Legenda włocławskiej koszykówki, Igor Griszczuk zapisał nową kartę w chlubnej historii Anwilu. Jako szkoleniowiec poprowadził właśnie swoich podopiecznych do szesnastego zwycięstwa w osiemnastu spotkaniach PLK. Stało się to przy komplecie zwycięstw we własnej hali, co jest najlepszym wynikiem w trakcie osiemnastoletnich występów naszej drużyny w ekstraklasie.
Legenda włocławskiej koszykówki, Igor Griszczuk zapisał nową kartę w chlubnej historii Anwilu. Jako szkoleniowiec poprowadził właśnie swoich podopiecznych do szesnastego zwycięstwa w osiemnastu spotkaniach PLK. Stało się to przy komplecie zwycięstw we własnej hali, co jest najlepszym wynikiem w trakcie osiemnastoletnich występów naszej drużyny w ekstraklasie.
Bilansem 16-2 może się pochwalić jeszcze tylko złota drużyna z sezonu 2002/2003. Na jej niekorzyść przemawia jednak fakt, że jednej z dwóch porażek (z Polonią Warszawa) doznała na własnym parkiecie. Przypomnijmy, że w drodze po mistrzostwo Polski zespół prowadzony przez Andreja Urlepa przegrał później u siebie zaledwie dwa mecze.
Jeden z bohaterów tamtego sezonu, Igor Milicić, nie doszukuje się jednak zbyt wielu analogii między przeszłością a obecnym sezonem: Liga nie jest już tak mocna jak w 2003 roku, dlatego nasz wyczyn oceniam wyżej. Ciężko jest też porównywać składy, bo wtedy mieliśmy mieszankę doświadczenia z młodością, a teraz tylko Andrzej Pluta może się pochwalić poważnymi osiągnięciami. To jednak sprawia, że obecny Anwil jest jeszcze bardziej żądny sukcesów. Zawodnik AZS-u z nieukrywanym entuzjazmem mówi o czasach gry we Włocławku: Pamiętam każdą chwilę tu spędzoną. W zespole panowała świetna atmosfera, nikt nie myślał o mistrzostwie, a mimo to zdołaliśmy je osiągnąć.
Poza wspomnianym złotym sezonem, nigdy więcej nie udało się włocławianom wypracować tak korzystnego bilansu meczowego. Nawet w latach, gdy zdobywali srebrne medale, wpadki przydarzały im się zbyt często. Niemal niełamaną regułą było, że po osiemnastu meczach włocławianie mieli na swoim koncie przynajmniej 4 porażki, a niekiedy nawet 7, 8. Rekordowo zły pod tym względem był sezon 1997/1998, kiedy to (jedyny raz w historii) bilans meczowy był dla naszych koszykarzy niekorzystny (8-10). Tym bardziej należy docenić osiągnięcia obecnej ekipy.
Bilansem 16-2 może się pochwalić jeszcze tylko złota drużyna z sezonu 2002/2003. Na jej niekorzyść przemawia jednak fakt, że jednej z dwóch porażek (z Polonią Warszawa) doznała na własnym parkiecie. Przypomnijmy, że w drodze po mistrzostwo Polski zespół prowadzony przez Andreja Urlepa przegrał później u siebie zaledwie dwa mecze.
Jeden z bohaterów tamtego sezonu, Igor Milicić, nie doszukuje się jednak zbyt wielu analogii między przeszłością a obecnym sezonem: Liga nie jest już tak mocna jak w 2003 roku, dlatego nasz wyczyn oceniam wyżej. Ciężko jest też porównywać składy, bo wtedy mieliśmy mieszankę doświadczenia z młodością, a teraz tylko Andrzej Pluta może się pochwalić poważnymi osiągnięciami. To jednak sprawia, że obecny Anwil jest jeszcze bardziej żądny sukcesów. Zawodnik AZS-u z nieukrywanym entuzjazmem mówi o czasach gry we Włocławku: Pamiętam każdą chwilę tu spędzoną. W zespole panowała świetna atmosfera, nikt nie myślał o mistrzostwie, a mimo to zdołaliśmy je osiągnąć.
Poza wspomnianym złotym sezonem, nigdy więcej nie udało się włocławianom wypracować tak korzystnego bilansu meczowego. Nawet w latach, gdy zdobywali srebrne medale, wpadki przydarzały im się zbyt często. Niemal niełamaną regułą było, że po osiemnastu meczach włocławianie mieli na swoim koncie przynajmniej 4 porażki, a niekiedy nawet 7, 8. Rekordowo zły pod tym względem był sezon 1997/1998, kiedy to (jedyny raz w historii) bilans meczowy był dla naszych koszykarzy niekorzystny (8-10). Tym bardziej należy docenić osiągnięcia obecnej ekipy.
Patrząc przez pryzmat rundy zasadniczej, Andrzej Pluta i spółka mają szansę nawiązać do najchwalebniejszych czasów basketu w naszym mieście. W sezonie 1995/1996 we własnym obiekcie, a była nim jeszcze mała hala OSiR, ani razu nie przegrał Nobiles, dowodzony wtedy przez trenera Wojciecha Krajewskiego. Niestety, włocławianie zbyt często tracili punkty na wyjazdach (6 porażek), co obecnie, na szczęście, nie jest naszym problemem. Sytuacja, w której własny obiekt pozostał niezdobyty przez całą rundę zasadniczą miała również miejsce w sezonie 1993/1994.
O to, żeby rekordy z tamtych lat pozostały niezłamane powalczy ówczesny bohater Nobilesu, a obecnie asystent szkoleniowca Polpharmy Starogard Gdański, Roman Olszewski. Jego zespół będzie najbliższym przeciwnikiem Anwilu w Hali Mistrzów. – Doskonale pamiętam każdy wspaniały sezon spędzony we Włocławku i wszystkie nasze rekordy. Stara hala przy ul. Chopina była zmorą wszystkich innych drużyn. Zwycięstwa przychodziły nam łatwiej, bo mieliśmy za sobą wspaniałą publiczność, której oddech dosłownie czuć było na plecach. Teraz w dużej Hali Mistrzów też nie gra się łatwo, ale Polpharma zrobi wszystko, żeby tam wygrać. Taki jest los, że tym razem będę się starał o zatrzymanie serii włocławian – mówi Roman Olszewski.
Trener Igor Griszczuk nie lubi się chwalić i patrzeć w liczby. Te jednak pozostają dla niego niebywale przychylne i nie sposób ich pominąć. Do rozpoczęcia obecnego sezonu włocławianie legitymowali się 69% wygranych meczów w samych tylko rozgrywkach sezonu zasadniczego (300-134). W bieżących rozgrywkach Anwil wygrywa 89% spotkań.
Z własnego parkietu nasi zawodnicy schodzili w minionych latach pokonani średnio 2,35 razu na sezon. Ten – i tak bardzo dobry – rezultat można poprawić w bieżących rozgrywkach. „Jaskinia lwa” jak nazywano małą halę OSiR, tym razem może zostać przechrzczona na „dom rottweilera”. O tym, czy w obecnym sezonie nikt nie zakradnie się do niego bez ostrej reakcji obrońcy, przekonamy się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Jedno jest natomiast pewne już teraz – jesteśmy świadkami powstawania nowej, wspaniałej historii.
O to, żeby rekordy z tamtych lat pozostały niezłamane powalczy ówczesny bohater Nobilesu, a obecnie asystent szkoleniowca Polpharmy Starogard Gdański, Roman Olszewski. Jego zespół będzie najbliższym przeciwnikiem Anwilu w Hali Mistrzów. – Doskonale pamiętam każdy wspaniały sezon spędzony we Włocławku i wszystkie nasze rekordy. Stara hala przy ul. Chopina była zmorą wszystkich innych drużyn. Zwycięstwa przychodziły nam łatwiej, bo mieliśmy za sobą wspaniałą publiczność, której oddech dosłownie czuć było na plecach. Teraz w dużej Hali Mistrzów też nie gra się łatwo, ale Polpharma zrobi wszystko, żeby tam wygrać. Taki jest los, że tym razem będę się starał o zatrzymanie serii włocławian – mówi Roman Olszewski.
Trener Igor Griszczuk nie lubi się chwalić i patrzeć w liczby. Te jednak pozostają dla niego niebywale przychylne i nie sposób ich pominąć. Do rozpoczęcia obecnego sezonu włocławianie legitymowali się 69% wygranych meczów w samych tylko rozgrywkach sezonu zasadniczego (300-134). W bieżących rozgrywkach Anwil wygrywa 89% spotkań.
Z własnego parkietu nasi zawodnicy schodzili w minionych latach pokonani średnio 2,35 razu na sezon. Ten – i tak bardzo dobry – rezultat można poprawić w bieżących rozgrywkach. „Jaskinia lwa” jak nazywano małą halę OSiR, tym razem może zostać przechrzczona na „dom rottweilera”. O tym, czy w obecnym sezonie nikt nie zakradnie się do niego bez ostrej reakcji obrońcy, przekonamy się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Jedno jest natomiast pewne już teraz – jesteśmy świadkami powstawania nowej, wspaniałej historii.