Nieumiejętność odnalezienia się w pozbawionej płynności grze w drugiej kwarcie oraz przedwczesne poddanie meczu w ostatniej odsłonie to główne składowe wysokiej porażki włocławian w Koszalinie. Anwil przegrał tam z AZS 89:64, kończąc pierwszą rundę sezonu 2014/2015 na dziewiątym miejscu.
Nieumiejętność odnalezienia się w pozbawionej płynności grze w drugiej kwarcie oraz przedwczesne poddanie meczu w ostatniej odsłonie to główne składowe wysokiej porażki włocławian w Koszalinie. Anwil przegrał tam z AZS 89:64, kończąc pierwszą rundę sezonu 2014/2015 na dziewiątym miejscu.
Chwilę przed końcową syreną AZS Koszalin był bliski znokautowania drużyny Anwilu Włocławek. Prowadził 27 punktami, zbliżając się na jeden rzut do najwyższego w historii zwycięstwa nad Rottweilerami (95:65 w 2007 roku). Trafienie na otarcie łez zaliczył jednak Krzysztof Krajniewski i obeszło się bez niechlubnego rekordu. A mogło być zupełnie inaczej….
Anwil zaczął spotkanie od udanych akcji pick’n’roll Deonty Vaughna z Andreą Crosariolem oraz dwóch trafień Chase Simona. Dzięki tym punktom wydawało się, że na półmetku sezonu zasadniczego Rottweilery będą dla mocnego AZS-u równorzędnym rywalem. I chociaż Vaughn miał problem z „kradnącym” mu piłki Dante Swansonem, to słabo grający na tablicach i nieskuteczni gospodarze, nie potrafili tego wykorzystać. W 10. minucie przegrywali z Anwilem 15:20, a później 17:23.
Niestety, w drugiej kwarcie włocławianie zatracili płynność w grze. Fragment między 13. a 20. minutą przegrali 6:21, mając problemy ze skonstruowaniem spokojnej akcji z kontynuacją. Zamiast tego próbowali szybkich ataków i rzutów za trzy. Dość powiedzieć, że w tej odsłonie nie trafili ani raz zza linii 6,75, a próbowali ośmiokrotnie. Jedną z szans na złapanie rytmu stracili w wyniku awarii oświetlenia, które wyłączyło się w momencie, gdy pod koszem rywali rzut oddawał Seid Hajrić.
Nieudane akcje Anwilu stanowiły wodę na młyn dla AZS. Gospodarze zaczęli zbierać z tablic coraz więcej piłek i wykorzystywać w ataku szybkość Qyntela Woodsa oraz pewną rękę Szymona Szewczyka. To właśnie dzięki nim - nie tylko w drugiej, ale również w trzeciej kwarcie – Akademicy utrzymywali korzystny dla siebie wynik. Korzystny, ale nie rozstrzygający. Oscylującą wokół dziesięciu punktów przewagę gospodarzy można było zniwelować, gdyby tylko pokusić się o dwie-trzy skuteczne akcje w ataku, poparte dobrą obroną.
Nadzieje na taki przełom utrzymywały się aż do 33. minuty. Nie wiadomo jednak, co takiego tkwi w Andrei Crosariolu, że właśnie jego osoba jest wentylem, który trzyma lub spuszcza powietrze z pozostałych graczy. Nie po raz pierwszy w tym sezonie wyjęcie go ze składu sprawiło, że wszystko się posypało. W 33. minucie, w momencie gdy Włoch biegł do ataku i jeszcze na własnej połowie zetknął się z Krzysztofem Szubargą, odgwizdano mu faul. Frustracja wylała się za pomocą niepotrzebnego komentarza, który posłużył sędziom za pretekst do odgwizdania mu przewinienia technicznego. Z pięcioma faulami Crosariol udał się poza linię boczną boiska, a wraz z nim odleciał cały duch zespołu.
Kolejne minuty włocławianie przegrali 6:18, jakby nie wierząc, że bez swojego centra są w stanie cokolwiek jeszcze zdziałać. Trener Predrag Krunić ratował się jeszcze wzięciem czasu i próbą motywacji zespołu, ale na niewiele się to zdało. Rottweilery już do końca grały bez przekonania i dały sobie rzucić kolejne punkty. W efekcie ostatnią odsłonę przegrały aż 15:32, a cały mecz 64:89.
AZS Koszalin – Anwil Włocławek 89:64 (17:20, 21:9, 19:20, 32:15)
AZS: Woods 17, Szewczyk 17, Austin 11, Mielczarek 11, Szubarga 9, Swanson 7, Sherman 6, Dąbrowski 5, Stelmach 4, Rybicki 2
Anwil: Vaughn 14, Simon 10, Eitutavicius 9, Hajrić 8, Witliński 7, Crosariol 7, Wysocki 5, Krajniewski 2, Surmacz 2, Jankowski 0.