Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Anwil gromi w Stalowej Woli

Środa, 07 Kwietnia 2010, 1:00, Michał Fałkowski

Sześciu zawodników Anwilu Włocławek zanotowało na swoim koncie dwucyfrową zdobycz punktową, co złożyło się na zwycięstwo 78:107 w meczu przeciw Stali Stalowa Wola. Podopieczni trenera Igora Griszczuka pokazali tym samym, że mimo długiej przerwy w grze nie stracili formy i są gotowi na rywalizację o fotel lidera Ekstraklasy.

Sześciu zawodników Anwilu Włocławek zanotowało na swoim koncie dwucyfrową zdobycz punktową, co złożyło się na zwycięstwo 78:107 w meczu przeciw Stali Stalowa Wola. Podopieczni trenera Igora Griszczuka pokazali tym samym, że mimo długiej przerwy w grze nie stracili formy i są gotowi na rywalizację o fotel lidera Ekstraklasy.
Anwil rozpoczął mecz w zaskakującym składzie, w którym zabrakło typowego rozgrywającego. Wszystko dlatego, że udział Krzyśka Szubargi w widowisku skończył się na rozgrzewce, a Dru Joycea na początku wyręczali Kamil Chanas do spółki z Andrzejem Plutą. Pierwsze  trzy punkty dla Anwilu zdobył Nikola Jovanović, ale takim samym rzutem odpowiedział Marek Miszczuk. Po kilkunastu sekundach za trzy trafił Kamil Chanas, a festiwal rzutów z dystansu kontynuował David Godbold i było 11:6. Gdy po chwili gospodarze zamienili szybki kontratak na punkty, Igorowi Griszczukowi nie pozostało nic innego, jak tylko wziąć czas i poukładać grę swoich podopiecznych.

Trener włocławian nie od razu znalazł sposób na przełamanie niemocy prowadzonej przez siebie ekipy. Widać było, że długa przerwa w grze odcisnęła swoje piętno na jej postawie. Gdy w 7. minucie meczu trzecią trójkę odpalił Marek Miszczuk zrobiło się 18:10. Dopiero kolejne akcje przyniosły przełamanie. Po trójce Andrzeja Pluty zrobiło się 18:17, a pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 23:22. Coraz lepszą grę "Rottweilerów" zmącił jedynie trzeci faul Alexa Dunna, popełniony na znanym z włocławskich parkietów, a znakomicie spisującym się w Stalowej Woli Marku Miszczuku.

W drugiej odsłonie trwał artyleryjski ostrzał kosza zza linii 6,25. Gdy dziesiątą trójkę w meczu trafił broniący swojej hali Paweł Pydych (Stal 6/9, Anwil 4/8) zrobiło się 28:24. Jednak w połowie kwarty zaczęła się zarysowywać przewaga gości. Po pięknej akcji Bartłomieja Wołoszyna Anwil prowadził 33:36. Komentując wydarzenia tej części gry podkreślić należy fakt, że wreszcie do skutku doszedł jego braterski pojedynek z Michałem Wołoszynem. Bracia grali na całego, nie szczędząc sobie fauli i potyczek werbalnych, z czego więcej korzyści odnosił Anwil prowadzący w 17. minucie 35:43. Na przewagę 41:47 do przerwy niebagatelny wpływ miała również dominacja w zbiórkach (9-18).

Wobec wyrównanej gry, najważniejszym wydarzeniem początku drugiej połowy było zejście Alexa Dunna za pięć przewinień. Amerykański środkowy nie zaliczy tego meczu do udanych, zdobył w nim zaledwie 4 punkty i zebrał 3 piłki. W zdobywaniu punktów spod kosza wyręczył go więc Mujo Tuljković. Po jego efektownym wsadzie przewaga Anwilu wzrosła do dziesięciu oczek (48:58), by po kilku chwilach zostać jeszcze powiększoną przez Kamila Chanasa.

Od tego momentu Anwil grał jak przystało na pretendenta do roli lidera tabeli. Był bezapelacyjnie lepszy w każdym koszykarskim niuansie. Punkty zdobywali wszyscy obecni na boisku, wysocy dominowali na tablicach, obwodowi skutecznie ograniczali poczynania gospodarzy. W efekcie włocławianie uzyskali przewagę 53:76. Całą kwartę wygrali 22:35 i mogli spokojnie kontrolować przebieg wydarzeń w ostatnich dziesięciu minutach. Do poziomu koszykarzy Anwilu dostosowali się ich kibice. Najwierniejsi fani musieli przebyć w środę 750 kilometrów (sumując dystans w obie strony), żeby na trybunach zachowywać się niczym na ulicach Rio de Janeiro w środku karnawału.

A było co świętować. Gospodarzy niemiłosiernie ogrywał Nikola Jovanović, którego 19 punktów złożyło się na prowadzenie 71:88 na 5 minut przed końcem spotkania. Kolejną minutę Anwil wygrał 2:6 i jedyną niewiadomą pozostało to, czy przełamie barierę stu punktów. Tę wątpliwość szybko rozwiał nie kto inny jak tylko Nikola Jovanović (76:101). Kolejne skuteczne akcje „Rottweilerów” pozwoliły im odnieść efektowne zwycięstwo 78:107.

W drugim, najbardziej interesującym włocławian spotkaniu Asseco Prokom pokonało PGE Turów Zgorzelec 95:75. Stało się to jednak w zupełnie innych okolicznościach, bo gdynianie w drugiej połowie zagrali fatalnie, licząc jedynie na dowiezienie do końca znaczącej przewagi z pierwszych dwudziestu minut. Konsekwencji i ambicji włocławian, którzy z każdą kwartą grali coraz lepiej, mogą oni jedynie pozazdrościć. Miejmy nadzieję, że ten fakt przełoży się na przewagę psychiczną przed najważniejszym meczem rundy zasadniczej, który już za nieco ponad tydzień zostanie rozegrany w Hali Mistrzów.

Stal Stalowa Wola - Anwil Włocławek 78:107 (23:22, 18:25, 22:35, 15:25)

Anwil:
Jovanović 23, Wołoszyn 16, Tuljković 14, Pluta 12, Chanas 12, Winkelman 11, Sullivan 8, Joyce 7, Dunn 4

Stal: Miszczuk 18, Wołoszyn 16, Andrzejewski 13, Godbold 10, Pydych 9, Malczyk 7, Klima 5