Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

DBE: Zgorzelec zdobyty!

Piątek, 21 Grudnia 2007, 1:00, Michał Fałkowski

W świetnych humorach na przerwę świąteczną udadzą się koszykarze Anwilu. W Zgorzelcu w bez wątpienia najciekawszym spotkaniu 11. kolejki spotkań podopieczni Alesa Pipana pokonali po emocjonującym pojedynku PGE Turów Zgorzelec.

Spotkanie w Zgorzelcu zgodnie z przewidywaniami stało pod znakiem twardej gry w obronie, stąd taka, a nie inna zdobycz punktowa z obydwu stron.

Podopieczni Alesa Pipana rozpoczęli z wysokiego "C". Dobrze spisywali się zarówno w ataku jak i w obronie. Po skutecznych akcjach Zagoraca i Hendersona włocławianie prowadzili 4-0. Gospodarze, którzy najwyraźniej zostali zaskoczeni świetną defensywą Anwilu swoje pierwsze punkty zdobyli dopiero po trzech minutach gry. "Rottweilery" jednak cały czas broniły zajadle i w pierwszej kwarcie wybiły z głowy koszykówkę zgorzelczanom, czego efektem było prowadzenie 18-7. Duża zasługa leży po stronie Alana Danielsa, który popisał się dwiema "trójkami"

Wiadomo było jednak, że gospodarze nie zamierzają spasować. Motywowani przez Saso Filipovskiego rzucili się do odrabiania strat. Śmiało można powiedzieć, że kolejne minuty stanęły pod znakiem walki pomiędzy Alexem Dunnem, a zawodnikami Turowa. Amerykański środkowy Anwilu w drugiej kwarcie zdobył 8 punktów (wszystkie dla „Rottweilerów” w tej odsłonie). Gospodarze systematycznie zbliżali się do rywali, ale nie byli w stanie przełamać prowadzenia gości, którzy umiejętnie odpierali ataki rywali.   

Po przerwie PGE Turów nadal naciskał na zespół ze stolicy Kujaw. Na tyle skutecznie, że ten wypuścił z rąk swoje prowadzenie na rzecz Thomasa Kelatiego. Po akcji Erytreańczyka z amerykańskim paszportem na tablicy był remis po 32. Od tego momentu trwała walka kosz za kosz i liderowanie przechodziło z rąk do rąk. Na domiar złego szeregi Anwilu dopadła plaga fauli. Po 4 przewinienia złapali Dunn z Okaforem przez co powędrowali na ławkę. Pomimo niesprzyjających okoliczności to podopieczni trenera Pipana przed decydującą odsłoną prowadzili 43-41 i byli bliżsi zwycięstwa.

"Rottweilery" w pierwszych trzy minuty czwartej kwarty wygrały 7-2. David Logan wraz z Kelatim robili co mogli, ale tego dnia defensorzy Anwilu dali do wiwatu strzelcom wyborowym ze Zgorzelca. Frustracja dwóch najjaśniejszych gwiazd gospodarzy rosła wraz z upływającym czasem gry. Ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie Witka i Rodriguez. W głównej mierze to właśnie dzięki nim Turów odrobił stratę, a nawet po akcji 2+1 Portorykańczyka wyszedł na prowadzenie 59-57. Anwil nie podłamał się niekorzystnym obrotem sprawy i dążył do zmiany niekorzystnego rezultatu. Do remisu na niewiele ponad minutę przed końcem celnymi wolnymi doprowadzili Henderson z Danielsem.

To wszystko co do tej pory wydarzyło się na parkiecie w hali przy ulicy Maratońskiej było jedynie preludium do wielkiego finału. Witka naciskany przez obrońców Anwilu spudłował. Piłka trafiła w ręce Hendersona, który mógł grać do końca. Bezpardonowo faulowany Amerykanin stanął na linii wolnych i ku uciesze grupy kibiców z Włocławka wykorzystał obywa osobiste. Jak się chwilę później okazało, były zwycięskie punkty, które dały Anwilowi kolejne ligowe zwycięstwo. Losy meczu próbował odwrócić jeszcze Ljubotina, ale piłka po jego rzucie rozpaczy niemal z połowy boiska nie znalazła drogi do kosza.


PGE Turów Zgorzelec - Anwil Włocławek 59-61 (7-18, 17-8, 17-17, 18-18)
STATYSTYKI