Chociaż w najbliższą sobotę Anwil Włocławek zmierzy się ze Startem Gdynia po raz pierwszy w historii w ramach rozgrywek ligowych, to przeciwnik ten jest już Rottweilerom doskonale znany. To będzie czwarty mecz Anwilu ze Startem na przestrzeni trzech miesięcy.
Chociaż w najbliższą sobotę Anwil Włocławek zmierzy się ze Startem Gdynia po raz pierwszy w historii w ramach rozgrywek ligowych, to przeciwnik ten jest już Rottweilerom doskonale znany. To będzie czwarty mecz Anwilu ze Startem na przestrzeni trzech miesięcy.
Wszystkie dotychczasowe pojedynki Anwil rozstrzygał na swoją korzyść. Najpierw, przed sezonem, pewnie pokonał ligowego beniaminka 84:73. Później, w Pucharze Polski miał trochę kłopotów w Gdyni, ale ostatecznie i tak wygrał 80:76. Solidniejszą zaliczkę wypracował sobie w Hali Mistrzów, eliminując Start z IBC dzięki zwycięstwu 89:83. Czy można zatem uznać, że włocławianie posiedli receptę na pokonanie tego rywala?
- Raczej nie ma jednego sposobu na wygranie wszystkich meczów z daną drużyną. Za każdym razem przebieg wyniku układa się inaczej i inne kwestie decydują o tym kto jest górą – tłumaczy Krzysztof Szubarga. – Start pokazał do tej pory, że jest zespołem dobrze przygotowanym do sezonu i oprócz odrobiny doświadczenia, nie odstaje niczym od reszty drużyn. Chcąc z nim wygrać, za każdym razem trzeba podejść do rywalizacji z pełnym zaangażowaniem.-
„Szubi” ma w konfrontacji ze Startem szczególnie trudne zadanie. W większości pozostałych meczów to on jest tym, który nęka obroną gwiazdy rywali. W konfrontacji z gdynianami, sam staje się głównym celem defensywy młodych przeciwników. Na szczęście, kapitan Anwilu jest w dobrej formie fizycznej i dzielnie znosi obronę na całym boisku. Potrafi ją zgubić i zapracować na miano najskuteczniejszego gracza konfrontacji.
Z kolei Anwil przekonał się, że nie może pozostawić odrobiny swobody Robertowi Rothbartowi, jedynemu obcokrajowcowi w ekipie rywali. Izraelski center raz zaliczył 27 punktów przeciw włocławianom i później był już bez pardonu wypychany spod kosza, odcinany od piłek lub nawet faulowany. Mierzący 217 cm center sprawia niższym środkowym Anwilu wiele problemów i dlatego sposoby jego zatrzymania często nie należą do najbardziej wyszukanych. Grunt, że przynosi to efekt i oby tak było również w najbliższą sobotę.
Anwil zagra w Gdyni bez Seida Hajricia, który powoli kończy rekonwalescencję po urazie dłoni. Środkowy rozciął ją w meczu pucharowym ze… Startem i nikt nie chce ryzykować podrażnienia rany. Absencja Hajricia, to sygnał dla Ryana Wrighta, że pora wyjść z cienia i zaprezentować się tak, jak życzyliby sobie tego trenerzy i kibice. Kanadyjczyk ma znakomite warunki fizyczne, żeby wyprzedzać Rothbarta i dając się faulować zaliczać akcje 2+1 lub stawać na linii rzutów wolnych. Rzecz w tym, żeby grę w ataku poparł jeszcze dobrą obroną. Pod koszem Wrighta wspierać będą Ruben Boykin, Mateusz Bartosz i Przemysław Frasunkiewicz.
Listopad w wykonaniu Anwilu był rewelacyjny. Włocławianie wygrali wszystkie sześć meczów, rozpoczęli marsz w górę tabeli TBL i zachowali czyste konto w Pucharze Polski. Odnieśli pierwsze zwycięstwo na terenie mistrza z Gdyni i zanotowali najwyższą wygraną w historii pojedynków z Treflem Sopot. Jak rozpoczną grudzień?
Przekonamy się w sobotę. Początek meczu o godz. 18:00. Relację z Gdyni przeprowadzi Radio GRA.
- Raczej nie ma jednego sposobu na wygranie wszystkich meczów z daną drużyną. Za każdym razem przebieg wyniku układa się inaczej i inne kwestie decydują o tym kto jest górą – tłumaczy Krzysztof Szubarga. – Start pokazał do tej pory, że jest zespołem dobrze przygotowanym do sezonu i oprócz odrobiny doświadczenia, nie odstaje niczym od reszty drużyn. Chcąc z nim wygrać, za każdym razem trzeba podejść do rywalizacji z pełnym zaangażowaniem.-
„Szubi” ma w konfrontacji ze Startem szczególnie trudne zadanie. W większości pozostałych meczów to on jest tym, który nęka obroną gwiazdy rywali. W konfrontacji z gdynianami, sam staje się głównym celem defensywy młodych przeciwników. Na szczęście, kapitan Anwilu jest w dobrej formie fizycznej i dzielnie znosi obronę na całym boisku. Potrafi ją zgubić i zapracować na miano najskuteczniejszego gracza konfrontacji.
Z kolei Anwil przekonał się, że nie może pozostawić odrobiny swobody Robertowi Rothbartowi, jedynemu obcokrajowcowi w ekipie rywali. Izraelski center raz zaliczył 27 punktów przeciw włocławianom i później był już bez pardonu wypychany spod kosza, odcinany od piłek lub nawet faulowany. Mierzący 217 cm center sprawia niższym środkowym Anwilu wiele problemów i dlatego sposoby jego zatrzymania często nie należą do najbardziej wyszukanych. Grunt, że przynosi to efekt i oby tak było również w najbliższą sobotę.
Anwil zagra w Gdyni bez Seida Hajricia, który powoli kończy rekonwalescencję po urazie dłoni. Środkowy rozciął ją w meczu pucharowym ze… Startem i nikt nie chce ryzykować podrażnienia rany. Absencja Hajricia, to sygnał dla Ryana Wrighta, że pora wyjść z cienia i zaprezentować się tak, jak życzyliby sobie tego trenerzy i kibice. Kanadyjczyk ma znakomite warunki fizyczne, żeby wyprzedzać Rothbarta i dając się faulować zaliczać akcje 2+1 lub stawać na linii rzutów wolnych. Rzecz w tym, żeby grę w ataku poparł jeszcze dobrą obroną. Pod koszem Wrighta wspierać będą Ruben Boykin, Mateusz Bartosz i Przemysław Frasunkiewicz.
Listopad w wykonaniu Anwilu był rewelacyjny. Włocławianie wygrali wszystkie sześć meczów, rozpoczęli marsz w górę tabeli TBL i zachowali czyste konto w Pucharze Polski. Odnieśli pierwsze zwycięstwo na terenie mistrza z Gdyni i zanotowali najwyższą wygraną w historii pojedynków z Treflem Sopot. Jak rozpoczną grudzień?
Przekonamy się w sobotę. Początek meczu o godz. 18:00. Relację z Gdyni przeprowadzi Radio GRA.