Fatalny mecz rozegrali koszykarze Anwilu Włocławek w Zgorzelcu. Pozorowana obrona, rażąca nieskuteczność w ataku i niewytłumaczalna liczba strat spowodowały, że Rottweilery uległy PGE Turowowi 93:56. Włocławianie otarli się o najwyższą porażkę w historii klubu.
Choć zgorzelczanie stawiani byli w roli faworyta środowego starcia z Anwilem, to nikt nie spodziewał się, że zwycięstwo przyjdzie im aż tak łatwo. Trzy dni wcześniej Rottweilery dobrze zaprezentowały się w pojedynku z Energą Czarnymi i można było oczekiwać, że wicemistrzom Polski również postawią trudne warunki. Nadzieje prysły nadzwyczaj szybko, bo właściwie wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Już w inauguracyjnej akcji Filip Dylewicz mógł nie tylko oddać rzut, ale również zebrać po tym jak piłka odbiła się od obręczy i spokojnie dobić. Po chwili dwie trójki ustrzelił Jakub Karolak i PGE Turów nabrał jeszcze więcej animuszu.
Kolejne minuty meczu potwierdzały dominację gospodarzy. Ich przewaga szybko osiągnęła 10 punktów, a dzięki J.P. Princeowi, jeszcze przed końcem pierwszej kwarty zwiększyła się do 20. Między czwartą, a trzynastą minutą spotkania Anwil trafił tylko dwa rzuty (Sokołowski i Graham). W tym samym czasie włocławianie popełnili aż 9 strat. Kosztowały one 11 punktów i goście przegrywali 36:12. Całe szczęście, że skutecznością błysnął Piotr Pamuła, który trafił przed przerwą trzy razy za trzy, bo pogrom byłby jeszcze większy. Tymczasem do szatni zespoły zeszły przy stanie 50:30 i można było jeszcze liczyć, że ostra rozmowa z trenerem Miliją Bogiceviciem poskutkuje próbą uratowania wyniku.
Niestety, po powrocie na boisko gospodarze zaczęli od serii 8:0 i pewne już było, że szansy na wysoką wygraną z rąk już nie wypuszczą. Spragnieni pierwszego zwycięstwa w fazie szóstek atakowali jak gdyby wisiało ono na włosku. Tymczasem Anwilowi nie pomagała ani obrona strefą, ani indywidualne krycie. Wszędzie wkradała się niedokładność i PGE Turów mógł rzucać z otwartych pozycji. Kolejne punkty zdobywał zatem J.P. Prince, rozkręcił się Damian Kulig, nie do zatrzymania był Mike Taylor i po trzech kwartach gospodarze prowadzili 73:49. Jak na dłoni widoczne było, że Rottweilery najchętniej zeszłyby już z boiska, bo straciły nadzieję na jakiekolwiek przełamanie swojej niemocy.
Kto w tym momencie pomyślał, że gorzej być nie może, dostał srogą lekcję. W ostatniej odsłonie włocławianie znów zablokowali się w ataku, a ich obronę bez problemu rozmontowywali miejscowi. Czynili to głównie szybkimi akcjami, które Łukasz Wiśniewski i Piotr Stelmach kończyli wsadami. Przez 6 minut PGE Turów nie pozwolił Anwilowi na ani jeden celny rzut, a sam zdobył aż 18 punktów. W tym momencie na tablicy wyników widniało 91:49 i pachniało nowym niechlubnym rekordem najwyższej porażki (w 1993 roku włocławianie przegrali ze Śląskiem 121:73). Kilka celnych rzutów wolnych Paula Grahama i Mateusza Kostrzewskiego oraz wejście na parkiet mniej doświadczonych zawodników ze Zgorzelca spowodowało jednak, że licznik nieco się cofnął.
Mecz zakończył się wynikiem 93:56, a więc 37-punktową przegraną Rottweilerów. Jest to druga najwyższa porażka w 22-letniej historii występów włocławian w ekstraklasie. Niemal dokładnie 21 lat temu Nobiles przegrał ze Śląskiem 121:73. Niewątpliwie największy wpływ na środowy blamaż miało 19 popełnionych strat i zaledwie 31-procentowa skuteczność z gry. W czwartek koszykarzy czeka szczegółowa analiza błędów, która powinna szybko zamknąć ten krótki rozdział sezonu. Już w sobotę Anwil ma do rozegrania kolejny trudny pojedynek i będzie trzeba zmobilizować się podwójnie, żeby zmazać daną w Zgorzelcu plamę.
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 93:56 (30:10, 20:20, 23:19, 20:7)
PGE Turów: Kulig 16, Prince 14, M. Taylor 12, Dylewicz 10, Karolak 8, Wiśniewski 8, T. Taylor 7, Chyliński 7, Stelmach 7, Krestinin 2, Zigeranović 2, Muskała 0.
Anwil: Graham 12, Pamuła 9, Callahan 8, Witliński 6, Kostrzewski 6, Hajrić 5, Mijatović 5, Sokołowski 5, Jankowski 0