W swoim pierwszym meczu w ramach Intermarché Basket Cup - Pucharu Polski 2012/2013 Anwil Włocławek pokonał Start Gdynia 80:76. Wynik ten, choć pozytywny, to pozostawia niedosyt. Rottweilery prowadziły już bowiem różnicą 15 punktów i wydawało się, że wygrają wysoko. Tymczasem za tydzień w Hali Mistrzów zapowiada się mecz pełen emocji.
W swoim pierwszym meczu w ramach Intermarché Basket Cup - Pucharu Polski 2012/2013 Anwil Włocławek pokonał Start Gdynia 80:76. Wynik ten, choć pozytywny, to pozostawia niedosyt. Rottweilery prowadziły już bowiem różnicą 15 punktów i wydawało się, że wygrają wysoko. Tymczasem za tydzień w Hali Mistrzów zapowiada się mecz pełen emocji.
Tytułowy „dobry Start” w większej mierze dotyczy postawy gospodarzy środowego meczu niż satysfakcji z wyniku, ale i ta powinna towarzyszyć kibicom Anwilu. Gdynianie postawili bowiem trudne warunki i tylko dzięki większemu doświadczeniu Rottweilery rozstrzygnęły końcówkę na swoją korzyść.
Mecz zaczął się od szybko uzyskanego prowadzenia, dzięki któremu Anwil poczuł się pewniej na obwodzie. Za trzy trafiali Frasunkiewicz, Seweryn, Weeden i Szubarga, a włocławianie prowadzili w 9. minucie 26:17. Gdy do plejady strzelców z dystansu dołączył Marcus Ginyard zrobiło się 37:22, ale nawet taka różnica nie zniechęciła koszykarzy Startu do walki o korzystny wynik. Zadziwiał zwłaszcza pochodzący z Bałkanów środkowy Robert Rothbart. Popis jego gry doprowadził gospodarzy do stopniowego odrobienia strat i zbliżenia wyniku w okolice remisu jeszcze przed ostatnią odsłoną (63:60).
W decydujących minutach Start zdołał wyjść nawet na prowadzenie (69:66 i 76:72), ale bardziej doświadczeni gracze Anwilu nie pozwolili mu utrzymać jej do końca. Największa w tym zasługa koszykarzy, którzy jeszcze niedawno reprezentowali Gdynię, czyli Łukasza Sewryna i Przemysława Frasunkiewicza. Obaj Polacy dwukrotnie, z zimną krwią, wykorzystali wypracowane im pozycje do rzutów za trzy, a do tego świetnie bronili (m.in. blok „Franca” na Rothbarcie). Ich spokój był odpowiedzią na dezorganizację w szeregach Startu. Gospodarze, nie potrafiąc zapanować nad wydarzeniami w decydujących akcjach dopuścili się m.in. niesportowego przewinienia na Marcusie Ginyardzie, które dało Rottweilerom w sumie 5 ostatnich punktów i wygraną 80:76.
Bilans tego meczu, to nie tylko czteropunktowa zaliczka Anwilu w pierwszej w historii oficjalnej konfrontacji ze Startem Gdynia, ale również stłuczony mięsień Rubena Boykina. Na szczęście Amerykanin nie odniósł poważniejszej kontuzji i powinien być do dyspozycji trenera. Spotkanie ze Startem to dopiero połowa dwumeczu tej pary Intermarché Basket Cup - Pucharu Polski 2012/2013. Za tydzień we Włocławku dojdzie do ciekawie zapowiadającego się rewanżu. Drużyna, która wygra rywalizację, zmierzy się w drugiej rundzie rozgrywek z Energą Czarnymi Słupsk.
Start Gdynia - Anwil Włocławek 76:80 (20:31,23:19,17:13,16:17)Mecz zaczął się od szybko uzyskanego prowadzenia, dzięki któremu Anwil poczuł się pewniej na obwodzie. Za trzy trafiali Frasunkiewicz, Seweryn, Weeden i Szubarga, a włocławianie prowadzili w 9. minucie 26:17. Gdy do plejady strzelców z dystansu dołączył Marcus Ginyard zrobiło się 37:22, ale nawet taka różnica nie zniechęciła koszykarzy Startu do walki o korzystny wynik. Zadziwiał zwłaszcza pochodzący z Bałkanów środkowy Robert Rothbart. Popis jego gry doprowadził gospodarzy do stopniowego odrobienia strat i zbliżenia wyniku w okolice remisu jeszcze przed ostatnią odsłoną (63:60).
W decydujących minutach Start zdołał wyjść nawet na prowadzenie (69:66 i 76:72), ale bardziej doświadczeni gracze Anwilu nie pozwolili mu utrzymać jej do końca. Największa w tym zasługa koszykarzy, którzy jeszcze niedawno reprezentowali Gdynię, czyli Łukasza Sewryna i Przemysława Frasunkiewicza. Obaj Polacy dwukrotnie, z zimną krwią, wykorzystali wypracowane im pozycje do rzutów za trzy, a do tego świetnie bronili (m.in. blok „Franca” na Rothbarcie). Ich spokój był odpowiedzią na dezorganizację w szeregach Startu. Gospodarze, nie potrafiąc zapanować nad wydarzeniami w decydujących akcjach dopuścili się m.in. niesportowego przewinienia na Marcusie Ginyardzie, które dało Rottweilerom w sumie 5 ostatnich punktów i wygraną 80:76.
Bilans tego meczu, to nie tylko czteropunktowa zaliczka Anwilu w pierwszej w historii oficjalnej konfrontacji ze Startem Gdynia, ale również stłuczony mięsień Rubena Boykina. Na szczęście Amerykanin nie odniósł poważniejszej kontuzji i powinien być do dyspozycji trenera. Spotkanie ze Startem to dopiero połowa dwumeczu tej pary Intermarché Basket Cup - Pucharu Polski 2012/2013. Za tydzień we Włocławku dojdzie do ciekawie zapowiadającego się rewanżu. Drużyna, która wygra rywalizację, zmierzy się w drugiej rundzie rozgrywek z Energą Czarnymi Słupsk.
Start: Rothbart 27, Jakowski 10, Mokros 8, Kowalczyk 7, Mordzak 7, Kucharek 7, Pełka 5, Wojdyła 3, Andrzejewski 2, Malczyk 0
Anwil: Szubarga 14, Weeden 14, Ginyard 13, Seweryn 9, Frasunkiewicz 9, Boykin 7, Wright 6, Eitutavicius 5, Hajrić 3.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI