Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Dystans (do) radomian

Czwartek, 08 Maja 2014, 6:48, Michał Fałkowski

Będzie piąte, decydujące starcie w ćwierćfinałowej serii Anwilu Włocławek i Rosy Radom. Wszystko przez drugą wyjazdową porażkę Rottweilerów, tym razem 100:75. Sukces gospodarzom zapewniła znakomita 57 procentowa skuteczność rzutów z dystansu i fakt, że Anwilowi brakowało sił, by postawić mocniejszą obronę.

Starcie w Radomiu miało duże znaczenie dla obu drużyn, o czym może świadczyć choćby fakt, że nawet, gdy jeszcze dobrze nie nabrało rumieńców, sędziowie gwizdkami musieli gasić temperamenty. Gdy na początku spotkania walkę o zbiórkę wygrał Seid Hajrić, nieelegancko i niebezpiecznie za rękę na parkiet pociągnął go sfrustrowany Kirk Archibeque. To oczywiście musiało się skończyć faulem niesportowym. Niestety, Anwil nie potrafił wykorzystać ani tej, ani kilku innych dogodnych sytuacji i po czterech minutach przegrywał 12:2.

Sytuacja włocławian długo nie poprawiała się, bo Rosa jak natchniona rzucała zza linii 6,75. W pierwszej kwarcie trafiła 5 z 6 takich prób zapewniając sobie prowadzenie 28:17 i nakręcając się na dalszą część rywalizacji. Jej przewaga mogła być nawet większa, ale w końcówce pierwszej kwarty sprawy w swoje ręce wziął Jordan Callahan. Jego przechwyty, podania w kontrze i punkty sprawiły, że fantastyczni z dystansu gospodarze wciąż nie mogli odskoczyć na więcej niż 15 punktów. Wydawało się jednak, że decydujące uderzenie ze strony Rosy przyjdzie w drugiej połowie. Trener Wojciech Kamiński na długo posadził na ławce swojego najskuteczniejszego gracza Łukasza Majewskiego, a i Jakub Dłoniak nie był forsowany ponad siły. W efekcie, fragment między 15. a 20. minutą Anwil wygrał 13:7 i na tablicy wyników było 47:38 dla radomian.

Oszczędzanie sił na drugą połowę okazało się słuszną taktyką Rosy. Dwie ładne i skuteczne akcje Mateusza Kostrzewskiego na jej otwarcie – najpierw wsad, a później 2+1 - nie zrobiły na wypoczętych gospodarzach żadnego wrażenia. Pełni wiary w zwycięstwo utrzymywali dobrą skuteczność i w połowie trzeciej odsłony prowadzili 64:47. Pod koszem pewną ręką popisywał się Kirk Archibeque, a z dystansu razili Łukasz Majewski i Jakub Zalewski. Dzięki tej trójce koszykarzy przewaga Rosy wzrosła nawet do 18 punktów.

Po stronie Anwilu tylko Mateusz Kostrzewski prezentował się tak, jakby można oczekiwać. Właściwie w pojedynkę stanowił o ofensywie swojego zespołu rzucając 11 z 15 punktów włocławian w III kwarcie! Również w obronie robił co mógł, ale Archibeque i Majewski wykorzystywali przewagę siły i wspólnie dawali radę skrzydłowemu Rottweilerów.

70:53 na 10 minut przed końcem i 83:59 pięć minut później oznaczało pewny już powrót do Włocławka na piąte, decydujące starcie. Wobec powyższego trener Milija Bogicević zdecydował się wprowadzić na parkiet młodych Bartosza Jankowskiego i Adriana Warszawskiego, a oszczędzać siły Seida Hajricia i Mateusza Kostrzewskiego. Do końca nie potrafił się przełamać bezproduktywny Piotr Pamuła, niewiele wnosili pozostali, a Rosa zbierała (46 – 25) i rzucała za trzy (13 z 23 rzutów). Jak się można było spodziewać, wynik urósł do wysokich rozmiarów i Anwil przegrał 100:75.

Rosa Radom – Anwil Włocławek 100:75 (28:17, 19:21, 23:15, 28:20)

Rosa: Zalewski 18, Majewski 18, Archibeque 17, Dłoniak 15, Kardaś 8, Jeszke 7, Adams 6, Lucious 5, Michalski 4, Witka 2, Subota 0

Anwil: Kostrzewski 18, Callahan 16, Graham 15, Mijatović 12, Hajrić 6, Witliński 3, Jankowski 2, Warszawski 2, Pamuła 1

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI