W rozegranym dziś drugim spotkaniu ćwierćfinałowym Dominet Basket Ligi, Anwil Włocławek pokonał na własnym parkiecie BOT Turów Zgorzelec 69:62 (17:22, 18:10, 12:22, 22:8) i prowadzi w rywalizacji do trzech zwycięstw 2:0.
Dzisiejszy pojedynek w Hali Mistrzów to zupełnie inna „bajka” niż wczorajszy mecz, w którym zdecydowanie lepsi byli włocławianie, ogrywając Turów aż 23 punktami.
Kibice obydwu drużyn przed meczem zadawali sobie jedno, bardzo ważne pytanie: „Czy Turów będzie w stanie nawiązać wyrównaną walkę z Anwilem?”. Odpowiedz nadeszła już w pierwszej kwarcie, kiedy to dominowali na parkiecie goście ze Zgorzelca. W zespole Wojciecha Kamińskiego brylował grający nieco z przymusu na pozycji środkowego (brak Ernesta Browna - kontuzja), Kevinn Pinkney. Amerykanin w pierwszej kwarcie zdobył dla swojego zespołu 7 punktów (19 w meczu) i to on napędzał machinę „Turów”. To właśnie dzięki graczu zza oceanu i niezawodnemu dotychczas Andrzejowi Plucie w Hali Mistrzów pachniało porażką Anwilu, gdyż to goście prowadzili z Rottweilerami 5 „oczkami” (22:17).
W następnej odsłonie meczu do ataku ruszyli podopieczni Andreja Urlepa. Włocławian do marszu po zwycięstwo poderwał, wchodzący z ławki rezerwowej, Gatis Jahovics. Łotysz tuż po pojawieniu się na parkiecie trafił zza linii 6,25, chwilę póniej wejście na kosz zakończył efektownym wsadem. Takie zagrania obudziły nieco ospałą publiczność zgromadzoną w Hali Mistrzów i chyba samych graczy Anwilu, którzy wygrali drugą kwartę 18:10, co dało ostatecznie trzypunktową zaliczę przed kolejną fazą meczu.
Trzecia kwarta to zdecydowanie najbardziej emocjonująca część meczu. Niestety emocji nie przyniosły efektowne zagrania koszykarzy, lecz wręcz coś przeciwnego. W roli głównej wystąpił znany ze „swoich” zachowań Radosław Hyży oraz środkowy Anwilu, Brent Scott.
„Zatruta” atmosfera w Hali Mistrzów rozpoczęła się, gdy Reprezentant Polski brutalnie sfaulował Gatisa Jahovicia, gdy ten wchodził na kosz. Sytuacja ta nie spodobała się Amerykaninowi z drużyny Włocławskiej i popchnął Radosława Hyżego, a ten w teatralny sposób cofnął się tak, że stanął na leżącym poza boiskiem łotewskim skrzydłowym Anwilu.
Koszykarz Turowa, jak i środkowy Rottweilerów zostali ukarani przewinieniami technicznymi. W efekcie 35–letni zawodnik Anwilu musiał opuścić halę, gdyż było to jego drugie tego typu przewinienie, tak więc na 18 minut do zakończenia meczu gospodarze byli zmuszeni grać bez swojego podstawowego centra.
Od tamtej pory włocławianie mieli problem z trafieniem do kosza, a punkty w ekipie Anwilu zdobywali tylko po jednym Witka i Swanson z linii rzutów wolnych. Niemoc ekipy Andreja Urlepa po 5 minutach od „wielkiego zamieszania” przerwał Seid Hajrić, który efektownie wpakował piłkę do kosza. W drużynie ze Zgorzelca nadal punktował Pinkney, skutecznie grał również Yann Mollinari, który dwukrotnie trafił zza linii 6,25. W efekcie przed ostatnią odsłoną meczu Turów prowadził z nieco zdekoncentrowanym Anwilem 54:47.
Czwarta kwarta rozpoczęła się od mocnego uderzenia włocławian, którzy już na początku ostatnich 10 minut rzucili rywalom 10 punktów, na co Turów nie odpowiedział ani jednym trafieniem. Kolejne akcje to kosz za kosz, z małym wskazaniem na drużynę ze Zgorzelca. Gdy wydawało się, że kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów będą świadkami emocjonującego spotkania do ostatniej sekundy, do „głosu” ponownie doszli podopieczni Andreja Urlepa. Celne „trójki” Swansona i Prekeviciusa pozwoliły Anwilowi na spokojne dotrwanie do końca spotkania.
Ostatecznie ponownie górą byli koszykarze Anwilu, którzy pokonali w spotkaniu obfitującym w nie sportowe zagrania, Turów Zgorzelec 69:62. W efekcie włocławianom brakuje już tylko jednego zwycięstwa, by znaleć się w półfinale Dominet Basket Ligi.
O sile Anwilu w dzisiejszym meczu decydowali gracze rezerwowi, którzy dali znakomite zmiany swoim pierwszo-piątkowym kolegom. Na szczególne słowa uznania zasługuje Gatis Jahovics, który oprócz twardej obrony wniósł do drużyny również świeżość w ataku.
Dzielnie wspierał go Seid Hajrić, który zagrał na bardzo wysokiej skuteczności z gry i był, wraz z Marcinem Sroką i Dante Swansonem, drugim strzelcem Anwilu.
W ekipie Wojciecha Kamińskiego na pochwałę zasługuje Kevinn Pinkney, który pod nieobecność Ernesta Browna świetnie radził sobie pod obiema tablicami. Amerykanin zagrał bardzo skutecznie w ataku (19 punktów) będąc tym samym najlepszym strzelcem swojej drużyny.
Jedno „oczko” mniej zdobył Yann Mollinari. Francuz mimo 16 punktów nie będzie mógł tego spotkania zaliczyć do udanych. Rozgrywający Turowa nie trafiał w decydujących momentach spotkania oraz zanotował na swym koncie aż 7 strat, „lepszy” pod tym względem był tylko Andrzej Pluta, któremu zapisano 8 straconych piłek.
Anwil Włocławek : BOT Turów Zgorzelec 69:62 (17:22, 18:10, 12:22, 22:8)
Anwil: Jahovics 14 (1), Hajric 11, Sroka 11 (2), Swanson 11 (1), B. Scott 10, Ignerski 3, Lisicky 3 (1), Prekevicius 3 (1), Grudziński 2, Witka 1.
Turów: Pinkney 19 (2), Mollinari 16 (2), Pluta 11, Hyży 6, Subotić 5 (1), Szawarski 3 (1), Radke 2.