Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Jak zapowiadali, tak zrobili: Zastal rozbity

Sobota, 10 Marca 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek zatrzymał dziś rozpędzoną machinę Zastalu i wygrał 88:72. Nie dając przyjezdnym żadnych szans, grał energicznie i skutecznie, czyli tak jak zapowiadał przed meczem. Charakter pokazała cała dziesiątka, jaka sobotniego wieczoru pojawiła się na parkiecie w białych koszulkach z dumnym Rottweilerem w logo.

Anwil Włocławek zatrzymał dziś rozpędzoną machinę Zastalu i wygrał 88:72. Nie dając przyjezdnym żadnych szans, grał energicznie i skutecznie, czyli tak jak zapowiadał przed meczem. Charakter pokazała cała dziesiątka, jaka sobotniego wieczoru pojawiła się na parkiecie w białych koszulkach z dumnym Rottweilerem w logo.
- Wygraliśmy, bo byliśmy drużyną w ataku. Wygraliśmy, bo byliśmy drużyną w obronie – tak po meczu, na gorąco i z wyraźną ulgą powiedział trener Krzysztof Szablowski. Jego koszykarze zagrali tak, jak gdyby od tego spotkania zależało całe ich życie. Gdy pojawiał się choćby cień szansy na odbiór piłki rzucali się po nią jak prawdziwe Rottweilery. Barierą nie były ani mięśnie rywali, ani infrastruktura rozstawiona wokół parkietu. Udowodnił to m.in. Seid Hajrić rzucając się daleko w ławki reporterskie i ratując tym samym uciekającą piłkę. To tylko jeden przykład, ale takich interwencji, gdzie trzeszczały kości i istniało ryzyko kontuzji było całe mnóstwo.

Anwil położył na szalę całą swoją moc. I wykorzystywał ją umiejętnie – dzieląc po równo na atak i obronę. Dzięki temu drugiemu elementowi udało się zatrzymać najgroźniejszą broń Zastalu, czyli szybki atak. W pierwszej połowie, która ustawiła całe spotkanie, goście zaledwie czterokrotnie przeprowadzili szybkie kontry i co ważniejsze, tylko jedna z nich przyniosła im punkty. Swoje piętno na wyniku odcisnęły również faule. Wypoczęty, ale i wybity z rytmu treningowego Walter Hodge nie mógł sobie pogardzić z kontaktową grą Krzysztofa Szubargi i już w 16. minucie miał na swoim koncie 4 faule i musiał zająć miejsce na ławce. Jego los podzielił Gani Lawal, który co prawda dobrze grał w ataku, ale w obronie niewiele mógł wskórać kryjąc żądnego punktów Corsleya Edwardsa.

Siedzący tuż za ławką rezerwowych Andrzej Pluta był zbudowany tym, co pokazali jego następcy. – Anwil wygrał, bo zagrał z pasją. Wykorzystał też swoje przewagi. W ważnych momentach trafiał za trzy i udanie bronił. Cały zespół zagrał fenomenalnie, a jego gwiazdor Corsley Edwards przeszedł samego siebie – ocenił były kapitan Anwilu. Komplementy w kierunku Amerykanina nie były jedynie kurtuazją, a obaj panowie po meczu spędzili dłuższą chwilę wymieniając się spostrzeżeniami. Edwards na pochwały zasłużył, bo na parkiecie pracował za dwóch, a do tego grał 33 minuty, prawie najdłużej w zespole Anwilu. Ostatecznie, zdobył 22 punkty i 10 zbiórek.

Podczas gdy Big Dog rządził pod koszem, na obwodzie zaciętością imponował Krzysztof Szubarga, który w opinii obserwatorów odmłodził się o 8 lat i przypominał dawnego, szalonego „Szubiego” z Noteci Inowrocław. Rozgrywający mógł sobie pozwolić na podkręcanie tempa akcji, ponieważ dużo ruchu wykonywali jego partnerzy. Raz za razem uwalniali się Dardan Berisha z Johnem Allenem, a Szubarga „pchał” do nich piłki, zaliczając 6 asyst.

Pierwsza połowa wygrana 15 punktami (50:35), oraz trójki będące antidotum na zryw Zastalu po przerwie, sprawiły, że Anwil czuł się bardzo pewny siebie. Trener Krzysztof Szablowski zalecił swoim koszykarzom wykorzystać fakt, że rozgrywający Zastalu byli zagrożeni faulami i wymusić na nich krytyczne przewinienia. Na boisku do końca utrzymał się co prawda Marcin Flieger, ale znacznie groźniejszy Walter Hodge musiał je opuścić na długie minuty przed ostatnim gwizdkiem. Wyłączeni liderzy rywali i nie zwalniający tempa Anwil, to obraz jaki cieszył tych, którzy do końca wierzyli w zespół. Włocławianie ani na chwilę nie odpuścili (w końcówce zabrakło już sił do śrubowania wyniku) i ostatecznie pokonali Zastal 88:72.

Sobotni triumf pokazał, że w drużynie drzemią ogromne możliwości. W pokonanym boju zostali przecież koszykarze, którzy niedawno rozgromili PGE Turów i Asseco Prokom. Było to możliwe dzięki ciężkiej pracy wykonanej na treningach oraz niezłomnemu charakterowi. Przed Anwilem kolejne wyzwania i trzeba żywić nadzieję, że tymi atutami zostaną rozstrzygnięte na ich korzyść.
Anwil Włocławek – Zastal Zielona Góra 88:72 (27:20, 23:15, 21:15, 17:22)

Anwil: Edwards 22, Berisha 16, Szubarga 11, Allen 10, Kinnard 10, Harrington 8, Hajrić 6, Wołoszyn 3, Maciejewski 2, Sokołowski 0

Zastal: Lawal 18, Chanas 13, Flieger 11, Sroka 7, Stelmach 6, Hodge 6, Archibeque 5, Mirković 0

PEŁNE STATYSTYKI