Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Chris Thomas: Nazwiska to nie wszystko

Piątek, 20 Kwietnia 2007, 1:00, Michał Fałkowski

- Polska ma wielu znakomitych koszykarzy i jest w kim wybierać z perspektywy gry w zespole narodowym. Wiem, że gdyby udało mi się zdobyć Wasz paszport mógłbym pomóc tej drużynie. – mówi amerykański rozgrywający Anwilu Włocławek, Chris Thomas.


Paweł Gawinecki: Jesteś absolwentem Notre Dame, jak wspominasz grę na tym uniwersytecie?

Chris Thomas: Notre Dame to świetne miejsce do życia. Akademik i życie sportowe to świetna kombinacja. Właśnie na tej uczelni pozyskałem wiele umiejętności, które pomagają mi teraz. Ukończyłem ten college i bardzo za nim tęsknię, ponieważ była tam świetna atmosfera. Miło wspominam, każdą minutę mojego życia, którą spędziłem w Notre Dame. 

Już w pierwszym swoim meczu zanotowałeś „triple – double”, w ten sposób wpisałeś się w historię uniwersytetu Norte Dame…
- Tak naprawdę, grałem nieźle przez całą moją karierę w ekipie Notre Dame, ale rzeczywiście mój pierwszy występ był niesamowity i wspominam go do dziś. Pamiętam, że miałem wówczas w sobie nieziemską energię i byłem bardzo podekscytowany i podniecony (śmiech). Wiedziałem wtedy, że jest to moja szansa. Pierwszy mecz w Notre Dame był właśnie małą iskrą, która zapoczątkowała moją karierę. Historyczny rekord uczelni był zaskoczeniem dla wielu ludzi, ale najbardziej w ten wyczyn nie mogłem uwierzyć ja (śmiech). Zawsze mam wobec siebie wysokie wymagania, chcę odnosić same zwycięstwa! Myślę, że rywalizacja, z którą mam wciąż do czynienia, spowoduje, że przede mną jeszcze niejeden świetny występ. 

W ostatnim roku gry notowałeś średnio 14,2 pkt., 6,7 asyst oraz 5 zbiórek i 2,1 przechwytu, czemu, mimo tak świetnych osiągnięć nie zagrałeś nigdy w NBA?
- Moje statystki na ostatnim roku studiów były najgorsze w mojej karierze, podczas występów na Notre Dame. Widziałem, jednak, że mimo słabszych nieco osiągnięć indywidualnych grałem dobrze i byłem przydatny drużynie. Czemu nie wylądowałem ostatecznie w NBA? Przecież to najlepsza liga na świecie i konkurencja wśród zawodników jest ogromna! Mam jednak wciąż wielką nadzieję, że moje sny o grze w NBA, kiedyś staną się piękną rzeczywistością. 

Dobre notowania nie dały zamierzonego rezultatu w postaci gry w najlepszej lidze świata Swoją zawodową karierę rozpocząłeś w drugiej lidze włoskiej, czemu nie udało Ci się podpisać kontraktu z silniejszym europejskim klubem? Czyżbyś nie miał lepszych ofert?
- To nie tak! Po prostu mój agent stwierdził, że druga liga włoska to dobre miejsce na początek mojej kariery. Później okazało się, że rzeczywiście był to dobry wybór, w końcu miałem całkiem udany okres w Fabriano. 

Obecny sezon rozpocząłeś w greckim Maroussi, jednak po pewnym czasie zrezygnowano z Twoich usług, co było tego przyczyną?
- Zraniłem swoją stopę – ta sytuacja miała miejsce na początku grudnia. Niestety ten uraz wykluczył mnie z treningów na kilka tygodni. Trener Maroussi stwierdził, że nie jestem w stanie grać w takiej sytuacji na 100% swoich możliwości i postanowił zrezygnować z moich usług. Mój były szkoleniowiec potrzebował rozgrywającego, który był gotowy do gry natychmiast, więc opuściłem Grecję. 

Po przygodzie z ligą grecką trafiłeś do Polski. Miałeś, jakieś inne oferty oprócz Włocławka? Czemu wybrałeś właśnie Anwil?
- Przyjechałem do Polski, ponieważ macie naprawdę dobrą ligę. W dodatku Anwil ma świetną opinię w Europie, a to dla mnie bardzo ważne. Oczywiście miałem wiele ofert, z różnych zakątków świata, z dobrych ekip, jednak zdecydowałem się na pobyt w Waszym kraju. Lubię, kiedy sporo ode mnie zależy i mam wiele okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. 

Wiedziałeś coś na temat naszego kraju i polskiej ligi, zanim przyjechałeś do Włocławka?
- Rozmawiałem z kilkoma osobami, w dodatku mój agent jest dobrze rozeznany w polskiej lidze. Polska ma dobrą reputację i naprawdę solidną ligę, w której grają zawodnicy na wysokim, europejskim poziomie. Więc nie było żadnych przeszkód, abym przyjechał do Waszego kraju. 

Spędziłeś już w Polsce trochę czasu, jesteś w stanie porównać ligę grecką z DBE? Widzisz, jakieś znaczące różnice?
- Każda liga jest specyficzna i ma swoje wady, jak i zalety. Obie, wymienione przez Ciebie ligi wyróżnia niesamowita i ciężka walka w obronie. Oczywiście w Grecji gra więcej znanych zawodników, jednak nie od dziś wiadomo, że nazwiska to nie wszystko – aby wygrywać musisz dać z siebie wszystko, wtedy można pokonać każdego! 

Czy wobec tego, gra Ci się u nas łatwiej? W końcu w DBE nie ma tylu gwiazd, co w lidze greckiej…
- Uważam, że żadna liga nie jest łatwa. Wszędzie znajdziesz dobrą drużynę, koszykarzy, czy szkoleniowców. Nie zależnie od tego, czy grasz w Grecji, Polsce, czy innym zakątku świata – wszędzie możesz znaleźć godnego siebie rywala, który sprawia ci naprawdę wiele kłopotów. Wszyscy jesteśmy profesjonalistami i poważnie podchodzimy do tego co robimy. Cieszę się, że praca przynosi mi tak wiele radości a przy okazji mogę pomóc Anwilowi w osiągnięciu pewnego celu (śmiech). 

W Polsce mamy przepis, który narzuca trenerom obecność co najmniej jednego Polaka na parkiecie. W dodatku w składzie każdej drużyny musi być ich co najmniej czterech. Myślisz, że to dobry pomysł władz ligi?
- Myślę, że to świetny przepis, który pomaga polskim zawodnikom w rozwijaniu swoich umiejętności. Według mnie liga nie traci przez to na wartości, gdyż Polska ma naprawdę dobrych koszykarzy, którzy zasługują na to, aby móc pokazać, co potrafią! Powiem jedno, wy wiecie na czym polega ten sport. 

Myślisz, że Polska to dobre miejsce dla młodych, amerykańskich zawodników? Poleciłbyś w przyszłości to miejsce swoim znajomym zza oceanu?
- Według mnie Polska to dobre miejsce, dla każdego koszykarza, który zamierza ciężko pracować i podchodzi poważnie i z pełnym profesjonalizmem do koszykówki. Jeżeli chodzi o promocję Waszej ligi to nie musisz się o to obawiać (śmiech). Polską ligę poleciłem już kilku moim znajomym i mam nadzieję, że niejeden z nich znajdzie tutaj zatrudnienie. 

Jak podoba Ci się w naszym kraju? Jest tutaj coś, co Cię denerwuje?
- Powiem może nieco ogólnie, ale lubię życie w Europie (śmiech). Każdy kraj jest inny, ma różne tradycje. W Polsce jest wszystko w porządku. Spotkałem tutaj wielu przyjaznych ludzi, szczególnie we Włocławku. Bardzo lubię to miejsce! 

Właśnie, mieszkasz w małym i specyficznym mieście. Wielu koszykarzy, którzy grali w Anwilu mówili, że nie ma tu zbyt wielu atrakcji i wieczorami nudzi im się. Czy podzielisz ich opinię?
- (śmiech) Wiesz, czasami nudzenie się to dobra rzecz, gdyż możesz wtedy w pełni skoncentrować się na koszykówce, a różne kuszące atrakcje nie krążą Ci po głowie. Włocławek to naprawdę fajne miasto, które żyje koszykówką. Mam tutaj świetne warunki do życia, mogę skupić się na pracy i to jest dla mnie najważniejsze. 

Powróćmy do koszykówki. Słyszałem, że w Stanach miałeś opinię gracza, który swoje prawdziwe umiejętności pokazuje w najważniejszej części sezonu – play-off, zgodzisz się z tym? Play Off wywołują u Ciebie dodatkową mobilizację i siłę?
- Powiem Ci szczerze, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką opinią (śmiech). Rzeczywiście może coś w tym jest. Uwielbiam mieć piłkę w swoich rękach, kiedy gra toczy się o stawkę. Mam duże zaufanie do siebie i swoich umiejętności. Wszyscy, którzy kochają odnosić zwycięstwa, wiedzą o czym mówię. Prawdopodobnie wszyscy idziemy tą samą drogą (śmiech). Według mnie rozgrywki play-off to po prostu druga część sezonu – to coś zupełnie nowego. Staram się, aby właśnie wtedy moja gra wyglądała znacznie lepiej oraz wymagam od siebie prezentowania znacznie wyższego poziomu, ponieważ zawsze chcę wygrywać! Nie inaczej jest i tym razem, chcę zdobyć mistrzostwo! 

Odprawiasz przed meczem, jakiś swój własny rytuał, który pozwala Ci skoncentrować się przed meczem?
- Jeżeli można do tego zaliczyć słuchanie muzyki z ipod’a to tak (śmiech). Przed meczem lubię posłuchać Jay-Z lub Lil Wayne – wtedy w moją krew zostaje wstrzyknięta dawka dodatkowej energii i wiem, że jestem gotów do gry. 

Dwa pierwsze spotkania we Włocławku, podczas ćwierćfinału z Czarnymi zagrałeś przeciętnie, jednak kolejne dwa w Słupsku zagrałeś wyśmienicie ( w sumie 39 pkt, 10 as, 15 zb.). Dwa nieudane spotkania przed włocławską publicznością wzbudziły w Tobie dodatkową energię?
- To były zupełnie różne spotkania w naszym wykonaniu. Wszyscy przeżywaliśmy mocno naszą słabszą dyspozycję i wiedzieliśmy, że musimy i potrafimy zagrać lepiej. W spotkaniach numer trzy i cztery stało się to, czego od siebie wymagaliśmy – zmieniliśmy swój wizerunek, gdyż zaprezentowaliśmy się znacznie lepiej. Czarni grali wyśmienicie w obronie i to nie przez jedno, czy dwa pojedynki, ale przez całą serię ćwierćfinałową! O ostatecznym rezultacie każdego meczu decydowały ostatnie sekundy. Czuję, że jesteśmy w dobrej dyspozycji i możemy osiągnąć coś wielkiego. Dodatkową energię przynosi mi każdy, kolejny mecz no i oczywiście wspaniali kibice Anwilu! 

Myślisz, że jesteś w stanie grać na wysokim i równym poziomie w każdym meczu?
- Chcę grać w każdym meczu na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Oczekuję również tego samego od mojej drużyny, wierzę, że jesteśmy w stanie grać dobrze w każdym meczu. Mam nadzieję, że najlepsze występy są jeszcze przed nami a swoje prawdziwe umiejętności zaprezentujemy w kolejnych seriach. 

Spodziewałeś się, że Czarni postawią Wam tak ciężkie warunki? Wygraliście całą rywalizację 3:1, jednak wynik ćwierćfinału wydaje się być nieco mylący…
- Oczywiście, że się spodziewałem! Byliśmy przygotowani na to, iż Czarni postawią nam ciężkie warunki. Nigdy nie myśleliśmy o porażce, jednak wiedzieliśmy, że rywalizacja ze słupską ekipą będzie niezwykle ciężkim sprawdzianem. Czarni to dobra drużyna, którą prowadzi trener znający realia koszykarskie. Można powiedzieć, że była to bardzo ciężka seria, może nawet nieco brutalna? (śmiech) 

Trener Czarnych po czwartym meczu powiedział, że to był mecz finałowy i powtarzał, aby każdy pamiętał jego słowa. Myślisz, że Igor Griszczuk może mieć rację i pojedynek z Czarnymi może być Waszą najcięższą przeprawą w walce o mistrzostwo?
- Myślę, że trener Czarnych wykonał kawał świetnej pracy podczas przygotowań swojej drużyny do walki z Anwilem. Igor Griszczuk nastawił swoją ekipą na najwyższy poziom walki. Czy był to finał? Uważam, że wszyscy chcielibyśmy, aby to była najcięższa dla nas przeprawa w tym play-off, jednak rozum podpowiada coś innego. Czekają nas ciężkie i męczące pojedynki w walce o finał, cel mamy jeden – to my chcemy wygrać największą liczbę spotkań. 

Pokonaliście już Czarnych, awansowaliście do półfinału, a tam czeka na Was Prokom – uczestnik TOP 16 Euroligi, aktualny mistrz polski i faworyt do złota w tym sezonie. Myślisz, że Anwil jest w stanie wyeliminować Prokom i awansować do finału?
- Chcemy wygrywać każde kolejne spotkanie i nie ważne, czy przychodzi nam zmierzyć się z najlepszą, bądź najgorszą ekipą w Polsce. Tak, jak powiedziałem liczą się tylko zwycięstwa i o niczym innym nie chcę słyszeć. 

W Prokomie nie zagra Rashid Atkins, który jest kontuzjowany, myślisz, że to zwiększa Wasze szanse, a może nawet stawia Was w roli faworytów tej rywalizacji?
- Atkins to świetny zawodnik, dzięki któremu Prokom grał szybciej. W dodatku był to taki typ koszykarza, który wiedział, jaką ma podjąć decyzję w danej chwili, aby ta przyniosła najlepszy efekt drużynie. Rashid to podstawowy rozgrywający aktualnych mistrzów Polski, a wszyscy wiemy, jak ważna to pozycja, dla dobrego funkcjonowania zespołu. Nie możemy w tym momencie myśleć komu kontuzja Atkinsa daje przewagę. Musimy skupić się na sobie, na naszej grze i dyspozycji, jeżeli będziemy grać zespołowo mamy spore szanse na zwycięstwo w serii, ale na pewno nie jesteśmy faworytami tej rywalizacji. 

Nie tak dawno pokonaliście Prokom 100:68, czy świadomość, że wygraliście tak wysoko z zespołem sopockim nie spowoduje, że niektórzy podejdą do tej rywalizacji zbyt pewni siebie, a w efekcie zdekoncentrowani?
- Znam doskonale moich kolegów i jestem spokojny o ich koncentrację. Jestem podekscytowany, że ponownie spotykamy się z Prokomem. Będzie to na pewno świetna i wyrównana seria. Półfinał Anwil – Prokom to pojedynek nie tylko koszykarzy obu ekip, ale również trenerów, którzy donieśli już wiele sukcesów. 

Jak w takim razie musi grać Anwil, aby wyeliminować Prokom?
- Musimy zagrać z dużą pewnością siebie – nie możemy bać się rywala. Aby pokonać Prokom musimy kontynuować to, co robiliśmy do tej pory – musimy pomagać sobie przez cały czas, a wtedy wyeliminowanie uczestników TOP16 Euroligi może stać się faktem. 

Kibice we Włocławku liczą, że powtórzy się historia z 2003 roku, kiedy to Anwil zdobył jedyne mistrzostwo Polski. Myślisz, że jesteś w stanie pomóc drużynie w osiągnięciu tego celu, a po sezonie będziesz mógł cieszyć się wraz z fanami basketu we Włocławku ze złotego medalu?
- Oczywiście! Uważam, że jestem w stanie pomóc Anwilowi w osiągnięciu tego celu i szczerze mówiąc na to liczę (śmiech). Chcę wygrywać, to jest dla mnie najważniejsze. Jeśli uda nam się zdobyć mistrzostwo Polski jestem pewien, że we Włocławku będzie wielkie świętowanie, tak, jak miało to miejsce w 2003 roku. Chciałbym przeżyć wielką fetę z tymi ludźmi, byłoby to coś wspaniałego. Obecnie musimy skoncentrować się, jednak na półfinale z Prokomem – przed nami jeszcze daleka droga do finału – kto wie, może nawet do mistrzostwa Polski? 

Zbliża się koniec sezonu, zastanawiałeś się co chciałbyś robić w przyszłym? Chciałbyś pozostać we Włocławku, czy raczej Twój cel numer jeden to gra w NBA?
- Moje plany na przyszłość są bliżej nieokreślone (śmiech). Obecnie skupiam się na tym, aby wygrać, jak największą liczbę spotkań, jak to tylko możliwe. Sprawami finansowymi, więc co za tym idzie, kontraktami zajmuje się mój agent, dzięki czemu mogę całą moją energię skupić na grze. Chcę pomóc Anwilowi zdobyć mistrzostwo Polski i tylko to się liczy. 

Gdybyś został w Polsce na dłużej, być może mógłbyś zagrać w naszej Reprezentacji. Polska ma deficyt rozgrywających i wydaje się, że byłbyś wielkim wzmocnieniem. Może zastanowisz się nad tym?
- (śmiech) Nigdy nic nie wiadomo. Tak na poważnie, Polska ma wielu znakomitych koszykarzy i jest w kim wybierać z perspektywy gry w zespole narodowym. Wiem, że gdyby udało mi się zdobyć Wasz paszport mógłbym pomóc tej drużynie. Myślę, że odbiegam od wszelkich norm przyznania mi polskiego obywatelstwa, ale jeśli pojawiłaby się tylko taka okazja musiałbym się temu bardziej przyjrzeć i zastanowić się nad tym (śmiech). Na chwilę obecną, jednak takiego tematu chyba nie ma.