"Kiedy przyszedłem do Anwilu trener wytłumaczył mi, iż naszym realnym celem jest drugie miejsce. Nasze zamierzenia zrealizowaliśmy w pełni i ostro trenujemy przed playoff. Ogólnie sezon zasadniczy był dobry w naszym wykonaniu, ale oczywiście zdarzały nam się słabe występy. Ostatnie mecze wyszły nam znakomicie więc myślę, że jest ok." - mówi Brent Scott, środkowy Anwilu Włocławek.
Sezon zasadniczy już za nami. Jakbyś podsumował grę całego zespołu odkąd dołączyłeś do Anwilu?
Kiedy przyszedłem do Anwilu trener wytłumaczył mi, iż naszym realnym celem jest drugie miejsce. Nasze zamierzenia zrealizowaliśmy w pełni i ostro trenujemy przed playoff. Ogólnie sezon zasadniczy był dobry w naszym wykonaniu, ale oczywiście zdarzały nam się słabe mecze. Ostatnie mecze wyszły nam znakomicie więc myślę, że jest ok.
Jesteś zadowolony ze swojej roli w zespole? Jak wiadomo masz nie tylko zdobywać punkty, ale także motywować innych zawodników do lepszej gry. Odpowiada Ci to?
Jak najbardziej. Jestem zadowolony. Zawsze wiem, że mogę zagrać lepiej, ale gra w zespole gdzie wszyscy grają z wielkim poświęceniem przynosi mi zawsze radość. W naszym zespole każdy zna swoją rolę, moim zadaniem jest pomaganie drużynie w wygrywaniu meczów i to staram się robić. To co robię dla tej drużynie nie koniecznie musi być widocznie w statystykach pomeczowych.
W dwóch ostatnich meczach sezonu rozgromiliście AZS Koszalin i Unię Tarnów. Czy po takich meczach kibice mogą być pewni waszej dobrej gry w playoff?
Nie da się ukryć, że te mecze były świetne w naszym wykonaniu, ale nie możemy popadać w euforię. Już kilka dni temu zaczęliśmy ostro pracować nad formą przed meczami z Turowem i teraz tylko to jest w naszych głowach. Mogę obiecać, że damy z siebie wszystko i zagramy na takim poziomie jak w tych dwóch pojedynkach.
Przeciwko Turowowi miałeś okazję zagrać tylko raz. Jakie wrażenie zrobiła na tobie na drużyna?
Na pewno mają zdolnych i utalentowanych zawodników, to dobra drużyna. Wierzę, że wspólnie z Turowem stworzymy wielki widowiska.
Co, jako doświadczony gracz, poradziłbyś swoim kolegom z zespołu przed pojedynkami z Turowem?
To co zawsze, czyli to aby grali maksymalnie skupieni w obronie i żeby w ataku zagrali zespołowo. Oczywiście cały czas ich motywuje, to działa na nas wszystkich w pozytywny sposób.
Dla wielu dziennikarzy i kibiców faworytem do mistrzowskiej korony jest Prokom Trefl. Nikt nie wskazuje na Anwil. Nie czujesz się czasami zły na to, że nikt nie wierzy w Twoją drużynę?
Dopiero od ciebie dowiedziałem się, że tak jest. Nie ma to dla mnie znaczenia. Prokom to mocna drużynie, więc nie dziwię się, że jest faworytem. Teraz jednak skupiamy się na meczach z Turowem. Do tego aby znaleć się w finale jeszcze daleka droga, więc musimy bardzo dużo pracować nad naszą grą. Mamy dobry zespół, wszystkim zależy na mistrzostwie, więc wierzę w to, że uda nam się zagrać w finale i wygrać mistrzostwo.
Kto Twoim zdaniem powinien zostać MVP sezonu zasadniczego?
Nie gram w Polsce od początku sezon więc nie za bardzo mogę z perspektywy całego sezonu wytypować jakiegoś, jednego gracza. Od czasu kiedy tutaj jestem dla mnie najlepszym zawodnikiem jest mój kolega z zespołu, Iggy (Michał Ignerski – red.). Ma naprawdę udany sezon.
To może łatwiej będzie Ci wytypować najlepszą drużynę sezonu zasadniczego?
Dla mnie najlepsza drużyna składa się z: Eda Scotta, Dante Swansona, Michała Ignerskiego, Roberta Witki i mnie, czyli naszej pierwszej piątki oraz z pozostałych zawodników Anwilu. To jest dla mnie najlepsza drużyna i w nią wierzę.
Do końca sezonu jeszcze trochę czasu pozostało, ale gdybyś już teraz dostał propozycję przedłużenia kontraktu to jaka byłaby Twoja decyzja?
Raczej tak, miasto mi się podoba, drużyna jest świetna, organizacja jest rewelacyjna, fani wspaniali…wszystko co jest mi potrzebne. Ale dopiero po zakończeniu sezonu będę o tym na poważnie myślał.
Niewiele osób zna historię początków Twojej przygody z koszykówką. Możesz coś o tym opowiedzieć?
Cała przygoda zaczęła się bardzo dawno temu, jak miałem 8 albo 9 lat. Na poważnie zacząłem grać w liceum, kiedy szybko rosłem. Koszykówka to moja miłość. Jestem wdzięczny, że mogę uprawiać ten sport.
Jak spędzasz Wielkanoc w naszym kraju?
Cały ten czas spędzam z Dante i Edem. Robimy wiele rzeczy wspólnie.
Czyli święta po amerykańsku w Polsce?
Nie do końca, nie ma tu naszych rodzin, więc spędzamy je bardziej leniwie. W moim kraju to bardzo rodzinne święto, z którego najwięcej radości mają dzieci. W Polsce chyba jest podobnie z tego co wiem.
rozmawiał Marek Mosakowski
Kiedy przyszedłem do Anwilu trener wytłumaczył mi, iż naszym realnym celem jest drugie miejsce. Nasze zamierzenia zrealizowaliśmy w pełni i ostro trenujemy przed playoff. Ogólnie sezon zasadniczy był dobry w naszym wykonaniu, ale oczywiście zdarzały nam się słabe mecze. Ostatnie mecze wyszły nam znakomicie więc myślę, że jest ok.
Jesteś zadowolony ze swojej roli w zespole? Jak wiadomo masz nie tylko zdobywać punkty, ale także motywować innych zawodników do lepszej gry. Odpowiada Ci to?
Jak najbardziej. Jestem zadowolony. Zawsze wiem, że mogę zagrać lepiej, ale gra w zespole gdzie wszyscy grają z wielkim poświęceniem przynosi mi zawsze radość. W naszym zespole każdy zna swoją rolę, moim zadaniem jest pomaganie drużynie w wygrywaniu meczów i to staram się robić. To co robię dla tej drużynie nie koniecznie musi być widocznie w statystykach pomeczowych.
W dwóch ostatnich meczach sezonu rozgromiliście AZS Koszalin i Unię Tarnów. Czy po takich meczach kibice mogą być pewni waszej dobrej gry w playoff?
Nie da się ukryć, że te mecze były świetne w naszym wykonaniu, ale nie możemy popadać w euforię. Już kilka dni temu zaczęliśmy ostro pracować nad formą przed meczami z Turowem i teraz tylko to jest w naszych głowach. Mogę obiecać, że damy z siebie wszystko i zagramy na takim poziomie jak w tych dwóch pojedynkach.
Przeciwko Turowowi miałeś okazję zagrać tylko raz. Jakie wrażenie zrobiła na tobie na drużyna?
Na pewno mają zdolnych i utalentowanych zawodników, to dobra drużyna. Wierzę, że wspólnie z Turowem stworzymy wielki widowiska.
Co, jako doświadczony gracz, poradziłbyś swoim kolegom z zespołu przed pojedynkami z Turowem?
To co zawsze, czyli to aby grali maksymalnie skupieni w obronie i żeby w ataku zagrali zespołowo. Oczywiście cały czas ich motywuje, to działa na nas wszystkich w pozytywny sposób.
Dla wielu dziennikarzy i kibiców faworytem do mistrzowskiej korony jest Prokom Trefl. Nikt nie wskazuje na Anwil. Nie czujesz się czasami zły na to, że nikt nie wierzy w Twoją drużynę?
Dopiero od ciebie dowiedziałem się, że tak jest. Nie ma to dla mnie znaczenia. Prokom to mocna drużynie, więc nie dziwię się, że jest faworytem. Teraz jednak skupiamy się na meczach z Turowem. Do tego aby znaleć się w finale jeszcze daleka droga, więc musimy bardzo dużo pracować nad naszą grą. Mamy dobry zespół, wszystkim zależy na mistrzostwie, więc wierzę w to, że uda nam się zagrać w finale i wygrać mistrzostwo.
Kto Twoim zdaniem powinien zostać MVP sezonu zasadniczego?
Nie gram w Polsce od początku sezon więc nie za bardzo mogę z perspektywy całego sezonu wytypować jakiegoś, jednego gracza. Od czasu kiedy tutaj jestem dla mnie najlepszym zawodnikiem jest mój kolega z zespołu, Iggy (Michał Ignerski – red.). Ma naprawdę udany sezon.
To może łatwiej będzie Ci wytypować najlepszą drużynę sezonu zasadniczego?
Dla mnie najlepsza drużyna składa się z: Eda Scotta, Dante Swansona, Michała Ignerskiego, Roberta Witki i mnie, czyli naszej pierwszej piątki oraz z pozostałych zawodników Anwilu. To jest dla mnie najlepsza drużyna i w nią wierzę.
Do końca sezonu jeszcze trochę czasu pozostało, ale gdybyś już teraz dostał propozycję przedłużenia kontraktu to jaka byłaby Twoja decyzja?
Raczej tak, miasto mi się podoba, drużyna jest świetna, organizacja jest rewelacyjna, fani wspaniali…wszystko co jest mi potrzebne. Ale dopiero po zakończeniu sezonu będę o tym na poważnie myślał.
Niewiele osób zna historię początków Twojej przygody z koszykówką. Możesz coś o tym opowiedzieć?
Cała przygoda zaczęła się bardzo dawno temu, jak miałem 8 albo 9 lat. Na poważnie zacząłem grać w liceum, kiedy szybko rosłem. Koszykówka to moja miłość. Jestem wdzięczny, że mogę uprawiać ten sport.
Jak spędzasz Wielkanoc w naszym kraju?
Cały ten czas spędzam z Dante i Edem. Robimy wiele rzeczy wspólnie.
Czyli święta po amerykańsku w Polsce?
Nie do końca, nie ma tu naszych rodzin, więc spędzamy je bardziej leniwie. W moim kraju to bardzo rodzinne święto, z którego najwięcej radości mają dzieci. W Polsce chyba jest podobnie z tego co wiem.
rozmawiał Marek Mosakowski