Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Dariusz Kondraciuk: Ciarki na plecach

Wtorek, 05 Maja 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Niemal dekadę temu Dariusz Kondraciuk zakończył swoją koszykarską przygodę z Anwilem Włocławek. Choć należał do grona najlepszych zawodników polskiej ligi na pozycji rozgrywającego, kontuzja kolana nie pozwoliła mu zrobić wielkiej kariery. Sentyment Dariusza Kondraciuka do Anwilu jednak pozostał, o czym można się przekonać czytając jego komentarz do zakończonej waśnie rywalizacji z Asseco Prokomem.

Niemal dekadę temu Dariusz Kondraciuk zakończył swoją koszykarską przygodę z Anwilem Włocławek. Choć należał do grona najlepszych zawodników polskiej ligi na pozycji rozgrywającego, kontuzja kolana nie pozwoliła mu zrobić wielkiej kariery. Sentyment Dariusza Kondraciuka do Anwilu jednak pozostał, o czym można się przekonać czytając jego komentarz do zakończonej waśnie rywalizacji z Asseco Prokomem.

Przyjechał Pan do Włocławka specjalnie na szósty mecz półfinałowy. Czy to oznacza, że rywalizację włocławsko-sopocką śledzi Pan ze szczególnym zainteresowaniem?

 

- Cały półfinał śledziłem w telewizji, a na ostatni mecz postanowiłem wybrać się osobiście. Wykorzystałem to, że we Włocławku z dużą przychylnością traktuje się byłych graczy. Takie podejście sprawia, że my również miło wspominamy ten klub, gorąco mu kibicujemy i gdy tylko nadarza się okazja, to wspieramy z trybun.

 

Mimo wspaniałej postawy koszykarze Anwilu jednak nie zagrają w finale. Co Pańskim zdaniem miało największy wpływ na taki wynik półfinału?

 

- Zacznijmy od tego, że rywalizacja Anwilu z Asseco Prokomem była bardzo wyrównana. W ostatnim meczu zadecydowała skuteczność rzutowa, która niestety pozostawiała wiele do życzenia. Poza tym, już pierwszy rzut oka w statystyki karze upatrywać przyczyn porażki Anwilu w wyraźnie przegranej rywalizacji o zbiórki [30-50 – red.]. Na takim poziomie gry każda zbiórka jest na wagę złota i nie można myśleć o zwycięstwie, gdy przegrywa się walkę na tablicach. Ostatnią i może nawet najważniejszą różnicę robił Qyntel Woods. To zawodnik poza poziomem naszej ligi. Myślę, że on mógłby spokojnie być wyróżniającą się postacią niedzielnego finału Euroligi. Na razie w Polsce pokazuje, że nie ma zawodnika, który potrafiłby go zatrzymać.

 

Niektórym nasz półfinał się nie podobał. Trener Czarnych Słupsk, Gasper Okorn uznał, że bardziej przypominał on delikatny balet niż twardą koszykówkę…

 

- Trudno mi nawet skomentować takie słowa. Być może są to jakieś podchody pozasportowe. Można przypuszczać, że Gasper Okorn chciał zastosować taktykę podobną do tej z rywalizacji bokserskiej, gdzie już przed walką nakręca się słowna spirala. Niestety, chyba zapomniał, że ostatnim, który dużo mówił, ale też popierał słowa postawą sportową był Muhammad Ali. Cała reszta krzykaczy najczęściej opuszczała ring na noszach. Sądzę, że w rywalizacji z Anwilem taka sromotna porażka czeka też trenera Czarnych.

 

Jako byłego rozgrywającego muszę Pana zapytać o opinię na temat playmakerów Anwilu i Asseco Prokomu. Który styl kreowania gry bardziej się Panu podoba?

 

- Podziwiam grę Łukasza Koszarka. Po wielu latach doczekaliśmy się rozgrywającego, który poziomem nie odbiega od zawodników amerykańskich. W Anwilu jest jedynym typowym rozgrywającym i sopocianie próbowali to wykorzystać. Kładli ogromny nacisk na pilnowanie Łukasza. Chcieli go jak najszybciej zmęczyć, a mimo to, on niejednokrotnie ciągnął grę Anwilu. Bardzo mu kibicuję i cieszę się, że prezentuje świetną formę w tym sezonie. On ma wszelkie predyspozycje, by stać się liderem kadry, tak jak jest w tym sezonie niekwestionowanym liderem Anwilu.

Atmosfera w Hali Mistrzów przypominała tę z małej hali OSiR?

 

- Przypomniały mi się stare dobre czasy spędzone we Włocławku. Aťałuję, że nie dane mi było zagrać w nowej, pięknej hali, ale specyficzny klimat starego obiektu też miał swój urok. Tak jak wtedy, tak również dziś gościom bardzo trudno gra się we Włocławku. Jedyne co się zmieniło, to kultura dopingowania. Gdy graliśmy mecze ze Śląskiem Wrocław, to przeróżne rzeczy można było usłyszeć i niewiele z nich nadaje się do zacytowania. Po niedzielnym meczu jestem pełen szacunku dla włocławskich kibiców. Nawet gdy Anwil przegrywał wyraźnie w końcówce, to hala nie ucichła i dalej w kulturalny, ale i porywający sposób wspierała koszykarzy. Przyznam, że po plecach przechodziły mi ciarki, gdy słyszałem gromkie „dziękujemy” i przyśpiewki o „wierze w cuda”. To było niesamowite!

 

Anwilowi pozostała walka o brąz. Jakie warunki musi spełnić nasza drużyna, żeby ją wygrać?

 

- Sugerując się meczami półfinałowymi, można powiedzieć, że będzie kilka ważnych kwestii. Po pierwsze, na równie wysokim poziomie musi zagrać Łukasz Koszarek. Aktywowany powinien również zostać Andrzej Pluta. Sugerowałbym, żeby wpuścić go na boisko trochę wcześniej i pozwolić mu lepiej wejść w mecz. Andrzej jest nie tylko znakomitym strzelcem, ale również dobrym duchem zespołu i ważną postacią w obronie. Znam go od wielu lat i widzę, że gdy siedzi na ławce, jest przygaszony i nie może pokazać pełni swoich umiejętności. Jeśli chodzi o wysokich, to Paul Miller powinien sobie spokojnie dać radę pod koszem.

 

O mobilizację chyba nie musimy się martwić?

 

- Bardzo duża rola tutaj Igora Griszczuka. Wiem, że dla niego to będą mecze z podtekstem. Dlatego myślę, że zrobi wszystko, żeby zmobilizować chłopaków. Poza tym, medal to jest prestiż i czy walczy się o złoto, czy o brąz to nie ma aż tak dużego znaczenia mentalnego. Każdy i tak pragnie wygrać. Zbliża się lato i jak wiadomo, dziewczyny lubią brąz… Ja na pewno przyjadę na mecz we Włocławku i będę ściskał kciuki, żeby tak jak mówiłem, „posłać trenera Okorna na deski”.