Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Dreszczowiec dla Anwilu

Czwartek, 10 Kwietnia 2014, 7:46, Michał Fałkowski

Po meczu, w którym niemal przez cały czas trwała walka kosz za kosz Anwil Włocławek pokonał Rosę Radom 66:64. Bohaterem Rottweilerów był Jordan Callahan. Amerykanin na początku niemal w pojedynkę stanowił o ofensywie włocławian, a w końcówce trafił kilka bezcennych rzutów wolnych. Dla Anwilu było to drugie zwycięstwo w etapie szóstek, a dla Rosy pierwsza przegrana.

Przystępując do czwartkowego pojedynku gospodarze byli rozdarci. Z jednej strony niosła ich znakomita seria pięciu zwycięstw z rzędu, z drugiej niepokój budziła absencja Kirka Archibequea. Lider radomian nabawił się kontuzji w trakcie meczu ze Stelmetem i potrzebuje podobno kilkunastu dni, żeby wrócić do zdrowia. Anwil chciał wykorzystać ten fakt i od początku odebrać Rosie resztki pewności siebie. Plan się nie powiódł, bo miejscowym wpadły pierwsze rzuty i prowadzili 7:0. Zamiast jednak iść za ciosem, pozwolili rozkręcić się Jordanowi Callahanowi. Rozgrywający włocławian był zbyt szybki dla obrońców i raz za razem „nabijał” konto punktowe swojej ekipy. Z 18 oczek, jakie Anwil zdobył w pierwszej kwarcie, aż 13 było autorstwa filigranowego playmakera.

O tym jak wyrównane spotkanie obejrzeli kibice w Radomiu oraz telewidzowie w całej Polsce niech świadczy fakt, że wspomniane na wstępie 7 punktów przewagi gospodarzy było najwyższą różnicą w całym meczu. Od 4. minuty trwała walka kosz za kosz, która sprawiła, że na tablicy wyników ani raz nie wyświetliła się większa przewaga niż 4 punkty!

Rezultat wciąż oscylujący wokół remisu był zasługą nie tylko podobnego potencjału w ataku, ale również zbliżonych statystyk strat i przechwytów. Udana akcja za udaną, błąd za błąd – tak wyglądało to starcie. Anwil mógł mieć w nim więcej korzyści, gdyby lepiej dysponowany był Seid Hajrić. Środkowy popełnił 4 straty w pierwszej połowie i później bał się już przebojem atakować. Uwagę skupił na zbiórkach (zaliczył ich aż 9) i obronie przeciw Kimowi Adamsowi. Choć Amerykanin grał znacznie dłużej niż zwykle, to dzięki „opiece” kapitana Anwilu wcale nie poprawił statystyk rzutowych. Trafił tylko raz, na zakończenie pierwszej połowy, dając swojej drużynie prowadzenie 31:30.

Niemal identycznie jak druga, wyglądała kwarta numer trzy. Tyle tylko, że tym razem o jeden punkt lepsi okazali się włocławianie, co pozwoliło im do decydującej odsłony przystąpić przy remisie. Za sprawą świetnej formy strzeleckiej Łukasza Majewskiego (6/9 x 3), Rottweilerom nie udało się również odskoczyć w kolejnych minutach. Skrzydłowy radomian miał odpowiedź zarówno na trafienia Jordana Callahana, jak i akcje Michała Sokołowskiego. Dreszczowiec trwał, a napięcie wzrastało z każdą sekundą przybliżającą do ostatniego gwizdka.

Gdy nadszedł moment, w którym losy meczu musiały się wreszcie rozstrzygnąć, Anwil pokazał, że ma odrobinę więcej argumentów. Kilka celnych rzutów za dwa pozwoliło złapać pewność siebie, która bardzo się przydała, gdy z dystansu trafił Korie Lucious. Po drugiej stronie parkietu nie zawahał się bowiem Piotr Pamuła i 3,5 minuty przed końcem Anwil prowadził 61:59. Po kilku nieudanych akcjach z obu stron, znów nastąpiła wymiana trafień, ale cały czas to włocławianie byli o włos lepsi. Z tego powodu w końcowych sekundach Rosa musiała faulować. Na szczęście przewinienie popełnione zostało na będącym tego dnia w świetnej dyspozycji Jordanie Callahanie, który trafił obydwa rzuty wolne (65:62). Do remisu mógł jeszcze doprowadzić Korie Lucious, ale po wątpliwym faulu przy rzucie za trzy, nie wykorzystał jednego z osobistych i raz jeszcze jego zespół musiał polować na przewinienie. I znów po rękach dostał Callahan, który trafił jeden z dwóch rzutów osobistych, a trzy sekundy pozostałe do końca starcia zmarnował Robert Witka. Anwil wygrał ostatecznie 66:64, a kibice mogli odetchnąć z ulgą (fani z Włocławka) lub opuścić halę z niedosytem (miejscowi).

Czwartkowy wynik, to drugie zwycięstwo Rottweilerów w Top6 TBL i jednocześnie pierwsza porażka rywali. Kolejna próba sił tych zespołów już w najbliższą niedzielę we Włocławku.

 

Rosa Radom – Anwil Włocławek 64:66 (19:18, 12:12, 15:16, 18:20)

Rosa: Majewski 22, Lucious 13, Łączyński 8, Witka 7, Dłoniak 4, Jeszke 3, Zalewski 3, Radke 2, Adams 2

Anwil: Callahan 22, Sokołowski 13, Kostrzewski 11, Hajrić 6, Mijatović 6, Pamuła 5, Graham 3, Witliński 0

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI