Anwil Włocławek pokonał w czwartym meczu półfinału play-off Tauron Basket Ligi Polpharmę Starogard Gdański 80:76. Było to już trzecie zwycięstwo włocławian w całej serii, co trenerowi Igorowi Griszczukowi i jego zawodnikom zagwarantowało awans do wielkiego finału.
Po dramatycznym i pełnym emocji meczu Anwil Włocławek pokonał w półfinale play-off Tauron Basket Ligi Polpharmę Starogard Gdański 80:76. Było to już trzecie zwycięstwo włocławian w całej serii, co trenerowi Igorowi Griszczukowi i jego zawodnikom zagwarantowało awans do wielkiego finału.
Wieść o przerwie od koszykówki, jaką Andrzej Pluta musi sobie zrobić z powodu kontuzji sprawiła, że tuż przed meczem, wśród głośnych okrzyków kibicowskich, dało się również słyszeć szepty z pytaniem o to, kto zastąpi go w pierwszej piątce i kto przejmie opaskę kapitańską. Podstawowym rzucającym obrońcą został Kamil Chanas, a rolę szefa zespołu trener Igor Griszczuk powierzył Krzyśkowi Szubardze. W kilkadziesiąt godzin dzielących trzeci i czwarty mecz zaszła jeszcze jedna zmiana, a właściwie przemiana w zespole Anwilu. Chodzi o Alexa Dunna, który w czwartek wyglądał na nieco uśpionego, a dziś aż kipiał energią.
Wybuchła ona już w 3. minucie spotkania, gdy po twardej podkoszowej walce spiął się z Patrickiem Okaforem. To zdarzenie jeszcze bardziej pobudziło drużynę Anwilu, która od początku spotkania musiała odrabiać niewielkie straty. W ich niwelowaniu Alexa Dunna (3 faule) szybko musiał zastąpić Rashard Sullivan, co dla Okafora wcale nie oznaczało łatwiejszego życia. W walce w „trumnie” aż trzeszczały kości, bo Milija Bogicević ani myślał zmieniać taktykę i konsekwentnie kazał dogrywać piłki do nigeryjskiego centra. W jego podwajanie angażowali się niemal wszyscy koszykarze Anwilu, co dało efekt w postaci wyrównanej (21:19) i bardzo ciekawej pierwszej odsłony.
Nie mniej emocji zaaplikowali kibicom koszykarze obydwu drużyn w kolejnych minutach spotkania. Na początku drugiej kwarty widoczne stało się zejście najlepszego strzelca Anwilu Krzyśka Szubargi (9 pkt.). Anwil w 3,5 minuty zdobył zaledwie dwa punkty przy pięciu Polpharmy i znów musiał gonić. Na szczęście coraz skuteczniej grał Dru Joyce. To właśnie Amerykanin wyprowadził na chwilę Anwil na prowadzenie (28:29), ale radość szybko zmąciły kolejne faule, nazbyt skrupulatnie odgwizdywane przez sędziów „Rottweilerom” walczącym z Patrickiem Okaforem. Po 15. minutach meczu cztery przewinienia na swoim kocie miał Alex Dunn, a trzy Rashard Sullivan.
Druga kwarta, która była zabójcza w czwartek, tym razem przebiegała pod znakiem twardej, ale wyrównanej walki. Koszykarze Anwilu mieli w pamięci mecz sprzed dwóch dni i choć nie każda piłka wpadała im do kosza, to ambicją nadrabiali wszelkie niedociągnięcia. Z zaciekłością walczyli o każdą piłkę, a gdy już ją wywalczyli adresowali podania do Dru Joycea i Bretta Winkelmana. Amerykanie zdobyli siedemnaście punktów do przerwy, walnie przyczyniając się do wypracowania rezultatu 42:41. Gdyby nie wygrana przez gospodarzy rywalizacja o zbiórki (20-13), wynik mógłby być jeszcze lepszy, ale i tak można go było uznać za świetny punkt wyjścia przed kolejnymi dwudziestoma minutami.
Po wyjściu z szatni drużyny kontynuowały wymianę ciosów. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Wszystko za sprawą poprawionej skuteczności rzutów za trzy. Wpadało Łukaszowi Majewskiemu i Tonemu Weedenowi, a także Krzyśkowi Szubardze i na tablicy świetlnej oglądaliśmy wynik 51:52 dla Anwilu. Niestety, tak jak kilkanaście minut wcześniej, znów radość włocławian zmąciły decyzje sędziów. Piąty faul został odgwizdany Alexowi Dunnowi i trener Igor Griszczuk zdecydował się na zagranie va banque - zastąpienie go Nikolą Jovanoviciem. Początkowo to obniżenie składu nie dawało efektu, ale w 28 min. Mujo Tuljković popisał się punktami w dwóch kolejnych akcjach i ponownie Anwil prowadził jednym oczkiem.
Przewagę zza linii 6,25 zwiększył Bartek Wołoszyn, a gdy poprawił z osobistych zrobiło się 56:62 dla włocławian. Do końca trzeciej kwarty gospodarze urwali jeszcze dwa punkty z tej przewagi, ale do decydującej części spotkania i tak przystępowali z gorszej pozycji (60:64). Trzeba jednak oddać, że tak niewielka różnica jeszcze nie premiowała Anwilu żadną znaczącą przewagą. Przy bardzo wyrównanym meczu, toczonym wśród ogłuszającego dopingu kompletu publiczności mogła być odrobiona w dosłownie kilka sekund.
Tak się na szczęście nie stało. Coraz lepsze efekty przynosiło bowiem pozostawianie na placu gry Nikoli Jovanovicia. Serb najpierw trafił za trzy, a później przymierzył z bliższej odległości i Anwil prowadził 64:72. Nawet jednak taka przewaga nie dawała komfortu gry, bo atmosfera w hali im. Andrzeja Grubby gęstniała z każdą upływającą minutą. Polpharma pozostawała groźna o czym Anwil przekonał się na trzy minuty do końca spotkania. Gospodarze najpierw trafili za trzy, a następnie poprawili akcją 2+1 i przegrywali tylko 72:74. Na trybunach zapanowała euforia, która miała wywrzeć dodatkową presję na przyjezdnych. Gracze Anwilu radzili z nią sobie nieustannie wymieniając sportowe pozdrowienia i wspierając się wzajemnie.
W ostatnich dwóch minutach Anwil bronił dwupunktowej zaliczki (74:76). Akcję za dwa oczka zaliczył Nikola Jovanović, ale w odpowiedzi z linii osobistych nie pomylił się Łukasz Wiśniewski (76:78). Na minutę do końca długą akcję przeprowadził Krzysztof Szubarga. Największą korzyścią przerwania jej faulem przez Urosa Mirkovicia były kolejne 24 sekundy do wykorzystania. Niestety, poza upływem czasu, na niewiele się one jednak zdały. Polpharma była perfekcyjna w obronie i 27 sekund przed końcem wywalczyła piłkę. Za trzy na szczęście nie trafił Patrick Okafor, a Anwil nie dał się sfaulować i zwycięstwo przypieczętował punktami po dynamicznym wejściu pod kosz Mujo Tuljkovicia.
Anwil po trzech latach nieobecności w wielkim finale wraca do tej najważniejszej fazy sezonu we wspaniałym stylu. W rywalizacji o złoto zagra z Asseco Prokomem Gdynia, który w piątek pokonał po raz trzeci Trefl Sopot.
Polpharma Starogard Gdański - Anwil Włocławek 76:80 (21:19, 21:22, 18:23, 16:16)
Polpharma: Mirković 22, Okafor 14, Weeden 12, Wiśniewski 12, Majewski 8, Ochońko 6, Dąbrowski 2, Michałek 0.
Anwil: Jovanović 16, Szubarga 14, Winkelman 13, Joyce 10, Tuljković 9, Wołoszyn 9, Chanas 5, Sullivan 4, Dunn 0.
Wkrótce szczegółowa relacja z meczu.
Wieść o przerwie od koszykówki, jaką Andrzej Pluta musi sobie zrobić z powodu kontuzji sprawiła, że tuż przed meczem, wśród głośnych okrzyków kibicowskich, dało się również słyszeć szepty z pytaniem o to, kto zastąpi go w pierwszej piątce i kto przejmie opaskę kapitańską. Podstawowym rzucającym obrońcą został Kamil Chanas, a rolę szefa zespołu trener Igor Griszczuk powierzył Krzyśkowi Szubardze. W kilkadziesiąt godzin dzielących trzeci i czwarty mecz zaszła jeszcze jedna zmiana, a właściwie przemiana w zespole Anwilu. Chodzi o Alexa Dunna, który w czwartek wyglądał na nieco uśpionego, a dziś aż kipiał energią.
Wybuchła ona już w 3. minucie spotkania, gdy po twardej podkoszowej walce spiął się z Patrickiem Okaforem. To zdarzenie jeszcze bardziej pobudziło drużynę Anwilu, która od początku spotkania musiała odrabiać niewielkie straty. W ich niwelowaniu Alexa Dunna (3 faule) szybko musiał zastąpić Rashard Sullivan, co dla Okafora wcale nie oznaczało łatwiejszego życia. W walce w „trumnie” aż trzeszczały kości, bo Milija Bogicević ani myślał zmieniać taktykę i konsekwentnie kazał dogrywać piłki do nigeryjskiego centra. W jego podwajanie angażowali się niemal wszyscy koszykarze Anwilu, co dało efekt w postaci wyrównanej (21:19) i bardzo ciekawej pierwszej odsłony.
Nie mniej emocji zaaplikowali kibicom koszykarze obydwu drużyn w kolejnych minutach spotkania. Na początku drugiej kwarty widoczne stało się zejście najlepszego strzelca Anwilu Krzyśka Szubargi (9 pkt.). Anwil w 3,5 minuty zdobył zaledwie dwa punkty przy pięciu Polpharmy i znów musiał gonić. Na szczęście coraz skuteczniej grał Dru Joyce. To właśnie Amerykanin wyprowadził na chwilę Anwil na prowadzenie (28:29), ale radość szybko zmąciły kolejne faule, nazbyt skrupulatnie odgwizdywane przez sędziów „Rottweilerom” walczącym z Patrickiem Okaforem. Po 15. minutach meczu cztery przewinienia na swoim kocie miał Alex Dunn, a trzy Rashard Sullivan.
Druga kwarta, która była zabójcza w czwartek, tym razem przebiegała pod znakiem twardej, ale wyrównanej walki. Koszykarze Anwilu mieli w pamięci mecz sprzed dwóch dni i choć nie każda piłka wpadała im do kosza, to ambicją nadrabiali wszelkie niedociągnięcia. Z zaciekłością walczyli o każdą piłkę, a gdy już ją wywalczyli adresowali podania do Dru Joycea i Bretta Winkelmana. Amerykanie zdobyli siedemnaście punktów do przerwy, walnie przyczyniając się do wypracowania rezultatu 42:41. Gdyby nie wygrana przez gospodarzy rywalizacja o zbiórki (20-13), wynik mógłby być jeszcze lepszy, ale i tak można go było uznać za świetny punkt wyjścia przed kolejnymi dwudziestoma minutami.
Po wyjściu z szatni drużyny kontynuowały wymianę ciosów. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Wszystko za sprawą poprawionej skuteczności rzutów za trzy. Wpadało Łukaszowi Majewskiemu i Tonemu Weedenowi, a także Krzyśkowi Szubardze i na tablicy świetlnej oglądaliśmy wynik 51:52 dla Anwilu. Niestety, tak jak kilkanaście minut wcześniej, znów radość włocławian zmąciły decyzje sędziów. Piąty faul został odgwizdany Alexowi Dunnowi i trener Igor Griszczuk zdecydował się na zagranie va banque - zastąpienie go Nikolą Jovanoviciem. Początkowo to obniżenie składu nie dawało efektu, ale w 28 min. Mujo Tuljković popisał się punktami w dwóch kolejnych akcjach i ponownie Anwil prowadził jednym oczkiem.
Przewagę zza linii 6,25 zwiększył Bartek Wołoszyn, a gdy poprawił z osobistych zrobiło się 56:62 dla włocławian. Do końca trzeciej kwarty gospodarze urwali jeszcze dwa punkty z tej przewagi, ale do decydującej części spotkania i tak przystępowali z gorszej pozycji (60:64). Trzeba jednak oddać, że tak niewielka różnica jeszcze nie premiowała Anwilu żadną znaczącą przewagą. Przy bardzo wyrównanym meczu, toczonym wśród ogłuszającego dopingu kompletu publiczności mogła być odrobiona w dosłownie kilka sekund.
Tak się na szczęście nie stało. Coraz lepsze efekty przynosiło bowiem pozostawianie na placu gry Nikoli Jovanovicia. Serb najpierw trafił za trzy, a później przymierzył z bliższej odległości i Anwil prowadził 64:72. Nawet jednak taka przewaga nie dawała komfortu gry, bo atmosfera w hali im. Andrzeja Grubby gęstniała z każdą upływającą minutą. Polpharma pozostawała groźna o czym Anwil przekonał się na trzy minuty do końca spotkania. Gospodarze najpierw trafili za trzy, a następnie poprawili akcją 2+1 i przegrywali tylko 72:74. Na trybunach zapanowała euforia, która miała wywrzeć dodatkową presję na przyjezdnych. Gracze Anwilu radzili z nią sobie nieustannie wymieniając sportowe pozdrowienia i wspierając się wzajemnie.
W ostatnich dwóch minutach Anwil bronił dwupunktowej zaliczki (74:76). Akcję za dwa oczka zaliczył Nikola Jovanović, ale w odpowiedzi z linii osobistych nie pomylił się Łukasz Wiśniewski (76:78). Na minutę do końca długą akcję przeprowadził Krzysztof Szubarga. Największą korzyścią przerwania jej faulem przez Urosa Mirkovicia były kolejne 24 sekundy do wykorzystania. Niestety, poza upływem czasu, na niewiele się one jednak zdały. Polpharma była perfekcyjna w obronie i 27 sekund przed końcem wywalczyła piłkę. Za trzy na szczęście nie trafił Patrick Okafor, a Anwil nie dał się sfaulować i zwycięstwo przypieczętował punktami po dynamicznym wejściu pod kosz Mujo Tuljkovicia.
Anwil po trzech latach nieobecności w wielkim finale wraca do tej najważniejszej fazy sezonu we wspaniałym stylu. W rywalizacji o złoto zagra z Asseco Prokomem Gdynia, który w piątek pokonał po raz trzeci Trefl Sopot.
Polpharma Starogard Gdański - Anwil Włocławek 76:80 (21:19, 21:22, 18:23, 16:16)
Polpharma: Mirković 22, Okafor 14, Weeden 12, Wiśniewski 12, Majewski 8, Ochońko 6, Dąbrowski 2, Michałek 0.
Anwil: Jovanović 16, Szubarga 14, Winkelman 13, Joyce 10, Tuljković 9, Wołoszyn 9, Chanas 5, Sullivan 4, Dunn 0.
Wkrótce szczegółowa relacja z meczu.