Pojedynek o pierwsze miejsce w tabeli nie obfitował w zbyt wiele emocji. Szczelna defensywa zespołu ze Zgorzelca pozbawiła szans Anwilu na zwycięstwo. Prawdziwym katem podopiecznych Alesa Pipana był David Logan.
Od samego początku było widać, że stawka meczu usztywnił obydwa zespoły. Szybciej tremy pozbył się Anwil, a w zasadzie Alex Dunn, który zdobył cztery pierwsze punkty dla swojej drużyny. W składzie gości najszybciej przebudził się David Logan. Filigranowy Amerykanin w pojedynkę wyprowadził swój zespół na prowadzenie 12-6. Obrona włocławian była bezradna wobec harców Logana. Do jego poziomu dostosował się także Thomas Kelati, który popisał się dwoma rzutami za trzy punkty i na niewiele ponad minutę przed końcem pierwszej kwarty było 18-12 dla zgorzelczan. Dystans jaki dzielił obydwa zespoły zwiększył się, po przewinieniu technicznym dla trenera Pipana. Kelati wykorzystał jeden z dwóch osobistych, chwilę później Logan ponownie trafił za trzy. Jakby tego było mało, to zaliczył jeszcze przechwyt i umieścił piłkę w koszu (24-12).
Sygnał do odrabiania strat dał Zbigniew Białek, który dwukrotnie trafił za trzy punkty. Łukasz Koszarek dołożył do tego jeszcze dwa „oczka” i Anwil przegrywał tylko 20-24. Turów szybko się przebudził i kolejne minuty wygrał 7-0. Przestój podopiecznych Alesa Pipana przerwał Białek, który zachował najwięcej zimnej krwi pod koszem gości. Na niewiele się to zdało, ponieważ to Zgorzelec kontrolował rozwój wydarzeń na parkiecie. W efekcie zespół prowadzony przez trenera Filipovskiego schodząc na przerwę miał 17 punktów więcej od gospodarzy (50-33).
Po przerwie obraz gry niewiele się zmieniał. Anwil próbował odrabiać straty, ale goście żelazną defensywą ostudzali zapędy koszykarzy ze stolicy Kujaw. Trener Pipan imał się różnych wariantów personalnych, ale nie przynosiło to spodziewanych efektów, ponieważ Logan i spółka cały czas utrzymywali bezpieczne prowadzenie, które oscylowało w granicach 15 punktów. Kibicie, którzy szczelnie wypełnili Halę Mistrzów, tracili nadzieje w to, że gospodarze odwrócą losy meczu. Z każdą kolejną minutą goście powiększali swoją przewagę, która na niewiele ponad siedem minut przed końcową syreną wynosiła już 24 punkty (68-44). Ambitnie grających podopiecznych Alesa Pipana było jedynie stać na częściowe zniwelowanie strat.
Anwil Włocławek – PGE Turów Zgorzelec 55-74 (12-24, 18-26, 11-12, 11-12)