dla koszykarzy z Inowrocławia szczególnie motywująca. Pamiętam, że gdy do naszej hali przyjeżdżał Anwil, to każdy chciał udowodnić, że można wygrać z tak uznaną marką. Również wyjazdy do Włocławka wiązały się z większą adrenaliną. Choć wiadomo było, że na swoim parkiecie Anwil jest niemal nie do pokonania, to my nakręcaliśmy się na pokazanie swojej wyższości - powiedział przed ostatnim meczem Krzysztof Szubarga.

Rywalizacja z Anwilem jest dla koszykarzy z Inowrocławia szczególnie motywująca. Pamiętam, że gdy do naszej hali przyjeżdżał Anwil, to każdy chciał udowodnić, że można wygrać z tak uznaną marką. Również wyjazdy do Włocławka wiązały się z większą adrenaliną. Choć wiadomo było, że na swoim parkiecie Anwil jest niemal nie do pokonania, to my nakręcaliśmy się na pokazanie swojej wyższości - powiedział przed ostatnim meczem Krzysztof Szubarga.
Przeciw naszemu najsłabszemu dotychczasowemu przeciwnikowi zdobyłeś tylko 5 punktów. Czy po wyzwaniach Mistrzostw Europy ciężko było ci zmobilizować się na spotkanie z Polonią 2011?

Pamiętajmy, że każdy mecz jest inny. Akurat w Warszawie zagrałem na bardzo słabej skuteczności, ale miałem 10 asyst i tym elementem pomogłem zespołowi w odniesieniu zwycięstwa. A co do mobilizacji, to jestem jeszcze na tyle młodym koszykarzem, że mam wiele do udowodnienia i nie brak mi chęci do gry. Przede mną wiele lat grania i każdy mecz ma wpływ na to, w jakim kierunku pójdzie moja kariera. Dlatego nigdy nie odpuszczam.

W każdym kolejnym meczu notujesz coraz lepsze statystyki. Nabierasz optymalnej formy, czy to zasługa coraz lepszego zgrania z drużyną?

Z pewnością oba te elementy mają wpływ na moje statystyki i średnie całego zespołu. Może nieskromnie to zabrzmi, ale czuję, że po EuroBaskecie i całych przygotowaniach do niego jestem w niezłej formie. Ciężko przepracowałem okres przygotowawczy i to procentuje. Musimy natomiast pamiętać, że jako zespół jesteśmy dla siebie nowi, nieznani. Potrzebujemy czasu, żeby zbliżyć się do oczekiwań trenera i grać na takim poziomie, który będzie gwarantował sukcesy. Są w nas jeszcze spore rezerwy możliwości i kwestią czasu jest, kiedy je uruchomimy.

Po meczu z PBG Basketem wyglądaliście, jakbyście przebiegli maraton. Który element koszykarski wymaga największego wysiłku fizycznego?

Jeśli chce się wygrać, to w każdą akcję trzeba wkładać 100% zaangażowania. Zarówno w ofensywie, jak i w defensywie gra się bardzo siłowo i zmęczenie jest naturalną rzeczą. Rzecz w tym, żeby je pokonać. Bieganie, przepychanie się, skakanie – to wszystko zabiera nam masę energii i jeśli trzeba to robić przez 50 minut, to efekty są takie, jakie każdy mógł zobaczyć w Poznaniu.

Po tym meczu wielu z was nie wiedziało nawet, ile było dogrywek?

Rzeczywiście, w drodze do szatni pytałem, ile było dogrywek i jakim rezultatem zakończył się mecz. Miałem świadomość, że wygraliśmy, ale zaangażowanie w akcje było tak duże, że nie zwracałem uwagi na dokładny wynik. To był szalony mecz.

Posługując się dalej przykładem meczu z PBG Basketem, chciałbym cię zapytać, czy fakt, że spędzasz na parkiecie tak dużo minut cię cieszy, czy może oczekiwałbyś większego wsparcia od Mike’a Trimbolego?

Bardzo mnie cieszą te minuty. To dowód na to, że jestem przydatny zespołowi, ale oczywiście mam świadomość, że zmęczenie może czasem odebrać zawodnikowi jego atuty. Dlatego, nie robię też problemów, gdy trener wysyła mnie na ławkę. Dodam, że jestem bardzo wdzięczny trenerowi Igorowi Griszczukowi za jego zaufanie, które okazuje mi, między innymi pozwalając długo grać.
Drążąc temat Mike’a Trimbolego, który jest najbardziej krytykowanym koszykarzem Anwilu, chciałbym się dowiedzieć, czy twoim zdaniem ma on jeszcze szansę się otworzyć i grać na miarę oczekiwań włocławian?

Pamiętajmy, że dla Mike’a to są dopiero początki profesjonalnej kariery. Po raz pierwszy przyleciał do Europy i musi minąć trochę czasu, nim się odnajdzie w naszej koszykówce. Grając z nim na treningach, widzę, że ma duże możliwości, jest pracowity i cierpliwy. Dlatego z czasem jego gra powinna wyglądać lepiej. Mike ma szansę stać się bardzo ważnym ogniwem naszej drużyny. U mnie ma kredyt zaufania. Czasem trzeba robić swoje i nie zwracać uwagi na krytykę, bo ona może załamać.

A czy na podstawie treningów można stwierdzić, że w kimś drzemie potencjał, którego jeszcze nie wykorzystał w trakcie trzech pierwszych meczów?

Na pewno Nikola Jovanović to koszykarz, który będzie grał z ogromnym pożytkiem dla drużyny. Jego pewna ręka jeszcze nieraz uratuje nam skórę. Nie jest to zawodnik efektowny, jednak robota, którą wykonuje, jest dla zespołu bezcenna. Również Alex Dunn swoimi zbiórkami i punktami spod deski może wygrać nam niejeden mecz. To dwóch naturalnych kandydatów do tego, żeby ich rola w kolejnych meczach była coraz większa.

Liderem na pewno nie będzie Kevyn Green, który po obiecujących grach przedsezonowych musiał się pożegnać z drużyną. Jak oceniasz jego decyzję o odejściu z zespołu?

Już nie pamiętam, od kogo się dowiedziałem, że Kevyn odchodzi. Było to po meczu z PGE Turowem, w którym zaprezentował się znakomicie, dlatego tym większe było moje zaskoczenie. On był naszym snajperem i bardzo liczyliśmy, że w lidze będzie nam dostarczał punkt&oacoacute;w. Aťycie pokazało jednak, że czasem trzeba zrezygnować z kariery dla dobra rodziny. Bardzo jest nam żal Kevyna, ale popieramy go wszyscy w jego decyzji i trzymamy kciuki, żeby wszystko ułożyło się po jego myśli. Rodzina jest najważniejsza.

Aż tak ważna, że warto dla niej zajeździć silnik samochodu?

Na pewno. Tak się złożyło, że trudów drogi z Włocławka do mojego rodzinnego Inowrocławia nie wytrzymał silnik samochodu. Mam nadzieję, że to jest pierwsze i ostatnie auto, jakie zajeździłem (śmiech).

Mujo Tuljković i Kamil Chanas – jak z punktu widzenia rozgrywającego można ocenić te wzmocnienia?

Mujo już udowodnił, że dzięki swojemu doświadczeniu może być przydatny dla zespołu w każdym momencie sezonu. Mimo że nie przepracował z nami okresu przygotowawczego, to był ojcem zwycięstwa w Warszawie. Dobrze się z nim gra, bo jest skuteczny, czyli pomaga rozgrywającemu w zdobywaniu asyst. Poza tym prezentuje się znakomicie w obronie i jest wzmocnieniem pod deską. Kamil z kolei jest zawodnikiem z wielkim charakterem. Znam go od wielu lat i wiem, że zrobi wszystko, żeby udowodnić, że należą mu się minuty na parkiecie. W Poznaniu pokazał, że może z powodzeniem odciążyć Andrzeja Plutę.

Trenerzy chwalą cię za liderowanie zespołowi w szatni i na boisku. Kto natomiast jest dobrym duchem zespołu?

Bez wątpienia wspomniany przed chwilą Andrzej Pluta. To profesjonalista i wzór do naśladowania dla nas wszystkich. Jestem pod jego wielkim wrażeniem. Nie ma ani minuty, żeby Andrzej odpuścił swoim zasadom. Poza tym, jest bardzo fajnym człowiekiem. Gdy w autokarze toczą się dyskusje, to on zawsze ma dużo do powiedzenia. Zna wiele różnych, zabawnych historii i często się nimi z nami dzieli.
W ubiegłym sezonie Anwil zdobywał wiele punktów po zagraniach typu pick and roll. Przyzwyczailiśmy się do nich na tyle, że teraz trochę brakuje nam ich w wykonaniu twoim i twoich partnerów. Czy to kwestia zgrania, czy Anwil zmienia styl?

To pytanie raczej do trenera. Gramy takie akcje, jakich wymaga Igor Griszczuk. Oczywiście, przy pick and rollach zawodnicy muszą rozumieć się bez słów i na pamięć znać każdy ruch partnera. To przychodzi z czasem, dlatego może nasz styl będzie zmierzał w tym kierunku. Póki co, założenia są inne i chyba nie ma co ich na siłę zmieniać, skoro wygrywamy.

Nasz dzisiejszy przeciwnik, Sportino Inowrocław, przegrał wszystkie trzy dotychczasowe spotkania. Czy to sprawi, że we Włocławku będzie gryzł parkiet, żeby uniknąć roszad w składzie?

Na pewno trzy porażki na otwarcie sezonu nie są tym, czego oczekiwaliby kibice w Inowrocławiu. Dlatego Sportino przyjedzie do naszej hali z zamiarem odniesienia zwycięstwa. Znając trenera Mariusza Karola, możemy się spodziewać, że jego zespół będzie zmobilizowany ponad przeciętność. Dodatkowo, to jest mecz derbowy, a derby mają różny, często zaskakujący przebieg. Zresztą, wiemy o tym z doświadczenia rywalizacji włocławsko-inowrocławskiej. Tym razem chyba największe zagrożenie płynie ze strony Theodore’a Scotta, który zdobywa najwięcej punktów w lidze. Jestem jednak przekonany, że uda nam się go zatrzymać i pewnie pokonamy Sportino.

Jako inowrocławianin możesz nam powiedzieć, czy to miasto nastawia się jakoś szczególnie na mecze z Włocławkiem?

Rywalizacja z Anwilem jest dla koszykarzy z Inowrocławia szczególnie motywująca. Pamiętam, że gdy do naszej hali przyjeżdżał Anwil, to każdy chciał udowodnić, że można wygrać z tak uznaną marką. Również wyjazdy do Włocławka wiązały się z większą adrenaliną. Choć wiadomo było, że na swoim parkiecie Anwil jest niemal nie do pokonania, to my nakręcaliśmy się na pokazanie swojej wyższości. Pewnie tak samo jest teraz, tyle że ja jestem po drugiej stronie barykady. Zrobię wszystko, żeby wygrał Anwil.

Jeśli się nie mylę, to ośmiokrotnie występowałeś przeciw Anwilowi w derbach włocławsko-inowrocławskich. Czy najbardziej pamiętne z nich to te, w których Alex Austin rzucił 50 punktów w Hali Mistrzów?

Tamten mecz był najlepszym prezentem gwiazdkowym, jaki mogliśmy sobie wymarzyć. Alex zagrał niesamowicie i poprowadził nas do zwycięstwa. Zbierał piłkę w obronie, przekozłowywał ją na drugą stronę boiska, rzucał i trafiał. Niestety, ja, chociaż byłem wtedy z drużyną we Włocławku, nie mogłem pojawić się na parkiecie. Już nie wiem, czy byłem kontuzjowany, czy po prostu jeszcze nie łapałem się do składu meczowego. Najważniejsze, że wygraliśmy i mogliśmy w dobrych nastrojach spędzić święta. Za to przez Anwil przetoczyła się chyba wtedy burza, bo zwolniono trenera Stevana Tota.

Czy kolejność zespołów w tabeli ligowej po trzech kolejkach jest dla ciebie zaskoczeniem?

Liga jest bardzo wyrównana. Dlatego można się było spodziewać, że takie wyniki jak zwycięstwo Trefla nad Turowem będą się zdarzały. Większą niespodzianką jest świetna dyspozycja AZS-u Koszalin, który pokonał wszystkich swoich dotychczasowych rywali. Widać, że jest to zespół zbudowany z głową i może sporo zamieszać w lidze. Cieszy mnie oczywiście, że dystansu do czołówki nie stracił Anwil. Musimy wygrywać jak najwięcej meczów, w których jesteśmy faworytami, żeby później nie musieć z drżeniem patrzeć na wyniki innych. Zaliczka 3-0 jest bardzo obiecująca, a jeszcze wszystko przed nami.



Wywiad ukazał się w ostatnim numerze czasopisma "Nasz Anwil".