Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Ej, tu ta wiktoria Anwilu nad Treflem

Niedziela, 25 Listopada 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Zwycięstwa ze wszystkimi trójmiejskimi drużynami ma już na swoim koncie Anwil Włocławek. Dziś dopełnił dzieła i pokonał Trefl Sopot 82:69. Asem z rękawa trenera Miliji Bogicevicia okazał się ustawiony na pozycji rzucającego obrońcy Arvydas Eitutavicius. Litwin trafił w drugiej kwarcie wszystkie 5 rzutów za trzy.

Zwycięstwa ze wszystkimi trójmiejskimi drużynami ma już na swoim koncie Anwil Włocławek. Dziś dopełnił dzieła i pokonał Trefl Sopot 82:69. Asem z rękawa trenera Miliji Bogicevicia okazał się ustawiony na pozycji rzucającego obrońcy Arvydas Eitutavicius. Litwin trafił w drugiej kwarcie wszystkie 5 rzutów za trzy.
Początkowo wydawało się, że mianem bohatera spotkania zostanie okrzyknięty Michał Sokołowski. Młody koszykarz po raz pierwszy u trenera Miliji Bogicevicia wybiegł w rozpoczynającej mecz piątce i dał koncert gry. W ciągu niespełna 8 minut trafił wszystkie swoje rzuty (9 punktów) i dołożył do nich 3 zbiórki w ataku oraz przechwyt. Sokołowski był nie do zatrzymania dla Trefla. Biegał do kontrataków, odważnie wbijał się pod kosz wzdłuż linii końcowej i bez pardonu walczył o każdą piłkę. Pomógł Anwilowi dobrze wejść w mecz i wydawało się, że nikt nie jest w stanie przyćmić jego występu.

Tymczasem, w drugiej kwarcie narodził się nowy idol, Arvydas Eitutavicius. Litwin zaczął swoją serię rzutów za trzy w 14. minucie, przy stanie 29:25 dla Anwilu. Trafił raz, po kilku chwilach drugi i trzeci. Z uderzenia nie wybił go czas wzięty przez debiutującego w TBL trenera Mariusza Niedbalskiego, ani trafienia rywali. Eitutavicius robił swoje. Swoją specyficzną techniką rzucił po raz czwarty i piąty, a to wystarczyło, żeby wyjść na prowadzenie 46:34. – Grałem wtedy jako rzucający obrońca, bo tak życzył sobie tego trener. A ofensywnym zadaniem na tej pozycji są rzuty za trzy, więc je oddawałem. Pomogłem zbudować przewagę, ale na wyróżnienie zasłużyła cała drużyna – mówił później ze śmiechem.

Anwil grał w tym meczu bez Seida Hajricia, bo center wolał nie ryzykować otwarciem się rany po rozcięciu dłoni. Zamiast niego na tablicach walczyli: niezawodny Ruben Boykin oraz pozostający dotąd w cieniu Mateusz Bartosz. Ten drugi na tyle dobrze wywiązywał się ze swoich zadań, że tym razem krócej na pozycji silnego skrzydłowego grał Przemysław Frasunkiewicz. Zbiórka wygrana przez włocławian 40-33 była elementem kluczowym tego spotkania, podkreślanym później przez obie strony.

Szybkie tempo meczu i efektowne akcje zarówno Anwilu jak i Trefla sprawiły, że pojedynek oglądało się z przyjemnością. Co prawda, na przełomie trzeciej i czwartej odsłony goście zaczęli niepokojąco odrabiać straty (63:59 na niespełna 10 minut do końca), ale Rottweilery opanowały sytuację. Dzięki punktom Marcusa Ginyarda i Tonego Weedena po upływie 4 minut przewaga znów wzrosła do bezpiecznych 14 punktów. Sopocianie postawili wtedy na swoich liderów – Filipa Dylewicza i Franka Turnera – ale ze słabym skutkiem. Anwil był bowiem czujny. – Pamiętaliśmy, że Dylewicz lubi grać w naszej hali i zdobywać tu po 20 punktów. Dlatego bardzo się staraliśmy go dobrze pilnować – mówił trener Milija Bogicević. Zważywszy na 2 celne rzuty skrzydłowego z gry (na 11 prób), zadanie to koszykarze Anwilu wypełnili na piątkę.

Za to na szóstkę można ocenić aktualny bilans włocławian. Tyle meczów z rzędu wygrali w TBL i Pucharze Polski, czyniąc trenera Miliję Bogicevicia niepokonanym w roli pierwszego szkoleniowca Anwilu Włocławek.
Anwil Włocławek - Trefl Sopot 82:69 (20:16, 28:22, 15:19, 19:12)

Anwil:
Eitutavicius 20, Ginyard 16, Szubarga 11, Weeden 10, Sokołowski 9, Boykin 9, Wright 4, Frasunkiewicz 2, Bartosz 1, Seweryn 0

Trefl: Turner 19, Zamojski 15, Waczyński 11, Looby 8, Spralja 6, Stefański 5, Dylewicz 5, Harrington 0, Dąbrowski 0, Jarmakowicz 0, Michalak 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI