Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Bez kalkulacji

Piątek, 11 Marca 2011, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek jest drużyną, która w ligowych potyczkach nigdy nie ogląda się na innych. Włocławianie walczą o najwyższe lokaty bez względu na to, jakiego rywala miałyby one przynieść w play-off. Nie inaczej jest w końcówce bieżącego sezonu zasadniczego, gdy od drużyny Trefla Sopot zaczyna się trudny ligowy finisz.

Anwil Włocławek jest drużyną, która w ligowych potyczkach nigdy nie ogląda się na innych. Włocławianie walczą o najwyższe lokaty bez względu na to, jakiego rywala miałyby one przynieść w play-off. Nie inaczej jest w końcówce bieżącego sezonu zasadniczego, gdy od drużyny Trefla Sopot zaczyna się trudny ligowy finisz.
Wariantów ostatecznej ligowej tabeli jest w tej chwili wiele. Otwarta pozostaje sprawa pierwszego miejsca, wszelkie kombinacje na kolejnych pozycjach również mogą mieć miejsce. Anwil interesuje wyłącznie walka o jak najwyższą lokatę, bez żadnych kalkulacji, jakiego przeciwnika wskazałby schemat ćwierćfinałowych par play-off. Dla porządku odnotujmy tylko, że w przypadku jeśli dwa zespoły będą miały taki sam bilans zwycięstw do porażek, to o pozycji w tabeli zadecydują wyniki bezpośrednich konfrontacji. Jeśli więcej zespołów legitymować się będzie identycznym bilansem, utworzona zostanie „mała tabela”, w której w pierwszej kolejności liczyć się będą wygrane mecze, a w drugiej bilans małych punktów.

Dlaczego o tym mowa? Bo w tej chwili Trefl Sopot wyprzedza Anwil o jeden punkt i aby go przeskoczyć włocławianie muszą wygrać różnicą co najmniej sześciu oczek. Wszystko przez porażkę 79:84 w pierwszej rundzie, gdy mimo osłabienia pod koszem, Trefl wygrał kluczową walkę o zbiórki, dającą Filipowi Dylewiczowi możliwość oddania 18 rzutów z gry i zdobycia aż 24 punktów. Anwil rozegrał z Treflem jeszcze jedno spotkanie (wygrana 85:77), które nie ma bezpośredniego przełożenia na tabelę, bo odbyło się w ramach Pucharu Polski. Na pewno jednak odcisnęło swoje piętno na psychice obydwu zespołów, dodając włocławianom animuszu i ujmując pewności siebie sopocianom.

Wielce prawdopodobne, że dwa dotychczasowe mecze, oraz trzeci – sobotni nie będą ostatnimi potyczkami tych drużyn w bieżącym sezonie. Jeśli do końca fazy zasadniczej swoje mecze zwyciężać będą faworyci, to Anwil spotka się z Treflem już w ćwierćfinale play-off. Pytanie tylko, z którego miejsca odbywać się będzie ta rywalizacja i który zespół jako pierwszy będzie gospodarzem?

Ważna informacja w kontekście meczu z Anwilem napłynęła w czwartek. Trefl przyznał, że do drużyny nie dołączy Monty Mack. Amerykański obrońca, który podpisał kontrakt w trakcie okna transferowego dotąd nie dotarł nad polskie morze i wszystko wskazuje na to, że Sopot w ogóle nie leży na trasie jego koszykarskiej przygody. Zatem jedyną zmianą w drużynie Karlisa Muiznieksa jest powrót na parkiety znanego już w hali 100-lecia, Pawła Malesy. Tymczasem, jak wiadomo, Anwil w porównaniu z pierwszym meczem z Treflem, dysponuje Scottem Morrisonem, Seidem Hajriciem i Bartoszem Diduszko.

Największa nadzieja na poprawę wyniku z pierwszego meczu tkwi właśnie we wzmocnieniach podkoszowych. Morrison z Hajriciem robią zdecydowaną różnicę jeśli chodzi o walkę o zbiórki i wachlarz możliwości ofensywnych. Nie bez znaczenia będą również ich solidne zasłony, które może nieco zniechęcą szybkich graczy obwodowych Trefla od ciągłego biegania za atakującymi włocławianami. Mecz w Sopocie będzie kolejną szansą, by z pozycji wykreowanych przez kolegów dalej mógł z powodzeniem korzystać odradzający się Dardan Berisha.

Konfrontacja sopocko – włocławska po raz kolejny będzie miała miejsce w hali 100-lecia Sopotu. Przyczyna tkwi co prawda w braku dostępu do Ergo Areny, ale dla kultowych spotkań Trefla z Anwilem obiekt ten ma dodatkowe znaczenie nadające smaku rywalizacji. W Sopocie zjawi się znaczna grupa włocławskich kibiców, którym klub po raz kolejny po Zgorzelcu i Koszalinie ufundował przejazd autokarem. Koszykarze liczą na głośny doping i obiecują, że w zamian dadzą z siebie wszystko.