Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Gdyby nie straty...

Sobota, 18 Października 2014, 8:29, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek zanotował aż 20 strat w meczu z Rosą Radom, co musiało przełożyć się na ostateczny wynik - gospodarze wygrali mecz 77:71. Tym samym Rottweilery przegrały już trzecie spotkanie z rzędu i podąża szlakiem przetartym przez Andreja Urlepa i zespół z sezonu 2005/2006, który zaczął rozgrywki od czterech porażek.

Arvydas Eitutavicius trafił swoją trzecią trójkę w meczu w 26. minucie i tablica wyników w Radomiu pokazała wynik 46:46. Anwil Włocławek, choć odstawał od Rosy szerokością składu, rywalizował z faworytem spotkania jak równy z równym i do tego momentu optycznie prezentował się lepiej, niż w dwóch wcześniejszych meczach. Niestety, po trójce Litwina włocławianie zanotowali serię błędów.

Kilka nietrafionych rzutów, trzy straty w ataku oraz faul niesportowy Deonty Vaughna okazały się wodą na młyn dla radomskiego zespołu, który, rozpędzony, zdobył aż 13 punktów z rzędu do końca trzeciej kwarty, nie tracąc przy tym żadnego. Dodatkowo, czwartą odsłonę celną trójką otworzył Kamil Łączyński, prowadzenie Rosy zwiększyło się do stanu 62:46 i wydawało się, że losy spotkania zostały już rozstrzygnięte.

Nic bardziej mylnego. Pomimo słabej końcówki trzeciej kwarty, Rottweilery wyraźnie przyspieszyły tempo rozgrywania akcji w ostatniej i zaczęły odrabiać straty. Sygnał do skuteczniejszej gry w ofensywie dał ponownie najlepiej dysponowany tego dnia wśród włocławian, Eitutavicius, który w nieco ponad minutę zdobył osiem punktów. W tym momencie Rosa prowadziła więc tylko 64:58 i atmosfera w hali zrobiła się naprawdę gorąca. Po chwili dwa punkty dorzucił Konrad Wysocki, trafienie spod kosza zaliczył Seid Hajrić i na dwie minuty przed końcem meczu gospodarze mieli tylko pięć oczek przewagi (69:64). Niestety, w kluczowych momentach pojedynku gościom zabrakło skuteczności, a gwoździem do trumny okazały się cztery punkty byłych włocławian: Łukasza Majewskiego oraz Roberta Witki, który ustalił wynik na 77:71 dla miejscowych.

- Prosta matematyka. Jeśli przegrywa się mecz różnicą sześciu punktów, a popełnia się przy tym tyle strat, że rywale zdobywają po nich aż 25 punktów, to wszystko to tłumaczy – powiedział tuż po zakończeniu starcia litewski obrońca, najlepszy strzelec po stronie Anwilu, Arvydas Eitutavicius (19 oczek, 5/5 za trzy, sześć fauli wymuszonych), punktując największą bolączkę Rottweilerów w tym spotkaniu i nie tylko w tym spotkaniu, ale całym sezonie. W Radomiu włocławianie popełnili aż 20 strat, a każda z nich boli podwójnie, biorąc pod uwagę niską różnicę porażki.

Pomimo przegranej, progres w grze włocławian zauważyli również sobotni rywale, o czym nie omieszkał poinformować trener Rosy, Wojciech Kamiński. – Chcę powiedzieć, że najlepsze spotkanie Anwilu Włocławek w tym sezonie przypadło właśnie na mecz z nami i musieliśmy zagrać bardzo dobrze, by pokonać przeciwnika – stwierdził opiekun radomskiego klubu.

Zespół Mariusza Niedbalskiego zanotował trzecią porażkę z rzędu i otworzył zmagania ligowe najgorzej od dziewięciu lat. W sezonie 2005/2006 drużyna prowadzona przez Andreja Urlepa przegrywała bowiem w czterech kolejnych pojedynkach, by po początkowych zawirowaniach wyjść na prostą i ostatecznie zakończyć sezon z wicemistrzostwem na koncie. Mamy nadzieję, że historia lubi się powtarzać.

Rosa Radom - Anwil Włocławek 77:71 (16:17, 23:17, 20:12, 18:25)

Rosa: Gibson 20, Mirković 15, Turek 15, Witka 11, Majewski 7, Łączyński 6, Zalewski 3, Adams 0, Jeszke 0, Sokołowski 0, Szymkiewicz 0

Anwil: Eitutavicius 19, Wysocki 16, Simon 12, Vaughn 9, Hajrić 8, Surmacz 4, Krajniewski 0, Raczyński 0