Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Anwil w Finale Pucharu Polski

Piątek, 11 Lutego 2011, 1:00, Michał Fałkowski

W drodze do Finału Pucharu Polski 2011 Anwil Włocławek pokonał mocny Trefl Sopot 85:77. Włocławianie rozegrali znakomite zawody, i poza momentem samotnego zrywu Filipa Dylewicza w czwartej kwarcie, kontrolowali przebieg tego ciekawego spotkania. Duży wpływ na wynik miał świetny początek w wykonaniu Paula Millera i Łukasza Majewskiego oraz udane ostatnie minuty DJ Thompsona.

W drodze do Finału Pucharu Polski 2011 Anwil Włocławek pokonał mocny Trefl Sopot 85:77. Włocławianie rozegrali znakomite zawody i poza momentem samotnego zrywu Filipa Dylewicza w czwartej kwarcie kontrolowali przebieg tego ciekawego spotkania. Duży wpływ na wynik miał świetny początek w wykonaniu Paula Millera i Łukasza Majewskiego oraz udane ostatnie minuty DJ Thompsona.


Pierwsza kwarta miała dwóch bohaterów: Łukasza Majewskiego i Paula Millera. Zdobyli oni 18 z 24 punktów Anwilu, często sprawiając wrażenie jakby na boisku byli wszechobecni. Zbierali piłki, wymuszali przewinienia ofensywne, a gdy trzeba było rozdzielali piłki niczym rasowi rozgrywający. W 7. minucie przeprowadzili znakomitą dwójkową akcję będącą najlepszym dowodem ich dominacji. Tuż po tym trener Emir Mutapcić zarządził pierwsze zmiany w składzie, ale dobrze rozpędzony Anwil  radził sobie również bez tej dwójki (24:20 po I kwarcie).

Na początku drugiej odsłony o swoich wysokich umiejętnościach przypomniał Chris Thomas. Amerykanin wypracował dobrą pozycję rzutową dla Seida Hajricia, a po przeniesieniu piłki na połowę Anwilu zdołał wymusić przewinienie ofensywne Trefla (28:20). Dobry początek nieco uśpił włocławian i po pierwszych punktach w meczu Filipa Dylewicza Anwil prowadził już tylko 28:24. Gdy ta przewaga jeszcze stopniała Rottweilery pokazały, że potrafią rzucać z dystansu. Trafili w ten sposób Nikola Jovanović i Andrzej Pluta i w 17. minucie nasz zespół znów pewnie prowadził (38:30). Dobra gra Łukasza Majewskiego pozwoliła zwiększyć jeszcze przewagę do przerwy (44:34).

W szatni trener Emir Mutapcić mógł mieć pretensje tylko o grę na tablicach, o czym przypomniał również po meczu: Po dwudziestu minutach Trefl miał aż 9 zbiórek ofensywnych. Moi koszykarze nie zastawiali obręczy i stąd ten fatalny rezultat.- Na szczęście, uwagi szkoleniowca poskutkowały i później Anwil pozwolił rywalom na zebranie jeszcze tylko dwóch piłek ze swojej tablicy. Ograniczyło to liczbę ponowień akcji drużyny z Sopotu i  pozwoliło utrzymać dystans między zespołami. W 28. minucie po akcji 2+1 Seida Hajricia włocławianie prowadzili 61:49 i mocną końcówką przedostatniej kwarty chcieli zapewnić sobie komfort w decydujących dziesięciu minutach.

Choć na ostatnią kwartę wyszli z 14-punktową zaliczką, to wbrew okrzykom spikera zawodów wcale nie zagwarantował sobie sukcesu. Z sekundy na sekundę rozkręcał się bowiem Filip Dylewicz. Najpierw w dwóch kolejnych akcjach trafił za trzy (67:59), a później zagraniem 2+1 jeszcze mocnej natchnął Trefl do ataku. Włocławianie w tym czasie nie umieli trafić z gry i ta sztuka udała im się dopiero po ponad 5 minutach kwarty. – To był nasz moment. Pojawiła się szansa na zwycięstwo, ale nie potrafiliśmy jej wykorzystać – mówił później szkoleniowiec Trefla Karlis Muiznieks. – Wyszło niedoświadczenie naszych niektórych zawodników. W decydujących chwilach podejmowali niewłaściwe decyzje i dlatego Anwil znów nam odskoczył – dodał Filip Dylewicz.

Remis 71:71 stał się faktem po dwóch celnych rzutach Lorinzy Harringtona, ale to wykorzystujący błędy Nikoli Jovanovicia Dylewicz mógł czuć się największym bohaterem udanego pościgu (5.14 min do końca). Na szczęście wreszcie z gry trafił Paul Miller, a później włocławianie w trzech seriach rzutów wolnych byli niemal bezbłędni i szybko zrobiło się 78:71. Przy stanie 82:73 sytuację chciał jeszcze ratować trener Karlis Muiznieks, ale jego starannie rozrysowaną akcję przerwał DJ Thompson (8 pkt., 10 as.). Amerykanin nie tylko wybił z uderzenia Trefl, ale również dał cenne punkty Anwilowi. Trafił za trzy z ośmiu metrów, uspokajając sytuację na boisku i nie pozostawiając złudzeń, kto tego wieczora był lepszy (85:73).

Ostatecznie Anwil wygrał 85:77 i awansował do sobotniego finału Pucharu Polski, który również zostanie rozegrany na boisku w Gdyni. - Te rozgrywki swoją rangą ustępują tylko zmaganiom ligowym, stąd moja radość ze zwycięstwa jest ogromna. Zagraliśmy bardzo dobry mecz, mimo, że Trel był wymagającym rywalem. Mam nadzieję, że to doda pewności siebie moim zawodnikom i odtąd zawsze będziemy się tak prezentować - podsumował trener Emir Mutapcić.

Anwil w spotkaniu finałowym zmierzy się z Polpharmą Starogard Gdański, która w drugim półfinale wygrała z Asseco Prokomem Gdynia 67:66. Będzie to drugi w ciągu tygodnia mecz tych drużyn, bowiem w ostatnią sobotę Polpharma podejmowała Anwil w meczu ligowym zwyciężając 74:70. Finał Pucharu Polski będzie więc doskonałą okazją do rewanżu powracających do formy włocławskich koszykarzy!

Trefl Sopot - Anwil Włocławek 77:85 (20:24, 14:20, 19:23, 24:18)

Trefl: Dylewicz 21, Harringon 14, Waczyński 11, Stefański 8, Ljubotina 6, Kikowski 6, Gustas 5, Kinnard 4, Ceranić 2

Anwil: Miller 23, Jovanović 15, Pluta 10, Majewski 9, Hajrić 8, Thompson 8, Modrić 7, Diduszko 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI